Giro d'Italia 2018 / RCS Sport

Jak zazwyczaj ma to miejsce w przypadku wyścigów z akcją podzieloną na dwadzieścia jeden krótszych odcinków, dużo już za nami tych pierwszych razów i powitań, a pozostało jeszcze kilka. Witaliśmy już Izrael i Sycylię, następnie byliśmy świadkami pierwszego finiszu na podjeździe i pierwszego znaczącego triumfu Sama Bennetta (Bora-hansgrohe), który tym samym ocalił jakikolwiek suspens w części narracji dotyczącej etapów dedykowanych sprinterom. Dzisiejszym odcinkiem z metą na często odwiedzanym przez Giro d’Italia Montevergine di Mercogliano powitamy natomiast Apeniny, które nawet jeśli nie są sercem Italii, na pewno są jej silnym kręgosłupem. I choć wiele wskazuje na triumf uciekinierów, górska kampania rozpoczyna się na dobre.

Odwiedzana dziś Kampania jednoznacznie kojarzy się z tętniącym życiem i niepowtarzalną wonią Neapolem oraz górującym nad nim uśpionym Wezuwiuszem, jednak włoski wielki tour celowo omija te lokalizacje, po raz pierwszy nieco odważniej zapuszczając się wgłąb półwyspu i zielonych Apeninów.

Podjazd do sanktuarium w Montevergine di Mercogliano uważany jest przez niektórych za jeden z najnudniejszych w całej, już stuletniej historii Giro d’Italia, a jednak odwiedzany był przez wyścig relatywnie często.

Wynika to z faktu, że choć o atrakcyjne zarówno z perspektywy sportowego spektaklu, jak i walorów krajobrazowych wzniesienia w tej części Italii nie jest trudno, w cichej Kampanii brakuje infrastruktury dostosowanej do przeprowadzenia całej akcji logistycznej związanej z rozgrywaniem imprezy sportowej tak dużego kalibru. Kiedy do nieskomplikowanego równania ze zmiennymi w postaci długości podjazdu i pokonywanego przewyższenia włączy się inne, jak chociażby konieczność pomieszczenia morza tifosi i zagwarantowanie miejsca postoju dla autokarów szybko okazuje się, że na liście pozostają niemal wyłącznie sanktuaria i stacje narciarskie. A nawet tych nie ma w tym regionie zbyt wiele.

Trasa sobotniego odcinka z Praia a Mare, gdzie miała swój finał piątkowa rywalizacja, realizuje jeden z najbardziej typowych dla włoskiego wielkiego touru schematów, przez niemal cały dzień wiodąc wzdłuż wybrzeża, by w ostatniej chwili odbić wgłąb lądu i zakończyć się na jedynym kategoryzowanym podjeździe. Nie może zatem dziwić, że chociaż pod względem krajobrazowym zachwycać będzie od samego startu, gra o prawdopodobnie jedyną dzisiaj stawkę, czyli etapowe zwycięstwo, rozpocznie się i zakończy na licznych serpentynach Montevergine.

Ten długi i bardzo regularny podjazd pojawia się na trasie Giro d’Italia już po raz szósty. Jego niewysoki stopień trudności sprawia, że spodziewamy się dziś triumfu zawodnika z odjazdu dnia, choć nie można zapominać, że w przeszłości wygrywali na nim między innymi Armand Desmet, Danilo di Luca i Damiano Cunego, kładąc tym samym podwaliny pod swoje ostateczne zwycięstwo w klasyfikacji generalnej wyścigu.

Różowa koszulka nie powinna być dziś zagrożona, szczególnie uwzględniwszy formę liderów ekipy Mitchelton-Scott, jednak można się spodziewać, że finałowy podjazd pokonywany będzie w bardzo wysokim tempie, co na dystansie 17 kilometrów może uwypuklić niedostatki formy niektórych pretendentów do tytułu. Pomimo mało imponującego średniego nachylenia i niewielu bardziej stromych odcinków, Montevergine charakteryzuje się mnóstwem serpentyn pozwalających atakującemu zawodnikowi szybko zniknąć z pola widzenia rywali. Spodziewamy się, że kolejny raz do ofensywy przejdzie więc Astana, próbując odwrócić jak dotąd niesprzyjającą kartę…

Oto, co na temat 8. etapu 101. edycji wyścigu Giro d’Italia mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem imprezy:

Etap 8, 12 maja: Praia a Mare  ›  Montevergine di Mercogliano (209 km)

Po krótkiej wizycie w Kalabrii czas na Kampanię, jednak zaplanowana przez organizatorów Giro d’Italia objazdówka nie obejmuje tym razem Neapolu czy stanowiących pamiątkę gniewu Wezuwiusza ruin. Trasa tego relatywnie długiego etapu wiedzie wzdłuż wybrzeża aż do Salerno, gdzie delikatnie odbija na północny-zachód i zaczyna się wznosić, by osiągnąć swój kres w sanktuarium na szczycie Montevergine di Mercogliano (17.1 km, śr. ok. 6%, max. 10%). Ten długi i bardzo regularny podjazd na pierwszy rzut oka powinien przypaść do gustu dzielnym harcownikom, jednak jak dotąd pojawiał się na trasie włoskiego wielkiego touru pięciokrotnie, a triumfowali na nim między innymi znany z wykorzystywania nadprzyrodzonych mocy Danilo di Luca. Może zainspiruje to innego sympatyka przemysłu farmaceutycznego?

Ogłaszamy dzień dedykowany uciekinierom, a ekipa Mitchelton-Scott w znakomitym stylu uwolniła BMC Racing od przykrego obowiązku kontrolowania wydarzeń na trasie Giro d’Italia, co powinno sprawić, że ze smyczy spuszczony zostanie naczelny harcownik tej drugiej drużyny, Alessandro De Marchi.

Dzielny Włoch nie będzie jednak jedynym chętnym do załapania się do odjazdu dnia, a jedną z lepszych okazji dla uciekinierów powinni spróbować wykorzystać Tim Wellens (Lotto Fix All), Ben Hermans (Israel Cycling Academy), Giovanni Visconti (Bahrain-Merida), Jan Polanc, Diego Ulissi, Valerio Conti (UAE Team Emirates), Jarlinson Pantano, Gianluca Brambilla (Trek-Segafredo), Maximilian Schachmann (Quick-Step Floors), Jose Goncalves (Katusha-Alpecin), Giulio Ciccone (Bardiani-CSF) czy Felix Grossschartner (Bora-hansgrohe).

W sytuacji mało prawdopodobnego finiszu z większej grupy, w walce o etapowe zwycięstwo liczyć się powinni Pello Bilbao, Luis Leon Sanchez (Astana) i Enrico Battaglin (LottoNL-Jumbo).

Jeśli natomiast pretendenci do tytułu mimo wszystko postanowią wziąć sprawy w swoje ręce, swoje dobre przyspieszenie w finiszach tego typu powinni być w stanie wykorzystać Thibaut Pinot (Gruopama-FDJ), Michael Woods (EF Education First), Simon Yates (Mitchelton-Scott) czy Tom Dumoulin (Team Sunweb).

Pełną zapowiedź 101. edycji Giro d’Italia można znaleźć tutaj

Mapy i profile tutaj

Lista startowa tutaj

Plan transmisji TV > tutaj