fot. Giro d'Italia

Choć od zakończenia kariery przez Vincenzo Nibalego minęło już 3,5 roku, to 2-krotny zwycięzca Giro d’Italia cały czas żyje kolarstwem. Przy okazji włoskiej trzytygodniówki 41-latek co rusz zabiera głos opowiadając o swoich przemyśleniach na temat przebiegu rywalizacji, a najczęściej omawianym przez niego zawodnikiem jest Jonas Vingegaard. Rekin z Mesyny zażartował sobie nawet, że to już pewien obłęd, choć jednocześnie podkreślił, że oczekuje od Duńczyka więcej niż ten pokazał dotychczas.

W tym roku mija dekada od ostatniego włoskiego zwycięstwa w Giro d’Italia – w 2016 roku Vincenzo Nibali po raz 2. w karierze sięgnął po triumf w domowym dla siebie wielkim tourze. Włoch swoją karierę kontynuował do końca 2022 roku, a podczas niej odniósł 54 zawodowe zwycięstwa, w tym został jednym z zaledwie 7 kolarzy, którym udało się wygrać klasyfikację generalną każdego z wielkich tourów. Teraz do tego grona może dołączyć Jonas Vingegaard, a 41-latek uważa, że tylko coś bardzo niespodziewanego mogłoby sprawić, by zawodnik Team Visma | Lease a Bike nie wjechał do Rzymu w różowej koszulce.

Historia tego Giro dopiero się napisze. Decydujące dni dopiero nadchodzą. Teoretycznie znamy układ sił, ale w Giro nigdy nic nie jest pewne. Chociażby pogoda sprawia, że ​​Giro jest tak nieprzewidywalne. Już na pierwszych etapach we Włoszech widzieliście, jak decydująca była i ilu kolarzy później zachorowało. Zimno i zła pogoda po prostu sprawiają, że jazda kosztuje zdecydowanie więcej energii. Jeśli złapiesz wirusa, a twoja drużyna nie jest w stanie cię ochronić, to zaczyna się prawdziwa droga przez mękę. Mimo to nie spodziewam się, by ktoś mógł pokonać Jonasa Vingegaarda. Choć on nie zadał jeszcze decydującego ciosu, który naprawdę zapewniłby mu zwycięstwo w Giro, to myślę, że ten nastanie. Chciałbym, żeby Jonas pokazał nam pełnię swoich możliwości nim dotrzemy do końca Giro, żeby dał z siebie wszystko na jednym etapie. Wiem, że przed nim Tour, więc ma to sens, że każdego dnia stara się wygrywać po trochu, ale liczę na coś więcej

— opowiadał Vincenzo Nibali przed startem 14. etapu.

Kto wie, być może już dziś zobaczymy Jonasa Vingegaarda w formie, jaka marzy się 41-letniemu Rekinowi z Mesyny. Z drugiej jednak strony dla widowiska prawdopodobnie lepsze byłoby, gdyby Duńczyk nie odstawił jeszcze wszystkich rywali – w ostatnich latach obejrzeliśmy już wiele wielkich tourów, w których emocje związane z końcowym triumfem gasły na długo przed królewskimi etapami.


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułBen O’Connor: „Nie przejmuję się zbytnio tym, co dzieje się przede mną ani za mną”
Następny artykułVuelta a Burgos Feminas 2026: Bredewold najlepsza na trzecim etapie
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

Nie było w historii chyba kolarza, którego aż tak się czepiali jak Jonasa, tylko za to że śmiał pokonać Tadeja dwa razy. Może contadora za łańcuch schlecka.
Miał wirusa, a i tak był szczebel wyżej niż inni, największe góry dopiero przed nim.