fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Od kilku lat bardzo wiele mówi się o dopingu mechanicznym. Nawet podczas tegorocznego Tour de France, niektórzy zawodnicy podejrzewani byli o używanie “motorków” w swoich rowerach. Wygląda jednak na to, że podczas mistrzostw świata w Innsbrucku nikt nie wpadł na stosowaniu silniczków.

Od samego początku swojej prezydentury, David Lappartient prowadził agresywną walkę z dopingiem mechanicznym. Nie inaczej było podczas mistrzostw świata w Innsbrucku, gdzie UCI każdego dnia przeprowadzało bardzo dużo kontroli.

Ostatecznie, podsumowując całe osiem dni ścigania, Międzynarodowa Unia Kolarska skontrolowała aż 1288 rowerów, w tym 1213 skanerami magnetycznymi oraz 75 promieniami Roentgena. W ten sposób ryzyko startu zawodnika lub zawodniczki z motorkiem w ramie zdecydowanie zmalało.

Należy jednak pamiętać, że walka z dopingiem mechanicznym wciąż się nie skończyła. Możemy być jednak pewni, że w następnych latach UCI będzie kontynuować swoje kontrole, które, miejmy nadzieje, ostatecznie wyeliminują tę formę oszustw z zawodowego peletonu.