fot. BORA-hansgrohe

Rafał Majka (BORA-hansgrohe) zapewnia przed wyścigiem dookoła Kalifornii, że da z siebie wszystko, ale jednocześnie podkreśla, że jest niepewny swojej dyspozycji, ponieważ nie ścigał się od Liège-Bastogne-Liège. 

Prawdopodobnie każdy, kto zobaczył skład drużyny BORA-hansgrohe na wyścig Amgen Tour of California 2017, pomyślał sobie: ci faceci powalczą o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Tymczasem emocje studzą sami kolarze – zarówno Rafał Majka, jak i Peter Sagan, zwycięzca z 2015 roku.

Nie mogę powiedzieć, że przyjechałem tutaj po zwycięstwo. Po Liège-Bastogne-Liège odpoczywałem, ale mam wysokie ambicje. Jest wielu kolarzy, którzy chcą wygrać ten wyścig, i którzy jednocześnie dobrze się wspinają oraz jeżdżą na czas. Trasa tegorocznej edycji faworyzuje właśnie takich zawodników. Ja, aby zwyciężyć, musiałbym zyskać sporo czasu na podjeździe pod Baldy

– cytuje Rafała Majkę portal CyclingTips.

Trasa tegorocznej edycji Tour of California jest bardzo podobna do tej z 2015 roku. Peter Sagan wygrał wówczas 10-kilometrową, górzystą i techniczną jazdę indywidualną na czas w Santa Clarita, dzięki czemu założył koszulkę lidera. Zdjął ją na etapie z podjazdem pod Baldy, ale zdołał na tyle zminimalizować straty, by na finiszu w Pasadenie, dzięki bonifikatom, ponownie ją ubrać.

Nie, nie. Wówczas to wszystko było jak łut szczęścia. Nie wiem jak to się stało [że wygrałem ten wyścig], to był jakiś wyjątkowy zbieg okoliczności

– tak mistrz świata odpowiedział na pytanie, czy w tym roku będzie chciał powtórzyć sukces sprzed dwóch lat.

Mimo braku koncentracji na walce w klasyfikacji generalnej, Peter Sagan z pewnością postara się o zwycięstwa etapowe. W końcówkach dla najszybszych kolarzy w peletonie przyjdzie mu zmierzyć się z m.in. Marcelem Kittelem (Quick-Step Floors), Johnem Degenkolbem (Trek-Segafredo), Elią Vivianim (Team Sky) i Alexandrem Kristoffem (Katusha-Alpecin).