Fot. Movistar Team

Hiszpan wraca na francuski wielki tour po ciężkiej kontuzji odniesionej pierwszego dnia ścigania w zeszłorocznej edycji.

Team Movistar w sezonie 2018 zdecydował się na nietypową taktykę i postawił na trzech liderów – obok Alejandro Valverde są to Nairo Quintana i Mikel Landa. Hiszpan wraca do Francji po bardzo nieudanym starcie z zeszłego roku – wtedy Bala upadł już na pierwszej czasówce i złamał nogę. Wielki mistrz twierdzi jednak, że kontuzja nie będzie zaprzątała mu głowy na starcie 105. edycji Tour de France.

Jadę na Tour w dobrej formie, tak jak chciałem. Zeszłoroczna kraksa nie powinna pojawiać się w mojej głowie w pierwszej części wyścigu. To nie będzie “wyjątkowy powrót” przez kontuzję – sama obecność na tym wyścigu jest niesamowita

– mówił Valverde.

Chociaż w tym roku Hiszpan nie zdołał odnieść żadnego sukcesu w Ardenach, to ma już na koncie 11 wygranych, m.in. w czterech imprezach wieloetapowych. We Francji, pomimo 38 lat na karku, Alejandro został desygnowany do roli lidera Team Movistar, ale jak sam przyznaje – nie będzie problemu, by pracować na jednego z kolegów.

Skupiam się na naszym celu. Chcę dobrze pojechać, pewnie będę pracował dla Nairo i Mikela, a jeśli sytuacja tak się rozwinie, to przejmę na siebie większą odpowiedzialność, żeby wypełnić cele zespołu. Moja obecna forma powinna być wystarczająca, by utrzymywać się z najlepszymi. Sezon na razie idzie fantastycznie. Nie tylko patrząc na wyniki, ale też mając w pamięci skąd wracałem, z jak ciężkiej kontuzji.

Trasa 105. Tour de France jest wyjątkowo ciężka i urozmaicona – poza wysokimi górami na liderów klasyfikacji generalnej czekają m.in. jazda drużynowa na czas czy etap po brukach północnej Francji. Ostatni taki odcinek wprowadził ogromny chaos, a najlepiej wyszedł z niego Vincenzo Nibali – późniejszy zwycięzca z 2014 roku.

Tegoroczna trasa mi się podoba. Myślę, że jest idealna dla zespołu, który zabieramy. Nie ma zbyt wielu kilometrów czasówek, a jedyna indywidualna jazda na czas jest dość pagórkowata. Do etapu po brukach Tour będzie bardzo nerwowy. Trzeba być zawsze z przodu, mieć szczęście, nie zaliczyć kraksy – potem wjedziemy w góry, a tam jest wszystko, o co można prosić. Bywają różne momenty – szczęścia, smutku… ale moim najgorszym była zeszłoroczna kraksa, zaledwie 6km po starcie Tour de France, kiedy moja forma była wspaniała. To już jednak za mną – wszyscy widzieli, że jestem mocny i cieszę się, że tu wracam

– zakończył Valverde.