fot. AFP

Po zakończeniu ery Lance’a Armstronga, na kolarskich trasach pojawiło się wielu młodych, obiecujących kolarzy, którzy mieli stanowić o sile przyszłego peletonu. Część z nich spełniła oczekiwania. Pozostali jednak, często na własne życzenie, przepadli. Jednym z nich jest nasz dzisiejszy “bohater”.

Dziś pod lupę trafił jeden z największych dopingowych oszustów w ostatnim dziesięcioleciu. Riccardo Ricco, bo o nim mowa, przeszedł drogę od bohatera do zera w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Dziś wspominamy o nim jako jednym z najwięszych “doperów” w historii kolarstwa.

Ricco, mając zaledwie 24 lata, kupił swoją postawą niejednego kolarskiego kibica. Także wśród nas znajdują się fani, którzy 10 lat temu z przyjemnością oglądali jego jazdę, a przecież było na co rzucić okiem.

Jego kariera niespodziewanie nabierała rozpędu już w 2007 roku. Co prawda już wcześniej Ricco sygnalizował, że może być jednym z najlepszych kolarzy młodego pokolenia. Niewielu jednak spodziewało się tak mocnego wystrzału już wtedy. Dwa wygrane etapy Tirreno – Adriatico czy 6. miejsce w generalce Giro d’Italia dały nadzieje jego rodakom na wypełnienie dziury po Marco Pantanim. Teraz jednak ciężko uwierzyć, iż udało mu się tego dokonać bez odpowiednich wspomagaczy.

Rok później wydawało się, że kolarz Saunier Duval / Scott – American Beef zaczyna pukać do światowej czołówki. Co prawda początek sezonu nie był w jego wykonaniu tak niesamowity, lecz podczas La Corsa Rosa, praktycznie wszyscy kibice widzieli w nim nowego “Pirata”. Ten sam styl, podobny charakter, wręcz identyczna sylwetka – 25-letni wówczas Włoch miał w kieszeni wszystkich kibiców z Półwyspu Apenińskiego. Nic więc dziwnego, iż na swoim terenie dał z siebie wszystko… a nawet więcej.

Niestety, już niespełna dwa miesiące później, z wielkiego włoskiego talentu został tylko oszust z twarzą dziecka. Ricco, po bardzo obiecującym początku Tour de France, stał się jedną z najjaśniejszych gwiazd. Jego nazwisko było odmieniane przez wszystkie przypadki, w szczególności po etapie do Bagneres de Bigorre, który wygrał w kapitalnym stylu.

Niestety, kilka dni później, cały kolarski świat obiegła informacja o stosowaniu przez niego niedozwolonego środku – CERA, znanego jako nowa generacja “dopingowego klasyku”, czyli EPO. W ten sposób, wszelkie nadzieje na włoski triumf w Tour de France ponownie przeszły na bardziej doświadczonych kolarzy (Vincenzo Nibali dopiero zaczynał swoją przygodę z kolarstwem na najwyzszym poziomie).

Tak bolesna dopingowa wpadka nie tylko odebrała Ricco wielu kibiców, ale także pozbawiła możliwości powrotu na szczyt zaraz po zakończeniu dwuletniego bana. Tym samym, w sezonie 2010, niepokorny Włoch rozpoczął ponowny podbój szos we włoskim zespole Ceramica Flaminia. Tym razem jednak jego kapitalne zwycięstwo w wyścigu dookoła Austrii od razu dało wszystkim do myślenia. Nie przejmowali się tym włodarze ekipy Vacansoleil, którzy postanowili dać mu drugą szansę.

Jak się skończyło? Każdy wie. Podczas jednego z treningów w lutym 2011 roku, Ricco gorzej się poczuł, kończąc zabawę w szpitalu. Wówczas wyszło na jaw, iż jego kariera bez dopingu nie istnieje. W końcu kto byłby gotów przetrzymywać krew we własnej lodówce i samodzielnie sobie ją przetaczać? Tym samym, trzy lata po największych sukcesach, Włoch został uznany za największego głupca w nowoczesnym peletonie.

Czy Ricco był jednym z ostatnich “bohaterów” poprzedniej EPOki? Zdecydowanie. Nie bez znaczenia był jednak fakt, iż dane mu było wychowywać się sportowo w towarzystwie osób blisko związanych z “doperami”. Jego nauczycielem i idolem był przecież Leonardo Piepoli.

Czy można przyznać, że Ricco miał swoje pięć minut? jak najbardziej. Szkoda, że było to  budowane na podstawie najgorszego kolarskiego oszustwa. Miejmy nadzieję, że podobna sytuacja już się nie powtórzy.