Fot. BORA-hansgrohe

Rafał Majka wciąż odczuwa skutki kraksy w Tre Valli Varesine, a Paweł Poljański nie miał po prostu nóg, by walczyć o dobry rezultat w 111. edycji Il Lombardia.  Choć rozsądni kibice zdawali sobie sprawę, że polscy kolarze, którzy wystartowali w “wyścigu spadających liści” są zmęczeni sezonem, to sercem wypatrywali ich w czołówce peletonu – a zwłaszcza Rafała Majkę, który był trzeci w Lombardii w 2013 roku. Polak, mimo że wciąż odczuwa skutki kraksy w Tre Valli Varesine, jak zwykle pokazał wolę walki. Na najtrudniejszym podjeździe Muro di Soramo wciąż jechał w pierwszej grupie, ale już na kolejnych tracił. Natomiast Paweł Poljański wraz z Gregorem Mühlbergerem próbowali odjechać wraz z innymi kolarzami na zjeździe z Madonna del Ghisallo, ale ostatecznie zorientowali się, że nie dysponują odpowiednią mocą.

Oczywiście, że chcieliśmy zakończyć ostatni monument w sezonie z innym wynikiem. Muszę jednak powiedzieć, że Rafał mimo wszystko zaprezentował się dziś dobrze. Po kraksie, którą miał we wtorek wiedział, że ten wyścig będzie dla niego trudny. Chcieliśmy pojechać dla Pawła i Gregora, ale oni nie mieli dzisiaj nóg. Takie jest kolarstwo – czasem wygrywasz, a innym razem przegrywasz

– powiedział jeden z dyrektorów sportowych drużyny BORA-hansgrohe Enrico Poitschke.

Rafał nie był w stanie powtórzyć rezultatu z 2013, kiedy to był trzeci. Skutki wtorkowej kraksy zmęczenie Vueltą nie pozwoliły mu na lepszy występ

– dodał drugi z dyrektorów sportowych Jens Zemke. Warto również odnotować, że ostatni wyścig w barwach BORA-hansgrohe mają za sobą Jan Bárta i José Mendes.