Fot. Il Lombardia

Jeszcze trzy starty dzielą Vincenzo Nibaliego (Bahrain-Merida) od zakończenia sezonu 2018. Jeśli po raz trzeci w karierze zwyciężyłby w “wyścigu spadających liści”, jako drugi w historii miałby w tym samym roku dublet Mediolan-San Remo/Il Lombardia. 

Nibali wciąż nie może wrócić do najwyższej dyspozycji po kraksie w tegorocznym Tour de France. Pomimo że nie odczuwa już bólu w plecach, brakuje mu mocy w końcówkach wyścigów. W mistrzostwach świata w Innsbrucku, na trasie odpowiadającej jego charakterystyce, zajął czterdzieste dziewiąte miejsce.

W sobotę 6 października “Rekin z Messyny” stanie na starcie Giro dell`Emilia, we wtorek 9 października w Tre Valli Varesine, zaś 13 października zakończy sezon w Il Lombardii – monumencie, który wygrywał w karierze dwukrotnie, w 2015 i w 2017 roku.

W środę, wraz z Fabio Aru, Dario Cataldo, Enrico Gasparotto i Domenico Pozzovivo, trenował na trasie Il Lombardii. Na szczycie stromego podjazdu Colma di Sormano pozował do zdjęć z kibicami.

Plany dotyczące przyszłego sezonu jeszcze nie zapadły, ale zazwyczaj bardzo dobrze poinformowana “La Gazzetto dello Sport” donosi, że głównym celem Nibaliego będzie Giro d`Italia. Wiadomo, że 25 października zaprezentowana zostanie trasa Tour de France, zaś data prezentacji Corsa Rosa nie jest jeszcze znana.

W przyszłym miesiącu Nibali skończy 34 lata, a przyszły rok będzie ostatnim, w którym ma on ważny kontrakt z drużyną Bahrain-Merida. Według “La Gazzetty”, Sycylijczyk planuje kontynuowanie kariery przynajmniej do 2021 roku, a więc włącznie z igrzyskami olimpijskimi w Tokio i mistrzostwami świata na wymagającej trasie w Szwajcarii (obie imprezy odbędą się w 2020 roku).