Foto LaPresse - Massimo Paolone

Mistrz świata wziął udział w konferencji prasowej przed startem w Strade Bianche i pokusił się o kilka ciekawych wypowiedzi.

Przed wyruszeniem na trasę szutrowego wyścigu w Toskanii trzykrotny zdobywca tęczowej koszulki rozpoczął od nietypowego porównania kolarstwa do… świata filmów.

Wracamy, sezon ponownie się rozpoczyna. Tour Down Under był jak filmowa zapowiedź, ale tutaj nie będzie żadnych filmów. Nie wiem co się wydarzy, ale wiem, że pogoda nie będzie najlepsza. Trenowałem na wysokości, więc ciężko przewidywać jak mi pójdzie, prawdopodobnie będę potrzebował kilku startów. Mam nadzieję, że nie rozchoruję się tak jak w zeszłym roku

– mówił wczoraj Sagan.

Wśród faworytów sobotniej rywalizacji wymienia się specjalistów od bruków (m.in. Greg Van Avermaet, Sep Vanmarcke czy właśnie Sagan), przełajowców (Wout Van Aert czy Zdenek Stybar), ale też kolarzy znakomicie radzących sobie na podjazdach (Michał Kwiatkowski, Alejandro Valverde). Większość z nich zapoznawała się z trasą, która najprawdopodobniej będzie piekielnie wymagająca przez błoto. Mistrz świata… nie zdecydował się na wyjście na dwór.

Nie, nie jechałem po trasie. Przyleciałem wczoraj i padało, więc trenowałem na trenażerze. Znajomość dróg może być ważna, ale w czasie wyścigu będziemy mieć wystarczająco dużo czasu by przekonać się o warunkach. Odpowiednia strategia jest trudna do ustalenia, trzeba decydować w trakcie jazdy. Zobaczymy jaka będzie pogoda i czy pokaże się słońce. Lepiej się nad tym nie zastanawiać – będzie tak samo dla wszystkich, przecież niczego nie zmienię?

– pytał retorycznie Słowak.

Dziennikarze nie powstrzymali się przed jednym ze standardowych pytań zadawanych przed sportowymi wydarzeniami – kto będzie faworytem do zwycięstwa?

Wygra ten, kto pierwszy przekroczy linię mety. Wszyscy jedziemy razem, pogoda jest taka sama dla wszystkich. Forma? Umiejętności techniczne, przewaga technologiczna? Wszystko zależy. Mamy prawie 200 kolarzy, więc możemy poznać prawie 200 różnych scenariuszy.