Fot. naszosie.pl

Tym Polakiem, który w drużynie CCC Team nie będzie musiał uczyć się ścigania na poziomie World Tour jest Łukasz Wiśniowski. Podczas media day w hiszpańskiej Dénii zdradził nam więcej konkretów dotyczących kalendarza i jego roli, aniżeli we wrześniowym wywiadzie, kiedy to ogłoszono jego transfer do ekipy Jima Ochowicza. 

Łukasz Wiśniowski miał do rozważenia dwie oferty – od Dave’a Brailsforda z brakiem choć szczypty nadziei na progres, oraz od Piotra Wadeckiego – zawierającą atrakcyjny kalendarz startów, włącznie z wielkim tourem i kilkoma szansami dla siebie. Co sprawiło, że to skala z napisem “CCC” przeważyła?

To, że niektóre klasyki będę mógł pojechać na siebie oraz to, że mam zapewniony start w jednym z wielkich tourów. Propozycja kalendarza startów w CCC była dla mnie korzystniejsza, jeśli idzie o mój osobisty rozwój, niż w Sky. Jestem już w takim wieku, że uznałem, iż powinienem spróbować pościgać się na własne konto [7 grudnia Łukasz skończył 27 lat].

Kiedy “Wiśnia” wybierał ekipę Jima Ochowicza nie wiedział, że Sky przestanie wraz z końcem 2019 roku sponsorować drużynę Dave’a Brailsforda. Czy zatem w momencie, gdy dotarła do niego ta wiadomość poczuł ulgę?

Trudno mi cokolwiek na ten temat powiedzieć, ponieważ nie miałem pojęcia, że taka sytuacja będzie miała miejsce. Od dłuższego czasu wiedziałem, że będę jeździł od przyszłego roku w CCC, więc nie poczułem ulgi. Nie znam tej sytuacji od środka, bo nie rozmawialiśmy ostatnio z Michałem, jednym czy drugim lub Jackiem Walczakiem, ale jedyne, co mogę powiedzieć to to, że najprawdopodobniej ciężko będzie znaleźć sponsora z takimi samymi zasobami finansowymi jak Sky.

Kalendarz startów Wiśniowskiego w pierwszej części sezonu 2019 w znaczącej części pokryje się z tym, który będzie miał lider drużyny CCC – Greg Van Avermaet. Polak rozpocznie sezon w Walencji, następnie poleci do Omanu, a potem przyjdzie już czas na inaugurację wiosennej kampanii klasyków w Omloop Het Nieuwsblad.

Już podczas tego zgrupowania stworzyliśmy taką swoistą grupę “klasykowców” – razem trenujemy i muszę powiedzieć, że jest to całkiem niezła ekipa. Całkiem szybko poszła nam integracja i patrząc na nazwiska, jakie tutaj są, uzasadnione jest mieć nadzieje na dobre wyniki w sezonie. Jeśli zaś chodzi o mnie, to dostanę szansę tam, gdzie Greg będzie jechał treningowo lub w ogóle nie będzie startował.

Gdy rozmawialiśmy we wrześniu, Łukasz powiedział mi, że wstępnie rozmawiał z Piotrem Wadeckim o Tour de France, ale teraz nie chciał podać nazwy żadnego z wielkich tourów, zasłaniając się argumentem, że jest dopiero grudzień.

Nie znam trasy ani Giro d’Italia, ani Tour de France, ale oczywiście marzę o starcie w Tourze – to jest wyścig, w którym każdy kolarz chciałby chociaż raz wziąć w swojej karierze udział. Na razie jest jednak za wcześnie, by mówić, w którym wielkim tourze wystartuję.

Ostatnie dwa sezony Łukasz ścigał się na rowerze marki Pinarello, i to na nim odniósł obiecujące lokaty w Omloop Het Nieuwsblad i Kuurne-Bruksela-Kuurne, gdzie był odpowiednio drugi i ósmy. Teraz przesiadł się na Giant TCR Advanced SL, czyli model na wyścigi jednodniowe oraz górskie. Jakie ma wrażenia z jazdy na nowej “maszynie”?

Nie jestem osobą, która przywiązuje wielką wagę do roweru, ale ten rower na pewno jest komfortowy, ponieważ dość szybko znalazłem optymalną pozycję – szybciej niż na Pinarello. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy jest on sztywniejszy czy nie – po prostu jest wygodny. Od Pinarello różni go również mniejsza waga, a to, czy będzie szybszy okaże się w trakcie sezonu. Generalnie sprzętowo wyglądamy całkiem dobrze – jestem zadowolony.

Pomiędzy upublicznieniem informacji o transferze do CCC a pierwszym zgrupowaniem ekipy u Łukasza Wiśniowskiego wydarzyło się, a właściwie nie wydarzyło się, coś jeszcze – nie został on bowiem powołany do składu reprezentacji Polski na mistrzostwa świata w Innsbrucku. W Hiszpanii zapytaliśmy go, co o tym sądzi teraz, z perspektywy czasu.

To nie była trasa dla mnie, więc nie było sensu na siłę pchać się do składu. Jednak chciałbym oczywiście pomóc Michałowi [Kwiatkowskiemu] czy Rafałowi [Majce]. Ale niestety nie udało się wystartować – Piotr [Wadecki – selekcjoner reprezentacji Polski w kolarstwie szosowym] wybrał najlepszy skład na tamtą chwilę. Oglądałem wyścig w telewizji i w sumie ucieszyłem się, że mnie tam nie ma (śmiech).

Oczywiście Łukasz ma rację, ale przecież listę startową w Innsbrucku podpisali nie tylko sami górale. Co wobec tego?

Tak, przeanalizowaliśmy później ten wyścig i pierwsze 150 kilometrów było względnie płaskich, a co za tym idzie możliwych do przejechania między innymi dla mnie. Plusy tej sytuacji są takie, że miałem dłuższe wakacje niż po ubiegłym sezonie, kiedy to skończyłem się ścigać pod koniec października [po Tour of Guangxi], a zacząłem w styczniu [na Tour Down Under].

Warto jeszcze odnotować, że wraz ze zmianą drużyny, Łukasz Wiśniowski znalazł się pod skrzydłami innego trenera – teraz nie będzie to już Włoch Dario Cioni, który trenuje w Sky między innymi Michała Gołasia i Gianniego Moscona, a Polak – Jakub Pieniążek.

Z Dénii Marta Wiśniewska i Marek Bala