© ASO/Thomas MAHEUX

Rozpoczynamy mityczny ostatni tydzień Wielkiej Pętli, podczas którego zapadają najistotniejsze rozstrzygnięcia. W naszych snach jest on punktem kulminacyjnym wszystkich kolarskich wysiłków, szczytem wyrafinowania myśli taktycznej dyrektorów sportowych i mistrzostwem realizacji obrazu telewizyjnego, a w przeciwieństwie do wielu poprzednich edycji tym razem istnieje duża szansa, że rzeczywiście tak się stanie. Zanim jednak żelazny krzyż zamajaczy w oddali, czeka nas jeszcze jedno przeciąganie liny pomiędzy harcownikami a peletonem, doprawione figlarnym Mistralem wiejącym w Dolinie Rodanu. 

Uczestniczący w Tour de France zawodnicy różnie znoszą trudy dnia wolnego od pracy, dlatego obchodzący się z nimi jak z jajkiem organizatorzy wyścigu zapewniają im łagodny powrót do rywalizacji. To nie Giro. Pokonawszy jak dotąd niewiele górskich przełęczy, pretendenci do tytułu muszą być równie głodni wrażeń jak sympatycy dyscypliny, jednak zanim wjadą w Alpy, zmierzyć im się przyjdzie z odcinkiem z cyklu “dla każdego coś miłego”.

Zaplanowany na wtorek etap podzielić można na dwie części, górską i dolinną, oddzielone od siebie długim zjazdem. Ta pierwsza, w sensie geograficznym przebiegająca przez płaskowyż Ardeche, zawierać będzie dwie (nieistotne w sensie rywalizacji o koszulkę w grochy) górskie premie, jednak nadrzędnym sensem jej zaistnienia (poza koniecznością przemieszczania się w kierunku wschodnim) będzie umożliwienie uciekinierom zbudowania pozostawiającej cień nadziei przewagi nad peletonem.

Druga część etapu to podróż w poprzek często odwiedzanej przez Wielką Pętlę Doliny Rodanu i dalej wzdłuż Doliny Izery (tej wpływającej do Rodanu, nie Łaby), które stanowić będą ten odcinek, na którym do głosu dojść ma kolektywna siła peletonu napędzana głównie przez niestrudzonego Larsa Baka. Jednak nie tylko.

Tym, którzy Tour de France śledzą dostatecznie długo i odrobili lekcje, Dolina Rodanu kojarzyć się będzie z płatającym niemałe figle Mistralem. To wiatr kabatyczny, a więc uzależniony od układów cyrkulacji powietrza zarówno w skali lokalnej jak i kontynentalnej, a obraz satelitarny aktualnej sytuacji wskazuje, że będzie on dzisiaj nie w życiowej, ale całkiem przyzwoitej formie. Jeśli zatem płaska druga część wtorkowego odcinka i relatywnie płaski finisz nie sprzyjają ekipie Patricka Lefevere’a w wystarczającym stopniu, jej zawodnicy będą mieli jeszcze do dyspozycji boczny wiatr w absolutnie decydującym momencie rywalizacji. Co potrafią z nim zrobić, widzieliśmy chociażby podczas 3. etapu Giro d’Italia.

Ta sama sytuacja sprawi, że rywalizujących w klasyfikacji generalnej liderów czeka bardzo nerwowy dzień w siodełku. Nie obiecam, że coś się wydarzy, jednak nowożytna historia Wielkiej Pętli wskazuje, że na wiatrach jeden czy dwóch pretendentów do tytułu traci wątek.

Oto, co na temat 16. etapu 104. edycji wyścigu Tour de France mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem imprezy:

18 lipca 2017 – Etap 16: Le Puy-en-Velay › Romans-sur-Isère 165 km

Odcinek z metą w Romans-sur-Isère zapowiada się na typowe przeciąganie liny między odjazdem i liczącym na finisz z dużej grupy peletonem, oferując trasę w równym stopniu faworyzującą zwolenników jednego i drugiego scenariusza. Wiele zatem będzie zależało od stopnia samozadowolenia najsilniejszych sprinterskich ekip, którym tegoroczna edycja Wielkiej Pętli nie szczędziła okazji do odniesienia etapowych triumfów, a dołoży jeszcze kilka.

Warto zaznaczyć, że finisz w Romans-sur-Isère z ciasnym zakrętem w samej końcówce i drogą nieznacznie wznoszącą się ku linii mety (ok. 4%) należy do kategorii bardzo tricky. Najprawdopodobniej nie zniechęci to sprinterów, jednak zmusi ich drużyny do zmiany taktyki oraz zachęci zawodników znanych z tego typu akcji do przepuszczenia ataku w końcówce.

W innej edycji Tour de France to mógłby być etap dedykowany harcownikom, jednak większość sprinterskich ekip nie zaznało jeszcze satysfakcji, a dzisiejsza końcówka może im się (być może niesłusznie) jawić jako najbardziej realistyczna szansa na pokonanie Marcela Kittela (Quick-Step Floors). Szanse uciekinierów drastycznie redukuje również umiejscowienie lotnego finiszu zaledwie 40 kilometrów od linii mety, można się bowiem spodziewać, że główne siły napędzające główną grupę zainteresowane będą skasowaniem odjazdu przed dotarciem do Chantemerle-les-Bles.

Niemiecki sprinter potrzebuje solidnego pociągu rozprowadzającego i nie odnajduje się w chaotycznych końcówkach, jakiej sceną bez wątpienia stanie się dzisiaj Romans-sur-Isère. Tak mówiłam przed rozpoczęciem wyścigu. Teraz? Być może dzisiejszy finisz z technicznie skomplikowanym zakrętem w ścisłej końcówce nie wpisuje się idealnie we wdrażane przez niego ostatnio rozwiązania taktyczne, ale imponująca forma sprawia, że pozostaje on faworytem.

Rywalizować z nim będą przede wszystkim specjalizujący się w siłowych sprintach zawodnicy, jak Edvald Boasson Hagen (Dinemsion Data), Michael Matthews (Team Sunweb), Andre Greipel (Lotto Soudal), John Degenkolb (Trek-Segafredo), Alexander Kristoff (Katusha-Alpecin) czy nawet Greg Van Avermaet (BMC Racing).

Powalczyć (a jakże) może również generalnie spełniający się w chaosie Nacer Bouhanni (Cofidis), ale jeśli Stephen Cummings (Dimension Data), Lilian Calmejane (Direct Energie), Stefan Küng (BMC Racing) czy inny Taylor Phinney (Connondale-Garmin) przepuszczą skuteczny atak na ostatnich 5 kilometrach, również nie będę zszokowana.

 

Pełną zapowiedź 104. edycji Tour de France można znaleźć > tutaj.

Mapy i profile tutaj

Lista startowa tutaj

Plan transmisji TV > tutaj