Tirreno-Adriatico

Kiedy już Strade Bianche rozbudzi w nas tęsknotę za cichymi miasteczkami i zagubionymi szosami Italii, chcemy więcej. Podobnie czują kolarze, spośród których niewielu marzy o chłodnym pocałunku kapryśnej paryskiej wiosny – nawet, jeśli ta zdaje się obiecywać słońce u kresu drogi. Z legendy Paris-Nice drwi sobie jej włoska alternatywa, z roku na rok zyskująca na prestiżu dzięki korzystniejszym warunkom atmosferycznym i ekscytującej trasie przypominającej wielki tour w miniaturce. Walka o złoty trójząb rozpocznie się u wybrzeży Morza Tyrreńskiego, a zakończy wśród uśpionych kurortów Adriatyku. Kto zostanie królem Tirreno-Adriatico?

Równie interesująca jak rywalizacja na francuskich i włoskich szosach jest ta rozgrywająca się pomiędzy organizatorami wyścigów, ASO i RCS Sport. Po stronie Paris-Nice stoi większy prestiż, jednak kombinacja zazwyczaj niesprzyjającej aury i zaskakująco eksperymentalnego podejścia do trasy sprawiła, że w ostatnich latach częściej przegrywał on niż wygrywał walkę o względy największych gwiazd zawodowego peletonu. Podczas gdy ASO próbuje wynaleźć koło na nowo, w siłę rośnie Tirreno-Adriatico, które nie tylko uwodzi słońcem, ale ma na siebie bardzo jasno wyartykułowany pomysł.

Poszukiwania idealnej formuły trwały wiele lat, a w ciągu 51 rozegranych już edycji Tirreno-Adriatico przeszło transformację od imprezy dedykowanej sprinterom, poprzez kluczowy etap przygotowań dla zawodników specjalizujących się w wyścigach klasycznych po miniaturkę wielkiego touru, jaką stanowi obecnie. Tym samym stało się jedną z najbardziej dynamicznych i jednocześnie zbalansowanych propozycji w kalendarzu UCI, nikogo nie pozostawiając z pustymi rękoma.

Jeśli pogoda ponownie nie pokrzyżuje planów, o sukces w klasyfikacji generalnej i złoty trójząb lśniący niczym dodatki w kreacjach duetu Dolce&Gabbana powalczą najlepsi górale, spośród których Wyścig Dwóch Mórz wybrali między innymi Nairo Quintana, Vincenzo Nibali, Fabio Aru, Geraint Thomas, Thibaut Pinot, Mikel Landa czy Rafał Majka. Swoje szanse dostaną jednak również szlifujący formę przed Milano-Sanremo sprinterzy i specjaliści od wyścigów klasycznych, kolarze brylujący w jeździe na czas i uciekinierzy.

A ponieważ najnowsza historia Paris-Nice potwierdza, że lepsze rzeczywiście bywa wrogiem dobrego, rozpoczynająca się już w środę 52. edycja Tirreno-Adriatico dość wiernie powielać będzie schemat utarty w ostatnich latach.

Trasa

Etap 1, 8 marca: Lido di Camaiore TTT 22.7km

Wyścig ponownie rozpocznie się drużynową jazdą na czas w toskańskim Lido di Camaiore, które prawo do organizacji startu imprezy wywalczyło aż do 2020 roku. Trasa drużynówki będzie jak zwykle płaska i nieskomplikowana, zawierając w sumie jedynie cztery zakręty.

Etap 2, 9 marca: Camaiore-Pomerance 228km

Drugi etap z Camaiore do Pomarance zakończy się na tym samym podjeździe, gdzie w zeszłym roku Zdenek Stybar pokonał w sprincie Petera Sagana i Edvalda Boasson Hagena. Pagórkowata trasa nie pozostawia wątpliwości, że będzie on idealny dla harcowników i specjalistów od wyścigów klasycznych, jednak również liderzy na klasyfikację generalną powinni mieć się na baczności. Czwartkowa rywalizacja o ostatecznych losach wyścigu co prawda nie rozstrzygnie, jednak chwila nieuwagi w końcówce może wystarczyć, by pogrzebać swoje szanse na odniesienie zwycięstwa.

Etap 3, 10 marca: Monterotondo Marittimo- Montalto di Castro 204km

Etapy dedykowane sprinterom nigdy nie są w Tirreno-Adriatico idealnie płaskie, co czyni je idealnym testem przed zbliżającym się Milano-Sanremo. Podobnie jak w ubiegłym sezonie, trasa pierwszego z nich będzie wiodła z Monterotondo Marittimo do Montalto di Castro, gdzie Fernando Gaviria odniósł swoje pierwsze zwycięstwo na poziomie WorldTouru potwierdzając, że może stać się bohaterem La Primavery. I stał się, chociaż nie w sposób, który sam sobie wymarzył.

Etap 4, 11 marca: Montalto di Castro-Terminillo 171km

Z uwagi na niesprzyjające warunki atmosferyczne, sobotni królewski etap został podczas ostatniej edycji włoskiej etapówki odwołany, co diametralnie zmieniło oblicze wyścigu. Niezrażeni tym faktem organizatorzy postanowili ponownie wytyczyć finisz jedynego górskiego etapu na apenińskim Terminillo (16km, śr. 7.3%, max. 12%), tym razem licząc na więcej szczęścia. Musimy mieć nadzieję, że tym razem etap zostanie rozegrany i że inaczej, niż miało to miejsce w Abu Dhabi Tour, liderzy na klasyfikację generalną zorientują się, że kolejnej szansy porównywalnego kalibru nie będzie.

Etap 5, 12 marca: Rieti – Fermo 209km

Niedzielny etap dedykowany specjalistom od wyścigów klasycznych zapowiada się jeszcze bardziej ekscytująco, niż ten zaproponowany przed rokiem. Charakteryzujące się pofałdowaną rzeźbą terenu regiony położone pomiędzy wschodnimi pasmami Apeninów a wybrzeżem Adriatyku są wprost idealne do rozgrywania wyścigów kolarskich, a ponad 200 kilometrów dzielące Rieti od Fermo nie jest od tej reguły wyjątkiem. Obfitość wąskich, krętych dróg oraz ekstremalnie stromych podjazdów sprawia, że na trasie nie sposób dopatrzeć się jakiegokolwiek płaskiego odcinka, a finał tego interwałowego treningu zdecydowanie należy do błyskawicznie odcinających prąd. Jeśli z niecierpliwością wyczekujecie kolejnych zwycięstw Michała Kwiatkowskiego, to może być ten dzień.

Etap 6, 13 marca: Ascoli Piceno-Civitanova Marche 168km

Poniedziałkowy etap Tirreno-Adriatico tradycyjnie powinien być dedykowany sprinterom, dając im namacalny cel na drugą część wyścigu i jednocześnie ostatnią szansę na sprawdzenie nogi przed Milano-Sanremo. Czy znajdujący się wewnątrz końcowych 10 kilometrów podjazd pokrzyżuje ich plany? Najsprytniejsi z uciekinierów na pewno spróbują.

Etap 7, 14 marca: San Benedetto del Tronto ITT 10.1km

Cały wyścig w klamrę zepnie tradycyjna jazda indywidualna na czas w San Benedetto del Tronto. Charakterystyka trasy sprawia, że zwycięzców etapu należy upatrywać wśród kolarzy specjalizujących się w tej dyscyplinie, jednak w przypadku niewielkich różnic w klasyfikacji generalnej emocji na pewno nie zabraknie.

Chociaż ostatnio zdarzyło mu się przegapić podjazd decydujący o losach wyścigu, pewnym faworytem do odniesienia zwycięstwa w 52. edycji Tirreno-Adriatico jest Nairo Quintana (Movistar). Hiszpańska ekipa, nawet jeśli nie zwycięży otwierającej wyścig drużynowej jazdy na czas, nie powinna ponieść strat niemożliwych do odrobienia na Terminillo, gdzie 27-letni Kolumbijczyk już triumfował. O jego umiejętnościach związanych z jazdą pod górę napisane zostało już wszystko, a walka z tykającym zegarem spod szyldu minimalizacji strat wychodzi mu lepiej, niż jego krytycy chcieliby przyznać.

Czy reszta stawki ma szanse? Tak, jeśli Quintana znowu powróci do swojego konserwatywnego podejścia. Przy tylko jednym górskim etapie nietrudno jest przegapić atak jednego z mniej docenianych rywali, a miejsca na odrabianie strat w jego przypadku będzie wyjątkowo mało.

Na jedną kartę podczas sobotniego etapu będą musieli wszystko postawić znakomici górale, tylko nieco ustępujący klasą Kolumbijczykowi: Rafał Majka (Bora-hansgrohe), Fabio Aru (Astana) czy Mikel Landa (Team Sky).

Wszechstronniejsi specjaliści od wyścigów etapowych liczyć będą na poniesienie jak najmniejszych strat na Terminillo i rozstrzygnięcie wyścigu na swoją korzyść podczas decydującej jazdy indywidualnej na czas w San Benedetto del Tronto. Spośród nich zwrócić uwagę należy na doskonale dysponowanych ostatnio Toma Dumoulina (Team Sunweb), Primoza Roglica (LottoNL-Jumbo) czy Bauke Mollemę (Trek-Segafredo), jak również Gerainta Thomasa (Team Sky), Rohana Dennisa (BMC Racing) i Thibauta Pinota (FDJ) . Do tej kategorii zalicza się również Tejay van Garderen (BMC Racing), ale na nagły zwrot w jego stagnującej karierze bym nie stawiała.

Nie bez szans będą również spryciarze pokroju Rui Costy (Team Emirates) i Michała Kwiatkowskiego (Team Sky). Obaj znajdują się obecnie w wyśmienitej dyspozycji, co potwierdziły ich sukcesy odpowiednio w Abu Dhabi Tour i Strade Bianche. O ile Portugalczyk powinien utrzymać się w grupie liderów na Terminillo, forma wspinaczkowa Polaka w odniesieniu o najmocniejszych górali peletonu pozostaje pod znakiem zapytania, jednak jeśli ktokolwiek ma wprowadzić zamęt na pagórkowatych etapach do Pomerance i Fermo, powinni to być własnie mistrzowie świata z Florencji i Ponferrady. Jeśli natomiast pogoda nie dopisze, na pewno będzie można liczyć na Tima Wellensa (Lotto Soudal) i jego ulubiony trik.

Spośród specjalistów od wyścigów klasycznych Tirreno-Adriatico w tym roku wybrali Greg Van Avermaet (BMC  Racing), Alexis Gougeard (Ag2r-La Mondiale), Peter Sagan (Bora-hansgrohe), Sep Vanmarcke (Cannondale-Drapac), Tiesj Benoot (Lotto Soudal), Tom Boonen, Zenek Stybar, Niki Terpstra, Matteo Trentin (Quick-Step Floors), Edvald Boasson Hagen (Dimension Data), Lars Boom (LottoNL-Jumbo) i Jasper Stuyven (Trek-Segafredo).

Chociaż najszybsi kolarze peletonu w ostatnich latach preferowali Paris-Nice jako ostatnią fazę przygotowań przed Milano-Sanremo, czekają nas sprinterskie pojedynki na samym szczycie. O kolejne etapowe zwycięstwa powalczą między innymi Fernando Gaviria (Quick-Step Floors), Mark Cavendish (Dimension Data), Caleb Ewan (Orica-Scott), Elia Viviani (Team Sky), Fabio Felline (Trek-Segafredo), Juan Jose Lobato (LottoNL-Jumbo) czy wspominany wcześniej Peter Sagan.