fot. BORA-hansgrohe

Mniej zgrupowań wysokościowych, a więcej ścigania – tak najkrócej można podsumować zmiany, jakie w kalendarzu na sezon 2019 zaszły u Macieja Bodnara (BORA-hansgrohe). 

Do tej pory kalendarz Macieja Bodnara pokrywał się z tym Petera Sagana, ale w przyszłym roku będzie inaczej – Bodnar będzie więcej się ścigał i nie pojedzie na zgrupowanie wysokościowe w Sierra Nevada.

Sezon zainauguruje już w australijskiej “etapówce” Tour Down Under, następnie stanie na starcie hiszpańskich klasyków Vuelta Ciclista a Murcia i Clásica de Almeria. Potem pojedzie do Portugalii na Volta ao Algarve, wystartuje razem z Rafałem Majką w Strade Bianche i w brukowanych klasykach – Ronde van Vlaanderen i Paryż-Roubaix.

Przed przerwą na odpoczynek będzie się ścigał jeszcze w Tour de Romandie. Po “urlopie” wystartuje w Tour de Suisse, zaś udział w Tour de France pozostaje jeszcze niewiadomą. W każdym razie – jak powiedział nam “Bodi” – “jeśli nie Tour to Vuelta”.

Maciej Bodnar zauważył też, że sporo zmieniło przyjście do drużyny Daniela Ossa oraz innych specjalistów od jazdy po brukach.

Do tej pory praktycznie sam pomagałem Saganowi, a teraz ta praca rozłożyła się na całą grupę osób – każdy ma sprecyzowane zadania, a ja jestem odpowiedzialny raczej za początek rywalizacji. Tutaj nie chodzi już o samego Daniela Ossa, ale też innych kolarzy, takich jak Markus Burghardt. Dodatkowo do zespołu przyszli m.in. Oscar Gatto i Jempy Drucker. Teraz każdy będzie dokładnie wiedział, kiedy zaczyna i kiedy kończy się jego praca

– powiedział Bodnar.

Nie mogliśmy nie zapytać o zabieg wyjęcia płytki z obojczyka, który jak się okazało Maciej złamał już…trzykrotnie.

Wszystko jest w porządku, nie odczuwam żadnego dyskomfortu i mogę normalnie trenować. W sumie ten obojczyk to feralne miejsce. Pierwszy raz złamałem go w 2005 roku. Potem w 2010 cała sytuacja się powtórzyła i wtedy wstawiono mi płytkę. Najgorzej było w 2015 roku, kiedy złamałem tą samą kość i to podłużnie, ze względu na wspomniany metal. To była już poważna kontuzja

– zakończył najstarszy z Polaków jeżdżących w BORA – hansgrohe.