fot. Team Sky

Wszystko wskazuje na to, że kolarze, którzy przewrócili się za sprawą przebiegającego przez drogę pracownika obsługi, uniknęli poważnych obrażeń, choć znak zapytania wciąż stoi przy Dylanie van Baarle (Team Sky). 

Zaraz za linią mety w Mañón wydarzyła się niecodzienna, już druga w tegorocznej Vuelcie kraksa, nie spowodowana przez kolarzy, a osoby pracujące przy wyścigu. Po latającym zbyt nisko śmigłowcu, który zdmuchnął barierki, tym razem, nie zważając, że nadjeżdżają rozpędzeni zawodnicy, przez drogę przebiegał Chema Rodriguez – człowiek odpowiedzialny za koordynowanie fotoreporterów.

W zderzeniu z nim najbardziej ucierpiał drugi na etapie kolarz Team Sky – Dylan van Baarle. Nic sobie nie złamał, ale narzekał na ból w udzie, biodrze, łokciu i w okolicy żeber. Mimo to drużyna spodziewa się, że będzie w stanie wystartować do trzynastego etapu, choć kluczowa jak zwykle w takich przypadkach była noc. Po feralnym wypadku “eskortował” go polski masażysta pracujący w brytyjskiej ekipie – Marek Sawicki.

Kolarze, dyrektorzy sportowi oraz przewodniczący Stowarzyszenia Profesjonalnych Kolarzy (CPA) Gianni Bugno zgodnie twierdzą, że tego człowieka nie powinno w tym miejscu i w tamtej chwili być, oraz że generalnie za linią mety usytuowanej na wąskiej szosie znajdowało się zbyt wiele ludzi. Ten ostatni wydał nawet oświadczenie w tej sprawie, skierowane do organizatorów wyścigu:

Po miesiącach prac nad poprawą bezpieczeństwa na wyścigach, taka sytuacja jest nie do zaakceptowania. Jestem naprawdę zmęczony obserwowaniem, w jak powierzchowny sposób wprowadzane są zmiany, nad którymi pracujemy. Świadczy to o całkowitym braku szacunku wobec nas oraz wobec kolarzy

– napisał Gianni Bugno.

Oprócz etapowego zwycięzcy Alexandra Genieza (AG2R), który doznał niegroźnych zadrapań, uczestniczyli w tym incydencie Dylan Teuns (BMC) i Mark Padun (Bahrain-Merida). Belg i Ukrainiec wyszli z niego bez szwanku.

Dyrekcja wyścigu Vuelta a España wydała oświadczenie, w którym przeprosiła kolarzy i pożyczyła im szybkiego powrotu zdrowia oraz wszystkiego dobrego na kolejne etapy.

Według obecnego w Hiszpanii dziennikarza Gregora Browna, Chema Rodriguez po założeniu bandaża na przedramię, wrócił do swoich obowiązków.