fot. ASO

Ostatni etap pierwszego tygodnia Tour de France już za nami. Zgodnie z zapowiedziami, brukowany odcinek kończący się w Roubaix wprowadził sporo zamieszania. Czas na oceny.

Plusy:
Dyrektor Woland
Dzisiejszy etap Wielkiej Pętli miał być małą wersją Paryż – Roubaix i niewątpliwie tak też było. Nie da się więc ukryć, że Christian Prudhomme stał się diabłem dostojnym i zrównoważonym niczym Woland, a jego piekło okazało się być przyjemniejsze niż wielu sobie wyobrażało. Tak czy inaczej, jak najbardziej popieramy pomysł wykorzystywania bruków podczas Tour de France. Dzięki temu wyścig wygrywa zawodnik zdecydowanie najwszechstronniejszy.

Powrót z zaświatów
Chciałoby się powiedzieć: w końcu! Bardzo długo trwał prawdziwy kryzys Johna Degenkolba. Na szczęście dziś Niemiec zdołał się przełamać, co może być kamieniem milowym w ponownej drodze na szczyt. Czekamy!

Wykorzystana szansa
Co by nie mówić, największym zwycięzcą dzisiejszego etapu, nie licząc Johna Degenkolba, jest Greg van Avermaet. Doskonały Belg pokazał, że jest zawodnikiem więcej niż doskonałym, stając się zdecydowanie najlepszym kolarzem pierwszego tygodnia Tour de France. Co prawda przewaga w generalce nie pozwoli mu powalczyć o utrzymanie koszulki we wtorek, lecz z pewnością nie będzie to dla niego wielki problem. Poza tym, trzeba pomału się przyzwyczajać do kibicowania znakomitemu specjaliście od wyścigów jednodniowych…

Minusy:
Pechowiec sezonu
Co by nie mówić, Romain Bardet był zdecydowanie największym pechowcem podczas dzisiejszego etapu. Ilość defektów, jakie mu się przytrafiły, była równa energii i zaangażowania, jaką Francuz musiał włożyć w pogoń za faworytami. Na szczęście skończyło się jedynie na kilku dodatkowych sekundach w klasyfikacji generalnej.