Fot. Lotto-Soudal

Belgijski zwycięzca Strade Bianche pokazał niezłą formę we Flandryjskiej Piękności, ale przyspieszenia na brukach nie przyniosły efektu.

Benoot w końcówce starał się dyktować bardzo mocne tempo na ciężkich, flandryjskich podjazdach, ale nie zdołał urwać rywali i ostatecznie musiał się zadowolić ósmym miejscem.

Jestem trochę zawiedziony, bo czułem, że byłem jednym z najmocniejszych w tym wyścigu. Nogi naprawdę podawały i tak było przez cały czas. Zabrakło mi trochę mocnych kolegów, przez co w końcówce musiałem sam dużo pracować, ale się tego spodziewałem. Jak Terpstra zaatakował, to byłem zablokowany i nie zdołałem odpowiedzieć. To, jak odjechał od Nibalego na podjeździe, było imponujące. Zasłużył na triumf. Na razie udaję się do Sierra Nevada, by odpocząć mentalnie, a potem zobaczymy na co mnie stać w Ardenach.

Ataków nie szczędził też Dylan Van Baarle (Team Sky). Pomimo kłopotów z rowerem Holender ruszył do przodu, ale został złapany i przyjechał w tej samej grupce co Benoot.

W ostatni weekend [podczas E3 Harelbeke i Gent-Wevelgem – przyp.red.] byłem bardzo zawiedziony, bo wiedziałem, że forma jest niezła, ale na drodze nic nie wychodziło. Dzisiaj znowu miałem pecha, bo zaliczyłem głupią kraksę przed Muur. Nic wielkiego się nie stało, ale mnie przyblokowali i zostałem sam. Po zmianie roweru myślałem, że to koniec, ale walczyłem i wierzyłem. Myślę, że to był dobry wyścig. Na odprawie uznaliśmy, że Koppenberg to dobre miejsce do ataku. Odjechałem z Langeveldem, który jest moim przyjacielem, więc wiedzieliśmy co mamy robić. Na mecie ciężko było o sprint po tak trudnym wyścigu, więc przypadło mi dopiero 12. miejsce.