fot. Marek Bala / naszosie.pl

Mistrz świata już trzeci raz musiał się zadowolić drugim miejscem w tegorocznym Tirreno-Adriatico, ale tym razem podium przyszło po pięknej pogoni.

Siedem kilometrów przed metą Fernando Gaviria (Quick-Step Floors) “liznął” koło jadącego przed nim Maximiliano Richeze (Quick-Step Floors) i upadł powodując ogromną kraksę. Sagan, który w tym momencie trzymał koło Kolumbijczyka, zdołał się utrzymać na rowerze, ale defekt zmusił go do zmiany sprzętu.

Byłem na kole Gavirii kiedy upadł. Przyhamował trochę i kolarze z tyłu mnie uderzyli i zepsuli mi koło. Złapałem grupę, ale koło nie chciało się obracać, dotykało ramę. Zatrzymałem Bodnara i chciałem wziąć jego tylne koło, ale w tym samym czasie dojechał samochód i zmieniliśmy rower. Próbowałem wrócić do grupy, ale wydawało się to prawie niemożliwe. Minąłem jeden samochód, potem kolarzy; było wiele grupek. Dojechałem do czoła, ale byłem zupełnie wykończony. Chciałem znaleźć dobrą pozycję i się zregenerować, ale ostatecznie byłem drugi z niewielką stratą. Byłem zmotywowany, ale nogi odczuły czterokilometrową pogoń

– mówił po etapie Sagan.

 

Słowak bardzo często znajduje się w czołówce wyścigów, ale triumfy w sprintach nie są u niego codziennością. W tym sezonie mistrz świata wygrał raz, a do tego pięciokrotnie był drugi lub trzeci. Tym razem przegrana z Marcelem Kittelem (Katusha-Alpecin) wydaje się być jak sukces.

Czasami jestem w stanie coś zrobić, czasami nie. Dzisiaj miałem pecha, ale też szczęście. Lepiej byłoby zająć pierwsze miejsce, ale nie muszę mieć wszystkiego. Jeśli fanom się podoba, to cieszę się, że mogę coś dla nich zrobić. Nie dbam o wygrane, bardziej o show. Jest dobrze, jestem zadowolony z formy, ale, cóż, to wciąż drugie miejsce. Cieszę się, że nie leżałem w kraksie, jestem zdrowy – to jest najważniejsze.