Bahrain-Merida / KL-Photo

Włoch wygrał Tour of Croatia dzięki bardzo agresywnemu stylowi jazdy na ostatnim etapie.

Jeden z największych przyjaciół Michele Scarponiego na starcie niedzielnego etapu powstrzymał łzy i emocje. Rekin z Mesyny zdecydował się na bardzo mocną jazdę i wyrwanie triumfu z rąk Jaime Rosona (Caja Rural) dzięki atakowi na pierwszej premii lotnej niecałe 4km po starcie. Na mecie Włoch był czwarty i przypieczętował końcową wygraną.

To wygrana dla Michele, wspaniałego przyjaciela. Był dla mnie jak brat. Ostatnie dwa dni były bardzo trudne i wszyscy wiedzą dlaczego. Ścigałem się z sercem przepełnionym smutkiem, nawet jeśli forma była dobra. Chciałem tego triumfu dla Michele. Nie mam wiele do powiedzenia – chcę go zapamiętać z nieodłącznym uśmiechem, zawsze gotowego do żartu czy mądrej riposty

– Nibali powiedział w rozmowie z La Gazzetta dello Sport.

Nie chciałem tej wygranej za wszelką cenę, ale uwierzcie mi, mój przyjaciel mocno to ułatwił. To wygrana dla Giacomo i Tommiego!

Wiadomości o tragicznym wypadku kolarza Astany zszokowały kolarski świat w sobotni poranek. Kolarze ścigający się w Chorwacji mieli wtedy zaczynać przedostatni, górski etap. Nibali przyznał, że ciężko było skupić się na rywalizacji.

Wiadomości o jego śmierci zupełnie mnie zszokowały. W czasie wyścigu nie mogłem myśleć o niczym innym. W głowie byłem razem z Michele i jego rodziną – żoną Anną i bliźniakami Giacomo i Tommaso. Przez wiele dni możemy opowiadać o tym co się stało i pytać dlaczego.

Jeszcze 6 lat temu Nibali i Scarponi byli rywalami. Włosi walczyli o drugie miejsce w Giro d’Italia 2011 za plecami Alberto Contadora. Jak się okazało po dyskwalifikacji Hiszpana – była to bitwa o triumf. Od sezonu 2014 Enzo i Michele jeździli już razem w barwach Astany i, pomimo różnic charakteru, bardzo się zbliżyli. Scarpa został mentorem młodszego mistrza i pomagał mu w trudnych chwilach, m.in. podczas zeszłorocznego Giro d’Italia.

Nie byłem zaskoczony, że Michele tak wcześnie wyszedł na trening w sobotę rano, często to robił. Ja robiłem to dużo później i dostawałem od niego wiadomości: dawaj, ja już jeżdżę. Chciałbym, żeby przeszedł do Bahrain-Merida razem ze mną, żeby wciąż był przy mnie. Ta sytuacja to wielki absurd. Nie ma możliwości zrozumienia i zaakceptowania tego, co się stało.