fot. Cafe Roubaix / Jeff Pachoud

To już koniec Tour de France… Ciężko to przeżyć, prawda? Po trzech tygodniach pełnych emocji nadeszła teraz nieprzyjemna pustka. W pracy jesteśmy jacyś bardziej zmęczeni, a w domu nie bardzo będziemy wiedzieli co ze sobą zrobić. Tak czy inaczej, czas na małe podsumowanie w formie ocen.

Plusy:
Powiew świeżości
Choć dublet Giro – Tour w wykonaniu Chrisa Froome’a wydawał się być praktycznie nieosiągalny, wygranie wyścigu przez innego kolarza, kiedy Froomey ukończył rywalizację wydaje się być czymś wręcz nierealnym. Tak czy inaczej, w tym sezonie mieliśmy do czynienia z pewnym powiewem świeżości, który w kolejnych latach może stawać się coraz mocniejszy. Jak zauważył jeden z zagranicznych dziennikarzy, w pierwszej piątce znaleźli się zawodnicy, którzy nigdy wcześniej nie ukończyli Tour de France w top 10 (nie licząc Froome’a). Można więc odnieść wrażenie, że następuje bardzo ważna zmiana, która może przywrócić Wielkiej Pętli dawny blask.

Ataki, więcej ataków
W tegorocznym wyścigu mieliśmy sześć etapów górskich i jeden pagórkowaty z metą na podjeździe. Pięć z nich było areną kapitalnych pojedynków najlepszych górali, którzy nie mieli zamiaru specjalnie kalkulować. Swoich szans próbowali Dumoulin, Roglic czy Bardet, rękawicę podjął też Quintana, Thomas starał się wszystko kontrolować, a Froome walczył o przetrwanie. Jednocześnie w końcu zdarzyło się, że w jednym z decydujących momentów, Thomas został kompletnie sam, kiedy obok jechało dwóch zawodników LottoNL – Jumbo. Z pewnością nie można powiedzieć, że to koniec hegemonii Sky, lecz taki układ na pewno może wnieść sporo dobrego, emocjonującego. Na nudę w tegorocznej Wielkiej Pętli narzekać nie można.

Koszulki w dobrych rękach
Kiedy myślimy o zwycięzcach poszczególnych klasyfikacji, każdy zasłużył sobie na ten triumf. Thomas był zdecydowanie najlepszy, więc wygrał wyścig. Sagan był najmocniejszym ze sprinterów, więc ponownie przyodział zielony koszul. Alaphilippe w górach pokazał się z kapitalnej strony i zasłużenie zgarnął koszulkę w grochy. Latour za to walczył do samego końca, by wjechać do Paryża cały na biało. Do tego warto dodać, że każdy z tych zawodników ma własną, niepowtarzalną osobowość. Thomas to inteligenty “śmieszek”, Sagana nikomu przedstawiać nie trzeba, Alaphilippe zaimponował nam swoim luzem, a Latour to chyba jeden z największych walczaków w peletonie. Lubimy to.

Szalone underdogi
W tym wszystkim warto też wspomnieć o dwóch zawodnikach LottoNL – Jumbo, którzy bardzo pozytywnie zaskoczyli. W szczególności Primoz Roglic był jedną z najjaśniejszych postaci tegorocznego wyścigu, a przecież dla niego to dopiero pierwsze kroki w światowej czołówce. Ze względu na mniejszą eksploatację wytrzymałościową, Słoweniec może ścigać się na najwyższym poziomie kilka lat dłużej, a w tegorocznym Tour de France dostał bardzo dobrą lekcję. Nie można jednak zapomnieć o Stevene Kruijswijku, którego zapamiętamy nie tylko ze względu na zajęcie piątego miejsca w generalce, ale przede wszystkim ze względu na bardzo długi atak na etapie do L’Alpe d’Huez. Co by nie mówić, zawodnicy holenderskiego zespołu mają za sobą bardzo dobry wyścig, bo przecież 2 etapy wygrał też Dylan Groenewegen.

Minusy:
Niespodziewany zawód
Teraz przyszedł czas na te nieco mniej przyjemne sprawy. Nie da się ukryć, że tegoroczny Tour de France nie był najbardziej udany dla polskich kolarzy BORA – hansgrohe. Rafał Majka w Alpach stracił szanse na wysokie miejsce w generalce, Paweł Poljański miał lepsze i gorsze dni, a Maciej Bodnar nie pojechał takiej czasówki, jak na pewno chciał. Teraz pojawia się jedna pytanie, jak duże szkody w organizmie Rafała wywołały upadki na brukach? W końcu w Pirenejach Zgred zrobił wszystko, by zakończyć wyścig z podniesioną głową. Teraz sprawa jest otwarta. Przed Rafałem najprawdopodobniej Vuelta i negocjacje transferowe. Przyszłość może być wielka.

Rzucanie ręcznika
Podobnie jak przez cały wyścig, ciężko jest znaleźć jakieś wielkie minusy tegorocznej rywalizacji. Wydaje się jednak, że w drugiej części wyścigu zabrakło nieco takich kolarzy jak Kittel, Greipel czy Gaviria. Co prawda sprinterzy z wiadomych względów odpuszczali ściganie, lecz z nimi w Paryżu czy w Pau byłoby na pewno ciekawiej. Teraz pojawia się pytanie, czy organizatorzy Tour de France zrobią coś z limitami czasu, by najszybsi kolarze w peletonie wytrzymywali do Paryża, bo tempo w górach rośnie.