Quick Step Floors / Tim De Waele

Jak przekonać nowych sponsorów do zasilenia budżetu drużyny kolarskiej? Najskuteczniejszą metodą jest wygrywanie wyścigów. A ponieważ ilość znacznie łatwiej jest zmierzyć niż jakość, należy ich wygrywać dużo. Wiemy to my, wie także Patrick Lefevere, którego drużyna od czasów rozwiązania HTC niepodzielnie przoduje w tej statystyce.

Tegoroczne odliczanie rozpoczęło się już 6 stycznia, kiedy debiutujący w barwach Quick-Step Floors Jack Bauer wywalczył mistrzostwo Nowej Zelandii w jeździe indywidualnej na czas. Chociaż występ kolarzy w pierwszym wyścigu rangi WorldTour sezonu, Tour Down Under (być może z braku Australijczyków w składzie) należał do anonimowych, w tym samym czasie Fernando Gaviria, Tom Boonen i Maximiliano Richeze rządzili i dzielili w Argentynie, a niewiele później Marcel Kittel w Dubaju.

Tym samym belgijska drużyna ma na swoim koncie już 10 triumfów, podczas gdy Ag2r La Mondiale, Astana, Bora-hansgrohe, Dimension Data i LottoNL-Jumbo cały czas czekają na swój pierwszy sukces. Jak zdradza doświadczony menedżer Quick-Stepu, wczesne zwycięstwa pozwalają na zrzucenie ze swoich pleców presji, a kluczem do nich jest inwestowanie w najszybszych sprinterów.

“Zawodnicy i cała ekipa wiedzą, że lubię otwierać sezon w ten sposób. Niektóre drużyny mają problem z wygrywaniem wyścigów w pierwszych miesiącach roku i wyraźnie widać, jak przekłada się to na stale rosnące napięcie, całkiem jakby nosili na plecach dodatkowy ciężar. Sam staram się unikać stresu, zarówno w życiu prywatnym, jak i wewnątrz drużyny. Nikomu on nie służy,”

– powiedział w wywiadzie udzielonym Cyclingnews Lefevere.

“Z drugiej strony, każde zwycięstwo ma budujący wpływ na drużynę. Sukces rodzi sukces, motywując każdego jej członka. Te sukcesy gwarantują sprinterzy – zostało to udowodnione matematycznie. Właśnie dlatego lubię mieć w składzie najskuteczniejszych z nich.”

I ma, a z Kittelem i Gavirią w drużynie, nawet w perspektywie rychłego odejścia Boonena, przyszłość wydaje się jasna. Nie jest pewne, jaka chemia łączy wyżej wspomniany duet, jednak menedżer Quick-Stepu podkreśla, że będą realizowali odrębne programy tak często, jak będzie to możliwe, czemu sprzyjają ich odmienne predyspozycje.

Nieco kapryśny Niemiec być może ulega nastrojom i wymaga idealnego rozprowadzenia, ale belgijska drużyna dysponuje odpowiednimi narzędziami, by wprowadzić w życie taki scenariusz. Kiedy natomiast okaże się to niemożliwe, do głosu coraz częściej będzie dochodził 22-letni Kolumbijczyk, któremu niestraszny jest deszcz, Poggio czy kocie łby.

“Będziemy unikali wysyłania ich na te same wyścigi, jednak taka sytuacja kilka razy będzie miała miejsce. Wtedy kluczowym będzie, aby obaj byli w wysokiej formie. Wówczas będziemy rozgrywać wyścig jak w Argentynie, gdzie Gaviria i Boonen podzielili się zwycięstwami, a swoją szansę wykorzystał również Richeze.”