fot. Quick-Step Floors

Sezon 2018 był dla Elii Vivianiego niezwykle udany. Sprinter ekipy Quick – Step Floors, która w przyszłym roku wystartuje pod nazwą Deceuninck – Quick Step, liczy jednak, że to nie jest jeszcze szczyt jego możliwości.

Przez cały sezon 2018, Włoch zdołał odnieść aż 18 zwycięstw, z dużą pewnością wchodząc do czołówki sprinterów na świecie oraz wypracowując sobie pozycję równie silną co Fernando Gaviria.

To był dla mnie bardzo dobry sezon, lecz mogłem zrobić coś więcej. Przede wszystkim żałuję, że nie zaliczyłem triumfów w Gent – Wevelgem i Milano – Sanremo, bo przeoczyłem pewne ważne ruchy. Jednocześnie jednak przyznaje, że świetną decyzją był start w dwóch wielkich tourach, w których odniosłem wiele sukcesów. Na Vuelcie nie czułem się już najlepiej, ale wygrana w Madrycie mi to odpłaciła. To był sezon przede wszystkim perfekcyjnie zaplanowany

– powiedział Viviani w rozmowie z L’Arena.

Nie da się ukryć, że po odejściu Fernando Gavirii, Viviani stał się teraz pierwszym sprinterem ekipy Patricka Lefevere’a. Wiele wskazuje, że jego głównym celem w sezonie 2019 i tak nie będzie Tour de France.

To może być wyścig marzeń, bo na pewno będziemy mieli sporo szans na zwycięstwo. Kolejnym moim celem będą mistrzostwa świata. Trasa nie będzie bardzo trudna. Według mnie, może przypominać tą z Richmond i Bergen. Myślę, że idealnym pomysłem byłby start we Vuelcie. Dodatkowo, w wyścigu ze startu wspólnego powinniśmy wystartować w bardzo mocnym składzie z Mosconem, De Marchim, Colbrellim i Trentinem. Zobaczymy jednak co przyniesie sezon

– dodał Włoch.

Do tej pory Viviani nie zaprezentował swojej pierwszej części kalendarza. Najprawdopodobniej zostanie on ustalony dopiero w grudniu.