Fot. Tinkoff

15 etapów, a wśród nich płaski jak stół departament Vendee, hopki Bretanii, bruk Roubaix, serpentyny na Alp d’Huez oraz wymagające wspinaczki Masywu Centralnego. Przed rozpoczęciem wyścigu mówiło się, że trzeci tydzień będzie relatywnie łatwy, ale może okazać się to sporym nadużyciem. Po dwóch tygodniach rywalizacji peleton Wielkiej Pętli dociera w Pireneje i to właśnie tu, począwszy od dzisiejszego etapu, rozegrają się losy tegorocznego Tour de France.

Wielu z zawodników powtarza, że Grand Boucle w tym roku jest wyjątkowo ciężkie. Wstępne, płaskie etapy miały być ukłonem w stronę sprinterów, ale było to już na tyle dawno temu, że większość z bohaterów pierwszego tygodnia jest już poza wyścigiem. Drugi tydzień dość szybko obnażył kto z faworytów do walki o klasyfikację generalną nie jest przygotowany do wyścigu tak jak powinien, a Alpy doskonale sprzyjały ekipie Sky, która dzieliła i rządziła, podobnie zresztą jak w poprzednich latach.

Ci, którzy liczą na na pokonanie duetu Froome-Thomas (czyli praktycznie wszyscy będący w generalce za Brytyjczykami) musieli zapewne czekać z utęsknieniem na Pireneje. Dziś jeszcze te przepiękne wzniesienia na pograniczu Francji i Hiszpanii nie pokażą nam tego, co mają najlepsze, ale Col de Portet-d’Aspet, Col de Mente i Col du Portillon doskonale posłużą za przystawkę przed jutrzejszym daniem głównym.

Zanim jednak dzisiejszy etap dotrze do decydującej fazy przyjdzie nam i kolarzom czekać. Szczyt Col de Portet-d’Aspet (5,4km 7,1%) umiejscowiony jest na 155 kilometrze i będę szczerze zdumiony, jeśli na poprzedzających go dwóch górskich premiach i lotnym finiszu ujrzymy coś wartego uwagi. Nieco długa “gra wstępna” kończąca się właśnie na premii 2. kategorii wprowadzi nas w teren gdzie rozegra się dzisiejszy “romans” z górami, a temperatura panująca w Pirenejach zapewne jeszcze bardziej podgrzeje atmosferę, bo pewnie prawdziwa zabawa zacznie się dziś na Col de Mente (6,9 km, 8,1%). Podjazd pod premię 1. kategorii od samego początku “trzyma”, by najcięższe co może zaoferować zostawić na sam koniec – ostatnie kilkaset metrów to gradient w okolicach 10%.

Po zjeździe z czwartej górskiej premii tego dnia będzie moment na złapanie oddechu. 20 kilometrów pomiędzy zjazdem z Col de Mente, a podnóżem Col du Portillon wiedzie już delikatnie w górę, ale właściwa wspinaczka ma 8,3km i średnie nachylenie nieco ponad 7%. Ze szczytu zostanie 10 kilometrów szalonego zjazdu do (być może) mokrego Bagneres-de-Luchon, bo prognozy pogody wskazują na ulewne deszcze. Coraz bardziej szkoda Vincenzo Nibalego…

Co o dzisiejszym etapie mówiliśmy przed rozpoczęciem Wielkiej Pętli?

Etap 16 – 24 lipca: Carcassonne › Bagnères-de-Luchon – 218 km

Szesnastego dnia kolarze zawitają w Pireneje. Ponad 100 kilometrów dojazdu do pierwszej wspinaczki dnia – Col de Portet-d’Aspet, szybki zjazd i poprawka na Col de Mente, a następnie krótka wizyta w Hiszpanii, którą kolarze opuszczą na szczycie Col du Portillon i skierują się w stronę mety.

Podczas pierwszego aktu pirenejskiego romansu jeszcze raz obserwować będziemy trzy równoległe wyścigi: o etapowe zwycięstwo, triumf w klasyfikacji generalnej wyścigu oraz o koronę króla gór.
Tym samym o odjeździe dnia jeszcze raz spodziewamy się zobaczyć stałych bywalców: Juliana Alaphilippe (Quick-Step Floors), Warrena Barguila (Fortuneo), Rafała Majkę (Bora-hansgrohe), Omara Fraile (Astana) i Mikela Nieve (Mitchelton-Scott), do których dołączyć mogą Bauke Mollema (Trek Segafredo), Damiano Caruso (BMC Racing), Daniel Navarro (Cofidis) czy Ion Izagirre (Bahrain Merida).
Spośród pretendentów do tytułu, ponownie spodziewamy się obserwować walkę Toma Dumoulina (Team Sunweb) o utrzymanie koła kenijsko-walijskiego duetu Team Sky, podczas gdy zaistniały impas jeszcze raz wykorzystać może agresywny Primoz Roglic (LottoNL-Jumbo). Zastanawia również, czy podczas pierwszego z rozgrywanych w Pirenejach etapów formą błyśnie lider dnia Movistaru – jeśli tak, powinno to dodać przewidywalnej rywalizacji nieco pieprzu.