Fot. naszosie.pl

Jesień jest najmniej lubianą przeze mnie porą roku pod kątem poruszania się rowerem czy to na trening, czy też po prostu dojeżdżając do pracy. Zima jest oczywista i przewidywalna, jak w „Misiu” – jak jest zima, to musi być zimno – ale jesień? Rano zimno, w ciągu dnia różnie – i ciepło, i deszczowo… nie wiadomo, jak się ubrać, i irytuje to, że strój z dojazdu do pracy rano jest całkowicie nieadekwatny do powrotu z pracy po południu.

To już pora roku taka, że nawet ja zacząłem myśleć o rękawiczkach z długimi palcami, bo ostatnie dni na tyle wychłostały mi paluchy chłodem, że po dojeździe do pracy tak drżały mi ręce, iż w pracy poprosiłem współpracowników, by podstawili mi fortepian a zagram z marszu, choć nie potrafię…

Jakże się ucieszyłem, gdy w – odzyskujące powoli czucie – ręce wpadły mi rękawiczki do przeprowadzenia testu – Bontrager, model Circuit Windshell Glove. Szybko je założyłem, po czym wskoczyłem na rower radośnie niczym dziecko sprawdzić, jak zachowają się w warunkach bojowych, co zaowocowało jakże przewidywalnym trzepnięciem się kolanem w drzwi wyjściowe.

Pierwszy rzut oka na rękawiczki po założeniu; nowy, nieznany mi dotychczas rodzaj materiału Profila Windshell. Nieco bawią mnie innowacyjne i koniecznie nic nie mówiące nazwy marketingowe, stosowane przy wprowadzaniu nowych produktów, ale cóż – takie czasy, że w każdym z nich musi być coś „new”, najlepiej jeszcze coś, co zostało opatentowane. Jako że nie miałem jeszcze do czynienia z rękawiczkami, wykonanymi z materiału wiatro i wodoszczelnego, tako żywo chciałem przekonać się w rzeczywistości ów stosunkowo niegruby materiał radzi sobie z zacinającym, zimnym wiatrem.

A pora roku teraz idealna do takich testów; wiatr chłoszcze jak ten tytuł książki Tyrmanda „Zły”, niwelując nieco poziom przyjemności, płynący z jazdy rowerem, jesienny chłód też swoje robi. Założyłem rękawice, kontent z posiadania czegoś nowego, czystego i ładnego (o tym, jak spadł mi łańcuch i o śladach, jakie pozostawił na rękawicach – później…) i rozczapierzyłem palce, jak żaba lub jak to czasem czynią dziewczyny po malowaniu paznokci, tyle że ja chciałem przyjrzeć się im z bliska we właściwym im środowisku i „poczuć” ów Profila Windshell na skórze.

Stwierdzić, że materiał jest cienki, to truizm. Jednak stwierdzić, że doskonale blokuje wiatr; to też truizm. To czułem już po pierwszym treningu. Nie wiem tylko, jak ów materiał zachowa się przy znacznie niższych temperaturach – sprawdzę – ale teraz, w rannych i wieczornych jazdach, gdy przymrozki już pukają w szyby samochodów, znacząc je białym nalotem, jakże niechętnie usuwanym przez kierowców, sprawdzają się doskonale.
Końcówki dwóch palców wyposażone są w ducha naszych czasów – czyli nakładki, pozwalające na obsługiwanie smartfona bez ich zdejmowania. Nie polecam w czasie jazdy.

Wersja, którą otrzymałem do testów, jest wersją kolorystyczną „fluo”, i o ile w cywilnym życiu nie wyobrażam sobie zakładu, który musiałbym przegrać, by taki kolor założyć na siebie, o tyle podczas jeżdżenia na rowerze (czyli dominującej czynności w moim życiu) taki kolor akceptuję bez wahania.

Bo czyni nas widocznym i rzeczywiście, w wieczornej poświacie opadającego nad wyraz szybko słońca, rękawice stanowiły wyraźnie odcinający się punkt, przyciągający uwagę, niczym odziane w białe rękawiczki dłonie mima, występującego w milczeniu na czarnym tle. Podobnie zasygnalizować można gest, powszechnie uznawany za pozdrowienie, dość często używany przez kierowców, gdy jeden zajedzie drogę drugiemu; wówczas ten jeden palec będzie odcinał się od tła bardzo wyraźnie, jak latarnia morska w oddali…

Materiał, z którego wykonana została wewnętrzna część, jest bardzo wygodny, a zewnętrzny wyposażony w lubianą przeze mnie część, służącą do przetarcia nosa w czasie jazdy. Końcówki dotykowe działają bez zastrzeżeń, acz zdecydowanie odradzam to, co często sam widuję, mianowicie korzystanie z telefonu w czasie jazdy.

Wrażenia z jazdy: pierwsze i najważniejsze, czyli to, które interesowało mnie najbardziej. Jak zachowa się stosunkowo cienki materiał przy porannych przymrozkach.
Ów poradził sobie doskonale; półtora godzinna przejażdżka w smagającym dreszczami wietrzysku nie wychłodziła palców.

Nie wiem, jak zareagują w przypadku temperatur poniżej pięciu stopni, ale też podkreślić trzeba, że ochrona przez zimnem nie jest ich funkcją; mają chronić przed zimnym wiatrem, i z tej funkcji wywiązują się doskonale.

Co zaskakujące; w czasie, gdy testowałem rękawiczki pogoda mnie zaskoczyła, bo z nieba nie waliło żabami, i nie miałem okazji przetestować ich pod kątem porządnej wodoodporności; lekki deszczyk się w takim wypadku nie liczy.

Wygoda obsługi roweru – bez zastrzeżeń najmniejszych, hamulce, zmiany przełożeń – wszystko odbywało się płynnie, nic na palcach nie ciągnęło, nic nie przeszkadzało.

Wyściółka wewnętrznej części dłoni – skóra syntetyczna oraz wkładka GelFoam – sprawdzają się równie dobrze, bo chwyt kierownicy jest pewny i stabilny. Część do wycierania nosa w czasie jazdy – działa bez zastrzeżeń, nie podrażnia skóry.

Wrażenia ogólne – cóż; mając porównanie zwykłych, cienkich rękawiczek i windshellowych, różnica jest po prostu kolosalna na korzyć nowych rękawiczek. To jeden z produktów gatunku „must have” jeszcze w tym sezonie.

Cóż, pominę też pewne poczynione na głos spostrzeżenia, gdy po tym, jak spadł mi łańcuch, poprawiłem go rzecz jasna gołymi dłońmi i potem, zapomniawszy się, w ręce lekko ubrudzone smarem wziąłem jasne rękawiczki; komentarzem wystraszyłem przejeżdżającego nieopodal rowerzystę – ale na moje szczęście smar z rękawiczek udało się sprać.

Dystrybutor: www.trekbikes.com