Fot. Astana

Dyrektor sportowy Astany, Alexandre Shefer, przyznał w wywiadzie dla portalu VeloNews, że drużynie bardzo brakuje zmarłego tragicznie dwa tygodnie temu Michele Scarponiego, jednej z najbardziej charyzmatycznych postaci w peletonie.

Astana, by oddać hołd tragicznie zmarłemu koledze, wystartowała w setnej edycji Giro d`Italia bez jednego zawodnika. Drużyna ma już za sobą dwa etapy, kilka wspólnie spędzonych dni, posiłków i wiele innych sytuacji, w których nie towarzyszył im Michele Scarponi.

To trudne. Ostatnio podczas posiłku, rozejrzałem się wokół stołu szukając Michele. Gdy zobaczyłem, że go nie ma, poczułem tęsknotę. Jego nieobecność jest odczuwalna, nie jest już tak wesoło jak kiedyś. Przy stole panuje cisza, kolarze wpatrują się w smartfony, po czym rozchodzą się. Gdy żył Michele jeszcze długo po posiłkach siedzieliśmy, rozmawialiśmy i śmialiśmy się

– powiedział Alexandre Shefer, dyrektor sportowy drużyny Astana.

Najtrudniej pogodzić się z brakiem Michele Scarponiego jest Samuelowi Sánchezowi i Paolo Tiralongo, którzy znajdowali się z nim w najbliższych relacjach. Tiralongo przyznał, że to Giro jest dla nich surrealistyczne, a ich morale drastycznie spadło.

Zawsze ciężko jest, gdy ktoś odchodzi, ale Michele był najważniejszą postacią w drużynie, był kimś, kogo teraz bardzo brakuje. Właśnie dlatego nie mogliśmy wypełnić jego miejsca tak po prostu kimś innym. Widzę po chłopakach, że jest im z tego powodu trudno, ale myślę, że jest to najlepszy sposób na poradzenie sobie z tą żałobą – jechać w Giro i spróbować wywalczyć coś dla Michele

– dodał Shefer.

Przed rozpoczęciem wyścigu pamięć o Michele Scarponim uczczono minutą ciszy, a organizatorzy Giro d`Italia postanowili nazwać podjazd pod Mortirolo imieniem Michele Scarponiego, który w 2010 wygrał tam swój ostatni etap w Rosa Corsa. Kibice także pamiętają o Scarpie, wypisując jego imię na szosach, które przemierza setna edycja wyścigu dookoła Włoch.