fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Brytyjski dziennik „The Times”, powołując się na słowa menedżera technicznego Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) Marka Barfielda, poinformował, że w trwającym wyścigu Tour de France przeprowadzono ponad trzy tysiące kontroli pod kątem mechanicznego dopingu. Nie uniknął jej także lider wyścigu Chris Froome (Team Sky).

Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) poważnie podeszła do zagadnienia mechanicznego dopingu po tym, jak w 2016 roku w ramie roweru belgijskiej kolarski przełajowej Femke Van den Driessche znaleziono silniczek. W sumie w tamtym sezonie przeprowadzono osiemnaście i pół tysiąca kontroli. Oszacowano, że w 2017 roku będzie ich dwadzieścia dwa tysiące.

Co ciekawe, Mark Barfield i jego współpracownicy skanują rowery zawodników biorących udział w Wielkiej Pętli nie tylko po etapach, ale także podczas jazdy w ucieczkach. Barfield nie ukrywa, że kontrolowani są ci, których wskażą inni zawodnicy.

Z oskarżeniami o doping mechaniczny musiał w 2013 i 2015 roku zmierzyć się Chris Froome. Wątpliwości budziły jego ogromne przyspieszenia na podjazdach. Oprócz Brytyjczyka, który po szesnastu etapach Tour de France 2017 nosi na ramionach maillot jaune, silniczków w swoich rowerach musieli wypierać się m.in. Fabian Cancellara oraz Alberto Contador.

Rower lidera Team Sky został sprawdzony po piętnastym etapie do Le Puy-en-Valay, kiedy to Froome bardzo szybko zniwelował pięćdziesięciosekundową stratę do swoich największych rywali na podjeździe pierwszej kategorii.

UCI uważa doping mechaniczny za jedno z najpoważniejszych zagrożeń współczesnego kolarstwa. Pierwsze doniesienia o tego typu niedozwolonym wspomaganiu dotarły do Unii już w 2010 roku. Nieustanny rozwój technologiczny pozwala pracownikom UCI mieć pewność, że ich skanery umieszczone w iPadach są w stu procentach skuteczne.