fot. Team Sky

Jak domniemam, rozpoczęli Państwo czytanie tekstu od tezy postawionej w tytule. Wszyscy doskonale wiemy, że Chris Froome jest jednym z najwybitniejszych kolarzy XXI wieku, lecz wbrew pozorom, jego “przygasanie” nie jest wykluczone.

Po tegorocznym Tour de France, sytuacja w zespole Sky zrobiła się… dynamiczna. Część kibiców nazywa to kłopotem bogactwa Dave’a Brailsforda, lecz z logicznego punktu widzenia, utrzymanie w zespole trzech liderów na wielkie toury może okazać się zabójcze dla najbardziej utytułowanego brytyjskiego kolarza.

Wszystkie poniższe rozważania oparte są na jednej z “transferowych plotek”, mówiącej o przedłużeniu kontraktu Gerainta Thomasa w Team Sky. Taka sytuacja powoduje, że w przyszłym roku, w zespole “Niebiańskich” startować będzie trójka pretendentów do walki o najwyższe cele w wyścigach trzytygodniowych. Mowa tu o wspomnianych Thomasie i Froomie oraz… Eganie Bernalu, który z doświadczeniem zebranym w tym roku może okazać się kolejną gwiazdą światowego formatu.

Przejdźmy jednak do sedna. Przy dalszej współpracy Team Sky z tegorocznym triumfatorem Tour de France mamy do czynienia z konfliktem interesów zdecydowanie większym niż ten sprzed kilku czy kilkunastu dni. Znając Thomasa, jego głównym celem najprawdopodobniej będzie obrona triumfu w Wielkiej Pętli, przy czym już 34-letni Chris Froome będzie mógł raczej zapomnieć o kolejnych podejściach do zdobycia dubletu Giro-Tour. Tym samym, podobnie jak w poprzednich latach, możemy się spodziewać jego nastawienia na Wielką Pętlę. Czy jednak będzie jeszcze w stanie “zdetronizować” kolegę z drużyny?

Tutaj pojawia się “możliwość” ponownego wysłania Thomasa na Giro d’Italia. Czy jednak nie będzie to pstryczek w nos Egana Bernala? Kolumbijczyk w pierwszym sezonie spędzonym w Sky pokazał, że jest zawodnikiem ponadprzeciętnym. Udało mu się zebrać sporo doświadczenia, zanotować kilka bardzo dobrych rezultatów, a przecież początek jego kariery jest ściśle związany z Włochami. W końcu na szerokie wody wypuścił go nie kto inny jak Gianni Savio. W tej sytuacji komuś z dwójki Froome/Thomas zostałaby Vuelta… Nie chce nam się wierzyć, że któregokolwiek by to zadowoliło.

Co by nie mówić, największym problemem Chrisa Froome’a może być wiek. Co prawda 30 wiosen z małym nakładem to idealny okres dla kolarza, lecz późniejszy spadek potrafi przyjść bardzo szybko. Ostatni rok był dla “Frommey’a” wręcz legendarny. Udało mu się wygrać wszystkie Wielkie Toury w ciągu roku, zapisując się na kartach historii. Można jednak odnieść wrażenie, że był to jeden z ostatnich wielkich ruchów lidera ekipy Sky. Niestety czasem biologii nie da się oszukać. Naturalnie może zdarzyć się tak, że Froome zamknie wszystkim usta, lecz już ten sezon pokazał, że nie jest to już kolarz aż tak niszczący konkurencję.

Podsumowując, teraz wszystko zależy od kontraktowej decyzji Gerainta Thomasa i późniejszych działań Dave’a Brailsforda. Tak czy inaczej, w przyszłym sezonie może dojść nawet do małych starć w Team Sky. W końcu przeciwko sobie mogą stanąć dwaj zwycięzcy Tour de France, a z tyłu jednego bądź drugiego może dopingować filigranowy Bernal. Będzie ciekawie.