fot. ASO

O Tour de France napisane zostało już wszystko. To nie tylko największy i najbardziej prestiżowy z wyścigów etapowych. To wydarzenie sportowe o globalnym zasięgu, które podobnie jak Wimbledon czy największe turnieje piłki nożnej przyciąga przed telewizory miliony sezonowych kibiców. Co jednak zrobić, kiedy z roku na rok impreza traci na widowiskowości z uwagi na swoją przewidywalność, a rosnąca w siłę różowa konkurencja wytacza działa największego kalibru? Tym razem receptę stanowić ma wymagająca daleko idącej wszechstronności trasa i podparcie się dwiema największymi ikonami kolarstwa we Francji.

Wobec Wielkiej Pętli można mieć wiele zastrzeżeń – w porównaniu do Giro d’Italia czy Vuelty wypada jako najbardziej przewidywalny z wielkich tourów, a wydarzenia na jej trasie są precyzyjnie reżyserowane przez dyrektorów sportowych. Brakuje elementu chaosu, spontaniczności czy entuzjazmu, z jakimi kolarze ścigają się na włoskich i hiszpańskich szosach. A jednak kiedy się rozpoczyna, przeszywa nas dobrze znany dreszcz związany ze świadomością, że na naszych oczach pisana jest historia.

Jeszcze przed piętnastoma laty, Tour de France zawierało szokującą z perspektywy dzisiejszego widza liczbę kilometrów pokonywanych przeciwko tykającemu zegarowi, natomiast Giro d’Italia było rozrywką dedykowaną niemal wyłącznie włoskim góralom. Od czasu objęcia ról dyrektorów tych wyścigów przez odpowiednio Christiana Prudhomme’a i Michele Acquarone, kreatorzy kolarstwa szosowego w jego najbardziej współczesnej formie wprowadzili zasadnicze zmiany sprawiając, że od kilku lat imprezy te ewoluowały w przeciwnych kierunkach. Ograniczenie ilości i długości etapów jazdy indywidualnej na czas uczyniło Wielką Pętlę przyjaźniejszą góralom, podczas gdy Giro d’Italia stało się tym z wielkich tourów, w którym umiejętności w tej dyscyplinie są nieodłącznym elementem końcowego sukcesu, czego najlepszym dowodem są zwycięstwo i drugie miejsce wywalczone przez Toma Dumoulina w ostatnich dwóch edycjach wyścigu.

O ile jednak minimalistyczna pod każdym względem zeszłoroczna Wielka Pętla szokowała nie tylko skromną liczbą kilometrów pokonywanych przeciwko tykającemu zegarowi, ale niewielką ilością górskich odcinków i finiszów na podjazdach, rozpoczynająca się już w sobotę 105. edycja imprezy nie kontynuuje nakreślonego przed momentem trendu, bardziej liberalnie podchodząc do wszystkich wymienionych wyżej aspektów rywalizacji. W rzeczywistości przekłada się to na łącznie 66.5 kilometra jazdy na czas (drużynowo i indywidualnie), siedem płaskich etapów dedykowanych sprinterom, pięć pagórkowatych i sześć typowo górskich odcinków. No i jeszcze ten jeden, na myśl o którym drżą wszyscy muszkieterowie Eusebio Unzue.

Pojawi się ze zmiennym szczęściem próbujący zastąpić La Planche des Belles Filles Mur de Bretagne, jest natomiast całkiem niewykluczone, że pierwszy znaczący pojedynek pretendenci do tytułu stoczą… na słynnych brukach Roubaix. W jednej z głównych ról wystąpi także ze wszech miar ikoniczny L’Alpe d’Huez, w dodatku w najbardziej klasycznej sekwencji z niewinnym tylko z nazwy Col de la Madeleine i Col de la Croix de Fer. Z niecierpliwością będziemy jednak wyczekiwać tego ekstremalnie krótkiego odcinka w Pirenejach z metą na odkrywanym przez wyścig Col du Portet (Souvenir Henri Desgrange), który powinien być najbliższy nawiązania do szaleństwa, które w zeszłym roku rozegrało się pośród zalesionych szczytów Jury. Oraz na jazdę indywidualną na czas w Kraju Basków, która choć nie wzbudza podobnych emocji, bez dwóch zdań zadecyduje o ostatecznym kształcie klasyfikacji generalnej rozpoczynającej się w sobotę edycji Tour de France.

Wielka Pętla z jednej strony kontynuować będzie zapoczątkowane w ubiegłych latach tendencje, jak chociażby sukcesywne skracanie górskich etapów, ograniczanie finiszów na podjazdach i coraz odważniejsze wykorzystywanie mniej znanych wzniesień. Z drugiej natomiast strony cofnie się o krok w stosunku do zaproponowanego w ubiegłym sezonie minimalizmu, proponując trasę o bardziej konwencjonalnie rozłożonych akcentach i podeprze się dwiema największymi ikonami kolarstwa we Francji, czym zapewni sobie zainteresowanie sympatyków dyscypliny. O uwagę związanych ze sportem mediów walczyć nie musi – to zagwarantowane zostało przez Team Sky wespół z Międzynarodową Unią Kolarską.

Jak zatem z bliska wygląda trasa 105. edycji Tour de France?

Trasa Tour de France 2018

Video prezentacja trasy Tour de France 2018:

Poszczególne etapy Tour de France 2018:

Etap 1, 7 lipca: Noirmoutier-en-l’Île  ›  Fontenay-le-Comte (201 km)

Otwarcie wyścigu nastąpi w departamencie Vendee, a kolarze przejadą m. in. przez słynny Passage du Gois. Dalej będzie wietrznie – kolejne 100 kilometrów minie na jeździe wzdłuż Atlantyku, a walka o pierwszą żółtą koszulkę rozegra się najprawdopodobniej w sprincie w Fontenay-Le-Comte.

Etap 2, 8 lipca: Mouilleron-Saint-Germain  ›  La Roche-sur-Yon (182,5 km)

Drugiego dnia rywalizacji kolarze wciąż będą walczyć na szosach Wandei i ponownie walkę o zwycięstwo etapowe w La Roche-Sur-Yon powinni stoczyć sprinterzy. Dla głównego miasta departamentu to powrót Wielkiej Pętli po wielu latach – ostatni raz La Roche Sur-Yon gościło Tour de France w 1938 roku!

Etap 3 (TTT), 9 lipca: Cholet  ›  Cholet (35,5 km)

To najprawdopodobniej podczas tego etapu powstaną pierwsze różnice w klasyfikacji generalnej. Na trasie drużynowej czasówki w Cholet organizatorzy umieścili m. in. 800 metrowy podjazd, który znalazł się w końcowej fazie etapu.

Etap 4, 10 lipca: La Baule  ›  Sarzeau (195 km)

Dzień po drużynowej czasówce kolarze do rywalizacji wyruszą z doskonale znanego polskim kibicom piłki nożnej La Baule. Po starcie z bazy polskiej kadry podczas Euro2016 peleton skieruje się w głąb Francji, a w połowie etapu zawrócą w kierunku Atlantyku by zafiniszować w Sarzeau. Jedno jest pewne – będzie bardzo szybko, gdyż finałowa prosta liczy aż 4 kilometry!

Etap 5, 11 lipca: Lorient  ›  Quimper (204,5 km)

Piątego dnia peleton pierwszy raz będzie miał do pokonania etap o długości ponad 200 km, a profil zapowiada walkę kolarzy rywalizujących w Tryptyku Ardeńskim. Będzie ciekawie, zwłaszcza, że meta na krótkim podjeździe!

Etap 6, 12 lipca: Brest  ›  Mûr de Bretagne Guerlédan (181) km

Powrót krótkiej wspinaczki w Bretanii, gdzie w 2015 roku triumfował Alexis Vuillermoz. Tym razem będzie jeszcze trudniej, bo Mûr-de-Bretagne będzie pokonywane dwukrotnie, ale póki co to jedyne szczegóły trasy szóstego odcinka.

Etap 7, 13 lipca: Fougères  ›  Chartres (231 km)

Maratoński etap, najdłuższy w przyszłorocznej edycji. Jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego w postaci ataku najdzielniejszych Francuzów to ponownie do walki wkroczą sprinterzy.

Etap 8, 14 lipca: Dreux  ›  Amiens Métropole (181 km)

W zeszłym roku w dniu narodowego święta Francuzi świętowali nie tylko zdobycie Bastylli, ale także triumf Warrena Barguilla w Foix. Tym razem kibice zgromadzeni na mecie w Amiens powinni liczyć na Arnaud Demare’a.

Etap 9, 15 lipca: Arras Citadelle  ›  Roubaix (156,5 km)

To zapowiada się na jeden z najbardziej spektakularnych etapów Wielkiej Pętli w całej historii. Organizatorzy zaplanowali aż 15 brukowych sektorów o łącznej długości 21,7 km. Wyjątkowo ciężka próba dla kolarzy walczących w klasyfikację generalną, a bohaterowie Paris-Roubaix znów będą mogli o sobie przypomnieć.

16 lipca – dzień odpoczynku w Annecy

Etap 10, 17 lipca: Annecy  ›  Le Grand-Bornand (158,5 km)

Pierwszy poważny test w górach. Mimo, że meta nie jest usytuowana na szczycie to kolarze będą mieli co jechać. Na trasie znalazły się wspinaczki pod Col de la Croix Fry, Montee du plateau des Glieres, Col de Romme oraz Col de la Colombiere. Wyjątkowo ciekawie zapowiada się wspinaczka pod Montee du plateau des Glieres, które oprócz średniego nachylenia 11% zaoferuje kolarzom 2 kilometry wspinaczki po szutrze.

Etap 11, 18 lipca: Albertville  ›  La Rosière Espace San Bernardo (108,5 km)

Choć dystans krótki to wcale nie będzie łatwo. Kolejny dzień w Alpach obfituje w wymagające wspinaczki – Montee de Bisanne, Col du Pre, Cormet de Roseland i finałowe, ponad 17 km podjazdu pod La Rosiere, a krótki dystans całego etapu zapowiada mocne tempo!

Etap 12, 19 lipca: Bourg-Saint-Maurice Les Arcs  ›  Alpe d’Huez (175,5 km)

Jeśli któryś z kolarzy będzie miał dość jazdy pod górę na poprzednich dwóch etapach to tym razem patrząc rano na profil będzie mógł się załamać… Col de la Madeleine, Col de la Croix de Fer oraz meta na L’Alpe d’Huez – łącznie przeszło 5 tysięcy metrów przewyższenia!

Etap 13, 20 lipca: Bourg d’Oisans  ›  Valence (169,5 km)

Jeśli po walce w Alpach w stawce będą wciąż sprinterzy to w Valence oni powinni walczyć o triumf. Wydaje się też całkiem możliwe, że grupy walczące o generalkę będą chciały zrobić sobie luźniejszy dzień, a to stworzy okazję dla dzielnych Francuzów…

Etap 14, 21 lipca: Saint-Paul-Trois-Châteaux  ›  Mende (188 km)

Trudno określić co może wydarzyć się na trasie tego etapu. Wiele będzie zależeć od tego jak będzie wyglądać klasyfikacja generalna, bo choć trasa nie wygląda na taką z kategorii bardzo trudnych, to niektórzy mogą jednak spróbować odrobić cenne sekundy na sztywnym podjeździe pod Cote de la Croix Neuve. Walka faworytów jest równie prawdopodobna jak dojazd ucieczki, ale jedno także nie wyklucza drugiego.

Etap 15, 22 lipca: Millau  ›  Carcassonne (181,5 km)

Drugi tydzień rywalizacji wydaje się być ukłonem w kierunku klasykowców i lepiej wspinających się sprinterów. Górska premia pierwszej kategorii usytuowana na Pic de Nore będzie wymagającym testem, bo liczy aż 12 kilometrów wspinaczki, ale wydaje się, że jest na tyle daleko od mety, by nawet Ci którzy będą mieć problemy podczas podjazdu powinni dać radę odrobić stratę i włączyć się do walki o etapowy triumf.

23 lipca – dzień odpoczynku w Carcassonne

Etap 16, 24 lipca: Carcassonne  ›  Bagnères-de-Luchon (218 km)

Szesnastego dnia kolarze zawitają w Pireneje. Ponad 100 kilometrów dojazdu do pierwszej wspinaczki dnia – Col de Portet-d’Aspet, szybki zjazd i poprawka na Col de Mente, a następnie krótka wizyta w Hiszpanii, którą kolarze opuszczą na szczycie Col du Portillon i skierują się w stronę mety.

Etap 17, 25 lipca: Bagnères-de-Luchon  ›  Saint-Lary-Soulan (65 km)

Czy etap ze startu wspólnego na dystansie 65 kilometrów może być najtrudniejszym w całym wyścigu? Organizatorzy Wielkiej Pętli upchali na tym krótkim odcinku trzy wymagające podjazdy, a meta na Col de Portet zapowiada się jako wyjątkowo smaczne danie główne tego wyścigu.

Etap 18, 26 lipca: Trie-sur-Baïse  ›  Pau (171 km)

Jedno jest pewne – jeśli meta w Pau, to ucieczka, a jeśli ucieczka to dzielni Francuzi. No chyba, że jednak sprinterzy… Osiemnasty dzień walki w Wielkiej Pętli będzie jednym z najłatwiejszych odcinków z jakim przyjdzie się zmierzyć peletonowi.

Etap 19, 27 lipca: Lourdes  ›  Laruns (200,5 km)

4700 metrów przewyższenia i Pireneje w swojej najlepszej odsłonie – Col d’Aspin, Tourmalet, Col du Soulor i Col d’Aubisque. Biorąc pod uwagę, że to ostatni etap w górach jakiekolwiek słowo komentarza jest zbędne.

Etap 20 (ITT), 28 lipca: Saint-Pée-sur-Nivelle  ›  Espelette jazda indywidualna na czas (31 km)

Podobnie jak przed rokiem ostatnie rozstrzygnięcia zapadną na czasówce. Tym razem jednak trasa będzie trudniejsza niż ta w Marsylii. Nie będzie ani chwili wytchnienia, ciągle góra – dół, a to zwiastuje, że walka o żółtą koszulkę będzie się toczyć do ostatnich metrów.

Etap 21, 29 lipca: Houilles  ›  Paris / Champs-Élysées (116 km)

Szampan i Pola Elizejskie – 29 lipca 105 edycja Wielkiej Pętli przejdzie do historii!

105. edycja wyścigu Tour de France rozpocznie się w sobotę, 7 lipca.

Każdego dnia publikować będziemy bardziej szczegółową zapowiedź najbliższego etapu.

Oficjalna lista startowa

Szczegółowy plan transmisji telewizyjnych