fot. Thomas Maheux

W związku z ambitnymi planami względem rynku sportowego (w tym oczywiście rowegowego) Decathlon zaprosił kilku polskich dziennikarzy na prezentację w Cambrils. Katalonia? W lutym? Z największą przyjemnością!

Polska delegacja (licząca sześć osób) wyruszyła z Okęcia do Barcelony, by następnie dojechać już busem do Cambrils Park Resort. Komfortowa podróż nieco zwiększała zniecierpliwienie i atmosferę “ale bym już pojeździł na tych rowerach”, a… trzeba było czekać do następnego dnia.

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Jeszcze pierwszego dnia wieczorem poznaliśmy za to ambitne plany Decathlonu względem światowego rynku sportowego i spore zmiany w ofercie rowerów. Firma zdecydowała się podzielić swoje produkty na różne kategorie – od dzieci, przez jazdę turystyczną, po wyścigi. Jednocześnie cieszy fakt, że francuski sklep stworzył gamę dedykowaną paniom – ramy się nie różnią, ale całe rowery są odpowiednio dostosowane do kobiecego ciała. No i (zgodnie z panującą modą) duuuuuużo nowych kolorów i wzorków!

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Nie oszukujmy się jednak, że wszyscy czekali już na praktykę – w piątek rano ruszyliśmy więc na testy rowerów i nowych strojów. Największe zainteresowanie (co w pełni zrozumiałe) budził najwyższy model w gamie “szosówek” – B’TWIN Ultra 940CF wyposażony w karbonowe koła ZIPP 303, mechaniczny osprzęt Shimano Dura-Ace, karbonowe siodło Fizik Antares, karbonowy kokpit Deda Elementi – nic, tylko się ścigać.

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

U mnie zabrakło refleksu i dostałem Ultra 920 AF. Nie ma na co narzekać – dość lekka aluminiowa rama, Shimano Ultegra, koła Mavic Cosmic – solidna maszyna za 5299zł. Geometria jest gdzieś pomiędzy typowym, “zrelaksowanym” endurance, a wyścigowymi. Nie jest to demon szybkości, ale za to pod względem komfortu rama B’TWINa jest wśród jednych z najlepszych! Przy wadze 8.3kg (bez pedałów) spokojnie możemy pokonywać górskie przełęcze, a jednocześnie jazda po nierównym asfalcie nie sprawia żadnych kłopotów. Chapeau bas dla organizatorów za przygotowanie dwóch pętli – gładkiej, szybkiej dla sprawdzenia prowadzania i nieco wolniejszej, po szutrach i dziurach, dla testowania komfortu.

fot. Thomas Maheux

Czego w Ultra 920 AF brakuje? Nie szukając “na siłę” ciężko coś wymyślić… Ewentualnie na zjazdach można oczekiwać nieco lepszego prowadzenia, ale to jest podyktowane nastawieniem na komfort. W tej cenie – jest naprawdę dobrze.

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Za drugim razem udało się już złapać Ultra 940 CF, na co moje niewytrenowane nogi (ej, mamy luty!) zareagowały pojękiwaniem. Górska runda (nieco ponad 400m przewyższeń) jest idealnym miejscem do sprawdzenia wyścigowych właściwości tego “potwora”. Wracając na chwilę do specyfikacji – za 15 999zł otrzymujemy bardzo sztywną ramę, karbonowy kokpit, karbonowe koła, karbonowe pręty siodła, karbonowa sztyca, karbonowe stery i tak dalej; aż by się chciało znaleźć tu karbonowy osprzęt SRAM Red. Jest jednak Shimano Dura-Ace R9100, więc nie ma źle.

fot. Thomas Maheux

Poprzedni rocznik Ultra 940CF testowałem w zeszłym roku i wtedy największe zastrzeżenie budziły opony Mavic Yksion. Obecność nowych kół (Zipp 303 są bardzo dobre i dość lekkie – z oponami i kasetą ważą 2.73kg, co zmierzył Maciej Machowski z bikeBoard) oraz opon Vittoria Corsa Graphene+ to miód na moje serce. W stosunku do wersji 2017 zmienił się też wspomniany osprzęt – Ultegra Di2 została zastąpiona mechanicznym Dura-Ace. Czy to dobry krok? Ciężko powiedzieć, bo oba produkty działają wspaniale. Jak to często się słyszy w takich wypadkach – “to zależy”. Zmiana nastąpiła z bardzo prozaicznego powodu – fabryki Shimano nie zdołały przygotować nowej Ultegry Di2 na czas…

fot. Thomas Maheux

Przejdźmy już do jazdy – w stosunku do wcześniejszej jazdy na aluminiowym Ultra 920 AF czuć sporą różnicę pod względem komfortu (co potwierdzili też Borys Aleksy z Szosy i Szymon Wołdziński z bikeworld), ale w końcu jeśli chcemy maksymalnej szybkości, to nie szukamy wygody (prawda…?), a sztywności. Rama okazuje się być o centymetr dłuższa w tym samym rozmiarze, więc pozycja automatycznie staje się bardziej agresywna i aerodynamiczna. Charakter roweru jest na tyle wyczuwalny, że podczas spokojnej jazdy w grupie trzeba się powstrzymywać przed “dociśnięciem” (nogi były największym przeciwnikiem).

fot. Thomas Maheux

Jeśli już jednak przekonamy się, że Jens Voigt miał rację krzycząc “Shut up, legs!” i zdecydujemy się na sprint, to możemy być zaskoczeni łatwością, z jaką zyskujemy prędkość. Pod górę, na płaskim, w dół – ten rower tylko czeka na nieco agresji. Raz nawet dałem się zaskoczyć tym, jak łatwo wchodzi się w zakręty i nieco “ściąłem” łuk. Nie może być inaczej jeśli jednym z konsultantów jest Jean Christophe Peraud – drugi kolarz Tour de France i wicemistrz olimpijski w MTB. Mankamentem jest dziwnie wyglądająca kierownica, którą porównaliśmy do rury PCV wykorzystywanej w hydraulice – prosta, dość gruba tuba (inna sprawa, że jest dość wygodna). Dyskusyjne jest prowadzenie kabli, które najpierw chowają się w kierownicy, ale przy mostku wychodzą i trochę psują wrażenie.

fot. Thomas Maheux

Przy okazji najszybszego “rumaka” należy wspomnieć o nieco dziwnej sytuacji dotyczącej jednego z najbardziej interesujących nas rowerów – B’TWIN stworzył prototyp roweru czasowego, którego zdjęcia pojawiły się już na instagramie (publikowane przez kolarza zespołu U19 B’TWIN – AG2R La Mondiale). Nieco “podjarani” uprosiliśmy więc trenerów o pokazanie po czym… okazało się, że nie możemy publikować zrobionych zdjęć. Otrzymaliśmy zgodę na pokazanie jedynie w powyższy sposób – zainteresowanych odsyłamy na insta.

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Szosowa oferta Decathlonu staje się więc dość przejrzysta (chcesz wygody – aluminium, chcesz szybkości – karbon), chociaż z pewnością jest kilka braków, chociażby roweru z węglową ramą i hamulcami tarczowymi. Dużo bogatsza jest gama w aluminium – od miejskiego Tribana 100, przez nieco turystyczne Ultra 520 AFGF (SRAM Rival z tarczówkami), po wciąż wygodne, ale szybsze Ultra 9×0 (w tym bardzo ciekawa nowość – Ultra 920CF powstanie też w wersji z… Campagnolo Potenza!). Podobnie jest zresztą w strojach – dla początkujących klientów stworzono serię 500 – tanią i odpowiednią do pierwszych kroków w sporcie, a dla bardziej zaprawionych w boju przeznaczono serię 900.

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Co to oznacza? Łatwiejsze poszukiwanie wyposażenia dopasowanego do naszych potrzeb, a także spory wybór w kolorystyce. Dotychczas Decathlon tworzył kilka różnych koszulek/spodenek/kasków/butów/okularów/rękawiczek/skarpetek (niepotrzebne skreślić), tym razem mamy mniej nazw, a po prostu kilka wersji kolorystycznych. Wiadomo, że kwestia gustu, ale dobrze, że szarość i “fluo” zastępują ciekawe wzory i żywe barwy. Jeśli chodzi o wygodę, to ciężko oceniać po kilkudziesięciu kilometrach, ale pierwsze jazdy nie przyniosły negatywnych wrażeń – po prostu kurtka jest ciepła, spodenki nie uciskają, rękawki i nogawki grzeją, a kask chroni.

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Spotkanie pozwoliło też na poznanie technicznej strony tworzenia sportowego ekwipunku. Przykładem mogą być buty, które testował kolarz AG2R La Mondiale Nans Peters. Francuz zgłosił do inżynierów dwie uwagi – materiał z Włoch szybko czarniał, a pięta się wycierała. Do ostatecznego produktu trafiło więc pokrycie z Korei Południowej, a “obcas” jest nieco dłuższy.

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Podobne dylematy czekały na panie przy tworzeniu swojej gamy rowerów. Po dyskusjach uznano, że “męskie” ramy są odpowiednie, ale trzeba dobrać inne części. W ten sposób mostek jest krótszy, kierownica węższa, korba krótsza, a siodełko ma kształt dostosowany do kobiecych miednic. Niby nic wielkiego, a cieszy – oby pań na dwóch kółkach było jak najwięcej! Do rowerów nie mogło zabraknąć kobiecej linii strojów dostosowanych nie tylko pod względem kolorystycznym, ale też kształtem (m.in. wkładki w spodenkach).

fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Trzeba przyznać, że zmian przed nowym sezonem w Decathlonie jest wiele, ale są pozytywne. W najbliższych latach pojawią się kolejne nowości (m.in. zmiany w nazwach rowerów), a plany przejęcia aż 30% światowego rynku sportowego są “mocarstwowe”. A w Cambrils przekonaliśmy się, że mają czym wojować!