fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Kontrowersje – nieodłączna część światowego sportu, niezależnie czy mówimy o piłce nożnej, tenisie, żużlu czy kolarstwie. Dziś pojawiły się one w naszej ukochanej dyscyplinie, podczas najważniejszego wyścigu w sezonie. Czy sędziowski czynnik ludzki zawiódł?

Zacznijmy jednak od samej sytuacji. Jak wiadomo, sprint jest niezwykle niebezpieczną częścią kolarskiego rzemiosła, która wymaga od zawodników nie tylko wielkiej mocy, ale także niezwykle otwartej głowy i umiejętności bardzo szybkiego reagowania. Niewątpliwie każdy z finiszujących dziś kolarzy posiada wszystkie z wymienionych cech – w końcu mówimy o najlepszych na świecie. Niestety, doszło do dużej kraksy, która z pewnością zostanie jedną z najgłośniejszych w nowożytnej historii kolarstwa.

Jak doszło do samej kraksy? Tutaj można doszukiwać się winy u obu zamieszanych zawodników. Mark Cavendish, z ułańską fantazją, próbował zmieścić się po prawej stronie Petera Sagana. Pech chciał, że mistrz świata bardzo mocno doszedł do bandy, będąc jeszcze przed Brytyjczykiem. Ten zaczął tracić równowagę po kontakcie z tułowiem lidera BORA – hansgrohe, który za to “odpowiedział” wyciągniętym łokciem, według wielu będącym przeciwwagą do przeniesionego ciężaru ciała na lewą stronę roweru.

Jeśli chodzi o sędziów, mieli oni bardzo twardy orzech do zgryzienia. W końcu sytuacja na pierwszy rzut oka wyglądała jak brutalny atak Sagana, lecz po obejrzeniu powtórek można zacząć się nad tym srodze zastanawiać. Jestem więcej niż pewien, że również komisja sędziowska Tour de France miała bardzo podobne odczucia.

Problemem pozostaje podjęta decyzja. O tym czy była ona słuszna czy nie zależy tylko i wyłącznie od samych sędziów i ich interpretacji przepisów. Nie nam oceniać, czy poszli dobrą drogą. Niestety, w wielu przypadkach wszystko jest sprawdzane od nowa.

https://twitter.com/ProCyclingStats/status/882293025262759936

Na pewno o celowe uderzenie Manxmana, Sagan oskarżony być nie może. Pokazują to już filmiki udostępniane w mediach społecznościowych czy bardzo popularne wpisy twitterowe. Jednocześnie atakowanie Cavendisha za próbę znalezienia luki po prawej stronie mistrza świata także jest kompletnie bezsensowne.

Pytanie jednak jak interpretować przepisy? Celowe uderzanie rywala zakończyć wykluczeniem, a nieumyślne spowodowanie upadku choćby przez zmianę toru jazdy karać przesunięciem na tył grupy, karą czasową czy karą punktową? Brzmi sensownie. Sędziowie, bez wątpienia mogli podjąć podobną decyzję jak Ci odpowiedzialni za Giro d’Italia 2005, kiedy w dość podobnej sytuacji Paolo Bettini spowodował kraksę Badena Cooke’a.

Niestety, w Tour de France mieliśmy już dwie równie sporne sytuacje. Najpierw wspomnę o 2010 roku i dyskwalifikacji Marka Renshawa, który głową atakował Juliana Deana. Niby nic wielkiego, a Australijczyk wyleciał z wyścigu. Kilka lat później sam Mark Cavendish, poprzez ruch barkiem, spowodował groźny upadek Toma Veelersa. Czy Manxman opuścił Tour de France? Nic z tych rzeczy. O wyczynach Nacera Bouhanniego wspominać chyba nie trzeba.

My, jako kibice musimy pamiętać, że ekipa BORA – hansgrohe ma możliwość użycia bolesnej dla nas formy protestu, czyli wycofania się z rywalizacji. Tracąc swoją największą gwiazdę, Ralph Denk z pewnością może to rozważyć. Pytanie, czy nie straci w ten sposób szansy na kilka dobrych wyników innych kolarzy. Co nas czeka? Czas pokaże.