Giro d'Italia

Drugi tydzień ścigania podczas Giro d’Italia już za nami. Co nas pozytywnie zaskoczyło, a co zawiodło? Zapraszamy na oceny podsumowujące ostatnie 6 dni rywalizacji.

Plusy:
Nietrafione przewidywania
Poza dwoma etapami w Alpach, drugi tydzień rywalizacji miał być stosunkowo spokojny. Jak się okazało, wszelkie przewidywania były zupełnie nietrafione. Praktycznie każdy odcinek wniósł bowiem sporo zamieszania, które przez kibiców jest uwielbiane. Włoskie ściganie ma jednak to coś!

Wyścig życia
O Simonie Yatesie powiedziało się już chyba wszystko. Należy jednak przyznać, że tegoroczne Giro jest dla niego prawdziwym wyścigiem życia. Mamy tylko nadzieję, że także trzeci tydzień będzie w jego wykonaniu znakomity. Nie chcemy bowiem powtórki z sezonu 2016.

Ambitny jak zawsze
Choć Tom Dumoulin nie jest obecnie największą postacią włoskiego wyścigu, jego postawa z pewnością zasługuje na brawa. Holender jest aktywny, ambitny i nie kalkuluje, codziennie dając z siebie 110%. Takich kolarzy jak on brakuje nam w światowym peletonie. Na ten moment TomDum wciąż ma szanse na przejęcie maglia rosa. Jak się to skończy? Tego nie wie nikt.

Minusy:
Kunktatorstwo
Jeśli już wspominamy o ambicji Dumoulina, należy także zwrócić uwagę na przesadne kunktatorstwo pozostałych Liderów. Lopez, Pinot czy Pozzovivo jadą w tym wyścigu niezwykle… ekonomicznie. Być może w trzecim tygodniu przyniesie to jakieś skutki, lecz na ten moment, liderzy poszczególnych grup wyglądają nieco jak dzieci we mgle.

Porażka niebiańskich
Giro ponownie weryfikuje “wielkość” Team Sky. Reprezentanci brytyjskiego zespołu, przy ewidentnej słabości Chrisa Froome’a, wyglądają co najmniej przeciętnie. Można wręcz odnieść wrażenie, że jest to jeden z najgorszych wielkich tourów w historii “niebiańskich”. Czy trzeci tydzień będzie podobny? Jest to wielce niewykluczone.