Podobnie jak w ubiegłym sezonie, Thibaut Pinot jest jedną z czołowych postaci Tour of the Alps. Francuz, który dziś założył koszulkę lidera, nie krył zadowolenia ze swojej postawy.

Do tej pory, Pinot jest zawodnikiem jeżdżącym zdecydowanie najrówniej. Dzięki temu udało mu się dziś założyć koszulkę lidera, choć nie wygrał jeszcze etapu.

Jestem bardzo zadowolony, że znów jestem tu w koszulce lidera wyścigu, gdyż w zeszłym roku głupio ją straciłem. Nie przeszkadza mi to, że nie wygrałem jeszcze etapu, to sprawa raczej drugorzędna

– powiedział zadowolony Francuz.

Pierwotnie trzeci etap tegorocznego wyścigu miał być odpowiedni dla uciekinierów. Podobnie myślał też lider Groupama – FDJ, który jednak postanowił dać z siebie wszystko.

Nie myślałem dzisiaj o atakach, raczej starałem się studzić swój nastrój. W pewnym momencie poczułem jednak, że moje nogi bardzo dobrze pracują i grzechem byłoby nie spróbować. Jak widać, opłaciło się

– dodał.

Co więcej, jeden z faworytów do wygrania całego wyścigu, został do ataku sprowokowany Fabio Aru. Gdyby nie mistrz Włoch, być może do całej akcji by nie doszło.

U podnóża ataku widziałem, że Fabio ma dużą ochotę na walkę, dlatego postanowiłem wskoczyć mu na koło. Czułem, że jest to szansa na zawiązanie ciekawej akcji, którą ostatecznie stworzyliśmy bez niego. Bez ruchu Aru, być może ponownie bym się uspokoił

– powiedział Pinot.

Co więcej, jeden z największych francuskich gwiazdorów od lat znakomicie prezentuje się we Włoszech. Według niego, lokalne trasy idealnie mu odpowiadają.

Włochy wyjątkowo mi pasują. Niezależnie od tego czy ścigam się na południu, czy w Trydencie, czy południowym Tyrolu, lokalne trasy, a szczególnie wyścigi na nich rozgrywane, bardzo mi pasują. Zawsze jest ciężko, a rywale są bardzo zmotywowani. Dzięki temu pojedynki z innymi świetnymi kolarzami pokazują nasze prawdziwe twarze

– dodał.

Już za niespełna miesiąc, Pinot stanie na starcie Giro d’Italia. Według niego, brak kontroli wyścigu przez Team Sky byłby idealnym scenariuszem dla zawodników takich jak on.

Mam nadzieję, że także na Giro będę mógł jechać w swoim stylu. Jeśli tylko Sky nie narzuci nam własnych warunków, ustalonych przez mierniki mocy, wówczas Giro odzyska prawdziwy, romantyczny styl, w którym czuję się najlepiej

– powiedział uśmiechnięty zawodnik.

Jak wiadomo, na trasie La Corsa Rosa stanie także Chris Froome, nad którym od kilku miesięcy wisi widmo dyskwalifikacji. Dla Pinota nie jest to jednak żaden powód, by w jakikolwiek sposób go lekceważyć.

Nigdy nie myślę o tym, że ktoś może być zdyskwalifikowany. Jadę na wyścig by się ścigać, a nie bawić w papierkową robotę. Jeśli ktoś będzie lepszy na trasie, wówczas będzie to znak, że nie powinienem zostać zwycięzcą. To jest kolarstwo, a nie polityka

– stwierdził Francuz.

Ostatni etap Tour of the Alps w części nakryje się z trasą wrześniowych mistrzostw świata. Dla Pinota będzie to ważne przetarcie przed walką o tytuł najlepszego kolarza globu. Póki co jednak Francuz chcę jedynie otrzymać powołanie na tę imprezę.

Ostatni etap, nakładający się na trasę mistrzostw świata, z pewnością będzie dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem. Nie wiem jednak czy otrzymam powołanie na światowy czempionat. Na pewno chciałbym wykorzystać swoją wiedzę we wrześniu, ale nie będę na nikogo naciskał

– powiedział ze spokojem lider Groupama – FDJ.

Ostatnim tematem, który zajmuje głowę Thibaut Pinot, jest podpisanie nowego kontraktu. Wiele wskazuje na to, że doskonały góral zmieni barwy klubowe.

Na pewno będziemy rozmawiać. Teraz jednak nie chcę sobie zajmować tym głowy. Póki co chcę pojechać dobre Giro, a dopiero potem będę myślał o nowym kontrakcie

– zakończył.