Fot. Marta Wiśniewska / naszosie.pl

Leopold König (BORA-hansgrohe) ma już za sobą dokuczliwą kontuzję kolana, która sprawiła, że – jak podaje portal cqranking.com – w sezonie 2017 miał czternaście dni wyścigowych, podczas których przejechał niewiele ponad dwa tysiące kilometrów. W rozmowie z nami podczas oficjalnej prezentacji drużyny w niemieckim Schiltach opowiedział o wzlotach i upadkach, a także o wielkich planach przed Giro d`Italia 2018.

Dla 30-letniego Czecha rok 2017 miał stanowić przełom. Po dwóch latach wykonywania obowiązków na rzecz między innymi Chrisa Froome`a, chciał wreszcie sam stanąć na wadze i sprawdzić, ile waży jego potencjał jako kolarza specjalizującego się w wyścigach etapowych. Jednak przewodzenie drużynie w Giro d`Italia, z powodu poważnej kontuzji kolana, musiał odłożyć o rok.

Dotychczas odnotował dwa bardzo obiecujące występy w wielkich tourach – w 2014 roku był siódmy w Tour de France, a w 2015 roku szósty w Giro d`Italia. Ma również wygrany etap w hiszpańskiej Vuelcie (2013), w której zajął również dziewiątą lokatę w klasyfikacji generalnej.

Czy kontuzja kolana, która zrujnowała tobie sezon 2017 jest już przeszłością?

Tak. Mogliście zobaczyć mnie w ostatnich dwóch wyścigach sezonu [Tour of Turkey i Tour of Guangxi – przyp. M.W.]. Stanowiły one dla mnie szansę na ocalenie mojej kariery. Zdołałem je ukończyć, a nawet pokazać się z dobrej strony, więc wszystko skończyło się pomyślnie. Teraz czuję się dobrze i śmiało mogę powiedzieć, że wróciłem.

Jak się czułeś w tych wyścigach?

Nie jechałem tak źle. Byłem na przykład jedenasty na jednym z etapów Tour of Turkey [dokładnie na czwartym etapie do Selcuk – przyp. M.W.], który kończył się na podjeździe. Zrobiłem to właściwie bez żadnego treningu, co mówi samo za siebie. Dobrze było takim optymistycznym akcentem zakończyć sezon, w którym prawie się nie ścigałem.

Była to najgorsza kontuzja w twojej karierze?

Tak, zdecydowanie, ponieważ nie mogłem wrócić do normalności przez długi czas. To wszystko trwało tak długo, że w pewnym momencie nie wiedzieliśmy już, co dalej robić.

Wróciłeś do drużyny BORA-hansgrohe po dwuletnim rozbracie związanym z pobytem w Team Sky. Jak oceniasz debiutancki rok tego składu w World Tourze?

Znam Ralpha [Denka – właściciela drużyny BORA-hansgrohe – przyp. M.W.] od czasów, gdy była to ekipa z licencją Continental. Praca, którą wykonał wraz ze swoimi współpracownikami oraz kolarzami zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jest to jedna z niewielu drużyn, która nie dostała się do World Touru prosto z poziomu Pro Continental, ale wspinała się z najniższego szczebla kolarskiej drabiny. Myślę, że przy tym całym pechu, który spotkał BORĘ-hansgrohe w tym roku, i który co gorsza dotknął jej liderów, poradziliśmy sobie bardzo dobrze. Zaowocowało to zdobyciem doświadczenia i przekroczeniem kolejnego progu.

Jakie są twoje cele na sezon 2018?

Ustaliliśmy w drużynie, że spróbujemy powalczyć w Giro d`Italia, a potem zobaczymy. Nie wiem, jak zareaguje moje ciało. W zanadrzu wciąż pozostanie Tour de France i Vuelta a España.

W Giro będziesz samodzielnym liderem?

Doszliśmy do wniosku, że dla takiej drużyny jak BORA-hansgrohe, dobra jest sytuacja, gdy mamy dwóch liderów w wielkich tourach. Nie jesteśmy drużyną Sky, więc zawsze jest lepiej mieć dwa asy w rękawie, zamiast jednego. W Giro najprawdopodobniej będę dzielił rolę przywódcy z Davide Formolo, lecz to jeszcze nic pewnego.

W jakich wyścigach wystartujesz przed Giro?

Zainauguruję sezon w Challenge Mallorca, moim drugim wyścigiem będzie Tirreno-Adriatico, potem Vuelta al Pais Vasco, Tour of the Alps i Giro d`Italia.

Co sądzisz o trasie sto pierwszej edycji Corsa Rosa?

Myślę, że trasa jest bardzo dobra, ponieważ jest zrównoważona. Są góry, trochę „czasówek”, ale największe wrażenie robią na mnie początek i koniec wyścigu. Według mnie Wielki Start w Jerozolimie jest czymś wyjątkowym, czymś większym i ważniejszym od samego wyścigu. Podobnie z finałem w Rzymie. To jest coś, co wykracza poza sam sport.

Ale masz świadomość, że start w Jerozolimie budzi wiele kontrowersji, przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa oraz w kontekście sytuacji społeczno-politycznej Palestyńczyków?

Sport sam w sobie może przełamywać bariery, na przykład między narodami. Wierzę w to, że jest to dobry pomysł. Jeśli zaś chodzi o kwestie bezpieczeństwa, to nie wiem, czy ściganie się w Jerozolimie jest bardziej niebezpiecznie od ścigania chociażby w Paryżu.

Rozmawiała Marta Wiśniewska

Udział w oficjalnej prezentacji drużyny BORA-hansgrohe przed sezonem 2018 był możliwy dzięki uprzejmości Hansgrohe Polska.