fot. Tour de France

Francuzi bardzo mocno przejęli się wydarzeniami na trasie tegorocznej edycji Tour de France. Jeszcze w trakcie tegorocznej edycji podjęli zdecydowane kroki, mające zwiększyć bezpieczeństwo zawodników. Przed kilkoma dniami oficjalnie zakazano używania przy trasie pirotechniki, zaś we wtorek poinformowano, iż za atak na kolarza grozić może nawet kara trzyletniego pozbawienia wolności.

„Wielka Pętla” to w tym roku nie tylko sportowe emocje, ale i spore kontrowersje związane z zachowaniem kibiców. Przypomnijmy: na ubiegły czwartek, na podjeździe do Alpe d’Huez jeden z kibiców próbował uderzyć Christophera Froome’a, a na finałowych kilometrach wspinaczki inny spowodował upadek Vincenzo Nibalego, w wyniku którego ten zmuszony był wycofać się z rywalizacji. Dzień później w środek jadącego peletonu wrzucona została raca i tylko sporej dozie szczęścia zawdzięczamy fakt, że nie doszło do potężnej kraksy.

Widząc, że policja i żandarmeria nie są w stanie zapanować nad coraz bardziej zuchwałymi kibicami, organizator Touru dba o zaostrzenie obowiązujących przepisów. Kilka dni temu poinformował, że w porozumieniu z prefekturami departamentów, przez które przejeżdżać jeszcze będzie karawana wyścigu doprowadził do zakazu używania pirotechniki w pobliżu i na trasie zmagań. W ten wtorek z kolei przekazano, że za ataki na zawodników grozić może bardzo surowa kara – nawet trzy lata więzienia.

Do zakończenia rywalizacji w Tour de France pozostało pięć etapów. Środowy, liczący zaledwie 65 kilometrów może mieć kluczowe znaczenie dla losów klasyfikacji generalnej.