John Degenkolb z powodu choroby musiał wycofać się z wyścigu Paryż-Nicea. Niemiec na mecie piątego etapu zameldował się ze stratą ponad 11 minut do zwycięzcy – Jerome’a Cousina. – To nie w moim stylu, ale nie mogę narażać zdrowia – tłumaczył.
„Dege” sezon zaczął wyśmienicie – wygrał oba wyścigi cyklu Challenge Mallorca, w których wziął udział (Trofeo Campos, Porreres, Felanitx, Ses Salines oraz Trofeo Palma), lecz później nieco się „zaciął”. W „Wyścigu ku Słońcu” tylko raz zdołał ukończyć etap w czołowej „10” – był dziewiąty drugiego dnia rywalizacji. W czwartek poniósł bardzo duże straty, jak się okazuje – z powodu choroby.
Wielkim celem 29-latka jest Mediolan-San Remo i powtórzenie sukcesu z 2015 roku, kiedy to przeciął linię mety jako pierwszy. Mając to na względzie, kierownictwo ekipy Trek-Segafredo podjęło decyzję o wycofaniu go z dalszej rywalizacji.
To trochę nie w moim stylu, ale mając na względzie zbliżające się wyzwania, nie mogę narażać swojego zdrowia
– tłumaczył Degenkolb, cytowany przez „L’Equipe”.
Osobną kwestią jest fakt, iż Niemiec i tak nie miałby większych szans na dobry wynik w pozostałych dwóch etapach Paryż-Nicea. W piątek na zawodników czeka bowiem górski etap z podjazdem do Valdeblore La Colmiane, zaś dzień później – krótki, bo liczący zaledwie 110 kilometrów, lecz wymagający odcinek ze startem i metą w Nicei.









