Dimension Data

Zawodnik Dimension Data odniósł się do opinii mówiących o nudnych, płaskich etapach oraz opowiedział o realiach panujących w grupetto.

Austriak jest jednym z największych weteranów światowego peletonu i często staje w obronie interesu zawodników, a także negocjuje sporne kwestie z organizatorami wyścigów i przedstawicielami UCI. Ważną rolę pełni także podczas wyścigów, zwłaszcza na górskich etapach, kiedy to zazwyczaj jest „dyrektorem” grupetto i pilnuje, by wszyscy zmieścili się w limitach czasowych.

Tegoroczne górskie etapy obfitowały w dramatyczne wydarzenia i dostarczały mnóstwo emocji. Płaskie odcinki natomiast przebiegały według z góry określonego scenariusza – odpuszczenie ucieczki tuż po starcie, spokojne tempo przez 200 kilometrów, a na sam koniec szalona gonitwa, by sprinterzy, a właściwie Marcel Kittel, mogli wygrać etap. To spowodowało, że na wyścigu „wieje nudą”, co w połączeniu z całoetapową relacją w telewizji kibice nie mają się zbytnio czym emocjonować. Niektórzy zaczęli sugerować, że maratońskie, płaskie etapy psują wizerunek kolarstwa. Eisel jest jednak odmiennego zdania i głośno wyraża swój sprzeciw wobec takich komentarzy.

Ludzie muszą zrozumieć, że nie jesteśmy tutaj po to by robić show dla telewizji. Nie jesteśmy cyrkowcami. Jesteśmy na wyścigu, to poważna sprawa i musimy się porządnie zmęczyć przez trzy tygodnie jeśli chcemy dotrzeć do Paryża. Tour de France nie może być oparty tylko na spektakularnych kraksach czy atakach. Nie miałbym nic przeciwko temu by każdy etap miał po 100 kilometrów, ale wtedy ludzie by mówili, że sto kilometrów to sami mogą przejechać i okazałoby się, że żadni z nas profesjonaliści.

Pewnie, możemy zmienić Wielką Pętlę i zrobić dużo krótsze górskie i pagórkowate etapy. Wtedy jednak Tour byłby jak Giro d’Italia, gdzie podczas ostatniego tygodnia walczy dziesięciu zawodników, a pozostali to zombie, którzy po prostu jeszcze mają siłę kręcić. Uważam, ze to nie jest dobre ani dla kibiców, ani dla sponsorów, ani dla Tour de France czy ogólnie dla wizerunku kolarstwa.

Kolarz Dimension Data patrzy także na sprawę z drugiej strony i zarzucił organizatorom brak odwagi w wytyczaniu etapów w płaskich rejonach Francji.

Musimy znaleźć równowagę. To dobrze, że Tour jest pokazywany od startu do mety, ale trasa jest taka jaka jest. Jeśli nie ma na niej podjazdów czy bocznego wiatru to nie jest to wina zawodników.

Na etapie do Peyragudes Bernhard Eisel dojechał na 178. miejscu, jako ostatni w grupetto i znów „eskortował” wszystkich zawodników by ci bezpiecznie dotarli do mety.

Moim celem jest dotarcie do Paryża. Im większe jest grupetto tym lepiej dla wszystkich, bo dzięki temu łatwiej nam dojechac razem do mety po tym jak wykonalismy swoją pracę dla swoich liderów. Zazwyczaj nasi dyrektorzy sportowi bardziej się martwią o limit czasu niż my sami, a to nakłada na nas dodatkową presję. My jednak doskonale wiemy ile czasu możemy stracić i do tego dostosowujemy swoją jazdę. Na razie nie jest źle, wciąż przed nami są Alpy, ale dopóki nie zobaczymy Paryża musimy ciągle walczyć

– podsumował rozmowę z portalem Cyclingnews Austriak.