Milano-Sanremo

Włoch stwierdził, że bardzo rozwinięte metody treningowe zamknęły możliwość robienia “show”.

Wielu kibiców i obserwatorów zauważa, że Tour de France stracił urok przez brak ciągłych ataków ze strony liderów klasyfikacji generalnej – przyzwyczajeni do skoków i ucieczek z początku tysiąclecia fani narzekają na taktykę Team Sky i “zajeżdżanie” rywali bardzo mocnym pociągiem. Vincenzo Nibali (Bahrain-Merida) przyznał, że w telewizji to może wydawać się nudne, ale tak wygląda nowoczesne kolarstwo.

Może z domu to wydaje się nudne, ale jak prędkość jest tak wysoka jak teraz, to nie ma możliwości zrobienia selekcji [atakami]. To “nowe” kolarstwo stworzone dzięki precyzyjnym metodom treningowym. Wszyscy jesteśmy na tym samym poziomie, a po prostu niektórzy mają gorszy dzień i tracą. Na takich etapach ciężko o atak. Przez trzy tygodnie nogi zaczynają się męczyć i pod koniec widać trochę prób. Wszyscy jesteśmy świetnie wytrenowani, ale niestety show przez to cierpi.

Rekin z Mesyny zdobył się na porównanie Tour de France do Formuły 1. Włoch stwierdził, że jedynym momentem, w którym pojawiają się różnice nie jest czyjaś przewaga, a błędy innych.

Dzisiaj [na 10. etapie] było widać kto zrobił błąd w treningach, kto źle się zregenerował, nie spał czy miał jakiś problem. To jak w F1, gdzie wszystkie samochody są na jednym poziomie i walczy się na centymetry. Defekt czy kraksa decyduje o wyścigu. Od kilku lat tak wygląda kolarstwo. Fani mogą mówić, że jest nudno, ale jak spojrzysz na prędkości, to są wysokie. Bardzo

– kontynuował Enzo.

Przy okazji dziennikarze zapytali mistrza Milano-Sanremo o zmiany w przepisach, które miały poprawić atrakcyjność dyscypliny (np. zmniejszenie rozmiaru ekip). Nibali przyznał, że nie wniosło to zbyt wiele.

To miało otworzyć wyścig na większą liczbę ataków, ale wszystko jest proporcjonalne, bo to nie jest zmniejszenie jednej ekipy, a wszystkich. Krótkie etapy czynią rywalizację bardziej interesującą, bo wyścig staje się bardziej spontaniczny – zamiast czekać do ostatnich 50km na 200-kilometrowym odcinku można rwać od połowy 100-kilometrowego etapu. Dzisiaj mamy tylko 40km mniej niż wczoraj i coś może się zdarzyć, ale równie dobrze może wjechać grupa

– filozoficznie zakończył Nibali.