fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Po kilku dniach morderczej nudy, przyszedł czas na szaloną przeprawę w Jurze. Bez wątpienia kolarze wynagrodzili nam dziś godziny spędzone przed telewizorem podczas płaskich etapów.

Plusy:
Dzielny Francuz
Cytując piłkarskiego klasyka, “podoba nam się ten Calmejane”. Kolarz Direct Energie po raz kolejny w tym roku pokazał, że jest kolarzem z ogromnymi możliwościami. Już we wrześniu na hiszpańskiej Vuelcie można było od niego usłyszeć, że podjazdy trwające około 30 minut są dla niego najlepsze – dzisiaj byliśmy tego świadkami. Dodając do tego niebywałą ambicję młodego Francuza, otrzymujemy znakomitą mieszankę wybuchową.

Ucieczkowe szaleństwo
Nareszcie! Sporo musieliśmy czekać, aż zobaczymy tak dynamiczny i emocjonujący etap. Jedynym spokojniejszym momentem na trasie był najtrudniejszy podjazd dnia, co tylko pokazuje jak bardzo atmosfera była podgrzewana. Oby więcej takich dni, dodatkowo zakończonych walką liderów!

Pewniejszy Majka
Nie wiemy jak Państwo, ale my odnieśliśmy wrażenie, że “Zgred” wyglądał dziś dużo lepiej, niż na La Planche des Belles Filles. Szczególnie zaciekawiła nas końcówka, kiedy po sprincie Rafał był wyraźnie niezadowolony. Czyżby noga pozwalała na więcej? O tym przekonamy się jutro.

Minusy:
Opieszałość liderów
Nie mamy nic przeciwko, by codziennie przyznawać takie minusy. Naturalnie jest to ocena nieco naciągana, lecz jednocześnie gdyby liderzy postanowili ruszyć na Montee de la Combe, wówczas mielibyśmy dzisiaj etap totalny. Może Grand Colombier i Mont du Chat przyniosą to, na co czekamy.

Zagubiony Belg
Jednym z faworytów dzisiejszego etapu był pewien belgijski kolarz, który na swoim koncie ma m.in. zwycięstwo w Tour de Pologne. Mowa oczywiście o Timie Wellensie, który pojechał dziś na totalnym luzie… dojeżdżając do mety w tym samym czasie co Arnaud Demare. O ile znamy Tima, nawet jadąc spokojnym tempem, strata ponad 37 minut na takim etapie jest dla niego pewnym ewenementem. Przypadek, czy totalny brak formy? Dodatkowo warto też wspomnieć, że stawkę zamknął dziś Juraj Sagan, który przyjechał na metę ponad 40 minut po zwycięzcy.