Fot. Team Sky

Poszedł do Marca Madiot, szefa FDJ, podziękował mu za to, co dla niego zrobił i powiedział, że potrzebuje zmiany. Teraz albo nigdy. Czy wyjdzie mu ona na dobre, okaże się w ciągu kilku najbliższych miesięcy. 

Kenny Elissonde ma 25 lat, waży tylko 59 kilogramów, a najważniejszą pozycję w jego kolarskim CV stanowi etapowe zwycięstwo w hiszpańskiej Vuelcie 2013, odniesione na słynnym Angliru.

Francuz twierdzi, że koniec sezonu 2016 był momentem z gatunku teraz albo nigdy, jeśli chodzi o zmianę drużyny. Dwiema najbardziej zainteresowanymi jego osobą ekipami były Quick-Step i Team Sky. Z Rodem Ellingworthem, który pracuje obecnie u Dave`a Brailsforda, miał kontakt jeszcze jako amator.

“Dla Francuza najłatwiejszym rozwiązaniem jest po prostu zostać we Francji i czuć się komfortowo. We Francji jest kilka dobrych drużyn, jak chociażby właśnie FDJ, ale ja poczułem, że jeśli nie zmienię drużyny teraz, to być może nie zrobię tego nigdy. Z każdym rokiem w FDJ czułem się coraz bardziej bezpiecznie, więc kiedy pojawiła się możliwość, by odejść, powiedziałem sobie – teraz albo nigdy”, powiedział Elissonde portalowi CyclingNews.

No i trafił teraz do innego świata, w którym jest dopiero trzecim Francuzem w niespełna siedmioletniej historii Team Sky. Analizując losy podobnych do Elissonde zawodników, można skłaniać się ku zapowiedzi, że stanie się jednym z trybów niezniszczalnej maszyny do wygrywania wielkich tourów. Mniej prawdopodobne jest, że dostanie szansę na przykład zabrania się do długiej ucieczki, co jest jednym z jego ulubionych sposobów jazdy w trudnym, górskim terenie.

“Chcę być dobrym ‘góralem’ i kontynuować mój rozwój. Mam nadzieję, że będę miał ku temu możliwości, bo wiadomo, że losy poszczególnych kolarzy w Sky nie zawsze toczyły się w ten sposób. Każdy jest tutaj dla mnie bardzo pomocny, myślę, że jest to inna drużyna niż może wydawać się z zewnątrz. Ludzie myślą, że jesteśmy jak roboty i nie ma tu żadnego ciepła, ale tak nie jest”, uważa Elissonde.

Gdy odwiedziliśmy ekipę Sky podczas styczniowego zgrupowania na Majorce, nie spotkaliśmy Elissonde, ponieważ trenował w tym czasie z Chrisem Froomem na południu Francji. Wymagające, ale przebiegające w miłej atmosferze treningi z trzykrotnym zwycięzcą Tour de France przerwał Tim Kerrison, który podjechał samochodem do swojego nowego podopiecznego, kazał mu przerwać trening, spakować się i lecieć do Australii na wyścig Tour Down Under, by zastąpić Owaina Doulla, który doznał ataku wyrostka robaczkowego.

Co ciekawe, kalendarz startów Kenny`ego Elissonde nie został jeszcze sprecyzowany. Wiadomo, że wystartuje u boku swojego lidera w Herald Sun Tour, a później być może weźmie udział w Paryż-Nicea. Udział w Wielkiej Pętli jest raczej mało prawdopodobny, ale w hiszpańskiej Vuelcie już bardziej.

“Nie wiem jeszcze, jakie dokładnie będą moje zadania, ale być może start w Paryż-Nicea byłby dobrym pomysłem, ponieważ mieszkam w Nicei. Jednocześnie na tym wyścigu będzie spora presja, ponieważ drużyna wystartuje w nim z celem odniesienia zwycięstwa. Pojadę tam, gdzie drużyna uzna, że przydam się najbardziej. Źle bym zrobił, gdybym powiedział: chcę jechać tam lub tam, ponieważ nie wiem, w jakim wyścigu drużyna oczekuje ode mnie, bym był efektywny”, wyjaśnił Elissonde.

Dziennikarz portalu CyclingNews zażartował w tekście, że skoro Kenny Elissonde używa już słowa “efektywność”, to oznacza, że jest już w połowie drogi do całkowitej adaptacji w drużynie Sky.