fot. La Vuelta

Przedostatni z górskich etapów podczas tegorocznej Vuelty już za nami. Czas na oceny.

Plusy:
Więcej niż kolarz
Ależ nam się podoba postawa Simona Yatesa! Już podczas Giro d’Italia Brytyjczyk pokazywał, że bliżej mu do Alberto Contadora niż Nairo Quintany. I tak też jest. Rzadko kiedy lider postanowiłby zaatakować w takim momencie. W końcu wyścig zaraz się kończy, a jego przewaga nad Alejandro Valverde była niewielka. Kto inny byłby w stanie podjąć takie ryzyko?

Wszystko na jedną kartę
Na naprawdę duże słowa uznania zasłużyli też dwaj pozostali bohaterzy dnia – Steven Kruijswijk i Thibaut Pinot. Ten pierwszy zrobił wszystko co w jego mocy, by ponownie zbliżyć się do podium całego wyścigu. Drugi za to wyjechał swoje 100% by ponownie, w pięknym stylu wygrać etap.

Minusy:
Gigant na glinianych nogach
Przez cały etap, ekipa Movistar robiła wszystko, by jej liderzy mieli możliwość walki o triumf etapowy i przejęcie koszulki lidera wyścigu. Skończyło się na… dużych stratach i praktycznie całkowitym pozbawieniu się nadziei na kolejną wygraną w World Tour. Cóż, wygląda na to, że zespół Eusebio Unzue stać już tylko na zwycięstwa w klasyfikacji drużynowej. Szkoda tylko, że to nie Wyścig Pokoju.

“Niezdecydowany jak Kolumbijczyk”
Od kilku lat mamy do czynienia z wielkim napływem kolumbijskich kolarzy, którzy mieli podbić świat. Problem tylko, że część z nich szybciutko zniknęła z kolarskiego piedestału, a Ci, którzy wciąż są na topie, nie potrafią udowodnić swojej wartości. Można odnieść wrażenie, że Lopez (dziś szczególnie), Quintana, Chaves, Uran czy nawet kuzyni Henao jeżdżą niesamowicie zachowawczo. Taka postawa szybko powoduje, że tracą oni fanów, a także pozycję w peletonie. Dziś “Superman” praktycznie na własne życzenie utrudnił sobie walkę o podium. I może już na nie nie wejść.