Tour de l'Avenir

Kiedy byliśmy dziećmi, wielu z nas marzyło o kolarskiej karierze. Jedni chcieli być sprinterami, drudzy góralami, jeszcze inni świetnymi mechanikami. Wszyscy jednak widzieliśmy siebie na trasie Tour de France, gdzie z dumą podążaliśmy razem z całą wesołą kolumną. We wcześniejszej fazie kariery jest jednak pewien wyścig, który bardzo mocno popycha do wielkiego kolarskiego świata. Mowa oczywiście o Tour de l’Avenir.

Francuski wyścig U-23 rozpoczyna się już dziś i jak co roku zapowiada się naprawdę ciekawie. Na starcie stanie bowiem bardzo wielu kolarzy, którzy już od pewnego czasu pukają do szerokiej światowej czołówki, a przykład Egana Bernala pokazuje, że świetna postawa w l’Avenir umożliwia szybkie wejście do kolarskiego topu. Nie inaczej powinno być i tym razem, bo poziom będzie naprawdę wywindowany do granic możliwości.

Na początek zajmijmy się jednak ciężką i selektywną trasą. Podobnie jak w poprzednich latach, pierwsze sześć etapów nie powinno przynieść wielkich różnic w klasyfikacji generalnej, lecz nie znaczy to, że będzie nudno. Na wspomniane sześć odcinków, co najmniej trzy są idealnie skrojone dla sprinterów. Do tego należy dodać dwa finisze na niewielkich wzniesieniach i drużynową jazdę na czas. Tam wyścig raczej się nie rozstrzygnie, lecz z pewnością niektórzy będą mogli go przegrać.

Siódmego dnia młody peleton wjedzie w góry i nie opuści ich już do samego końca. Co warto zauważyć, organizatorzy przygotowali zawodnikom krótkie, ale bardzo treściwe odcinki z wieloma metrami przewyższenia, gdzie z pewnością powalczą najmocniejsi górale.

Pierwszy alpejski etap będzie wręcz szalony. Od startu kolarzom przyjdzie zmierzyć się ze wspinaczką pod Cote de Montagny, a do mety w Meribel prowadzić będzie kolejny ciężki podjazd. A to wszystko na 35 kilometrach. Robi wrażenie, prawda?

Następnego dnia będzie… jeszcze trudniej. Ostatnie 40 kilometrów (czyli praktycznie pół etapu) to prawdziwa mordęga. Najpierw peleton będzie musiał pokonać Col des Saisies, by po stosunkowo długim zjeździe sprawdzić się na poprawce zwanej Crest-Voland Cohennoz. Do zwycięstwa etapowego z pewnością będzie potrzebna dynamika, lecz pierwszy podjazd dnia może porządnie wyselekcjonować czołówkę.

Na etapie dziewiątym, ponownie liczącym około 80 kilometrów, sytuacja powinna być nieco spokojniejsza, ze względu na stosunkowo łatwy podjazd do znanego kurortu Val d’Isere. Wcześniej jednak nie będzie tak przyjemnie. Wspinaczki pod Montee des Arcs i Cote des Chapelles z pewnością mocno wejdą w nogi, a zważając na dystans, kolarze z pewnymi stratami mogą postarać się tam wrócić do walki.

Królewski etap na koniec? Czemu nie! Może i na pierwszy rzut oka wydaje się, że ostatnie 50 kilometrów będzie decydujące, lecz należy pamiętać od czego kolarze muszą zacząć. Jak wiadomo podjazd pod legendarne Iseran nie jest zbyt trudny, lecz dla wciąż młodych kolarzy wysokość może okazać się zabójcza. Tym samym późniejszy zjazd wcale nie musi pozwolić słabszym góralom dojechać do peletonu. Potem jednak nadejdzie ostatnia, wielka walka czołowych górali. Podjazdy pod Col du Chaussy i Col du Glandon (niepełny) na pewno rozwieją ostatnie wątpliwości, wyłaniając najmocniejszego kolarza.

Kogo warto obserwować

Chciałoby się powiedzieć, że faworytów do wygrania jest kilku… ale to nie prawda. Jeśli po zwycięstwo nie sięgnie Ivan Sosa, będzie można mówić o bardzo dużej niespodziance. Kolumbijczyk jest w tym momencie absolutnym numerem jeden, który powinien zmieść konkurencję.

Za jego plecami może być jednak bardzo ciekawie. Kandydatów do miejsca na podium jest bowiem co najmniej kilku. Przede wszystkim mowa tu o Brandonie Mcnulty’m i Alexandrze Vlasovie, którzy notują bardzo dobre sezony. Oprócz nich w czołówce powinniśmy oglądać będącego ostatnio w świetniej formie Marca Hirschiego, Roberta Stannarda, Stevena Williamsa i Joao Almeidę. My jednak po cichu liczymy też na dobre występy Benjamina Brkicia, Tadeja Pogacara i Samuela Mugishy.

Z polskiego punktu widzenia najważniejsze będzie jednak pierwsze sześć dni, gdyż praktycznie cały skład naszej reprezentacji jest ustawiony pod dwóch sprinterów – Szymona Sajnoka i Alana Banaszka. Ich największymi rywalami powinni być Damien Touze i Max Kanter, którzy mają już na swoim koncie wiele solidnych wyników. Oprócz nich, w grupowych finiszach pokazywać się powinni Kaden Groves, Gerben Thijsen, Mat Gibson, Ziga Jerman i Mark Downey.

Naturalnie, jak co roku, na starcie francuskiej etapówki zabraknie kilku kluczowych zawodników. Tym razem jest to trójka wschodzących gwiazd, o których mówi się chyba najwięcej. W generalce na pewno dużo do powiedzenia miałby kontuzjowany nowy nabytek CCC William Barta, a na płaskich finiszach karty mogliby rozdawać Jasper Phillipsen i Matteo Moschetti.

Co przyniesie wyścig? Dowiemy się za 10 dni. Dziś kolarze staną na starcie pierwszego, płaskiego etapu. Polskę reprezentować będą Szymon Sajnok, Alan Banaszek, Filip Maciejuk, Szymon Tracz, Marceli Bogusławski i Piotr Pękala.