Fot. Marek Bala / naszosie.pl

Szef Team Sky, Dave Brailsford, cieszył się największym zainteresowaniem podczas spotkania z mediami na Majorce. Zdecydowana większość pytań dotyczyła ostatnich kontrowersji wokół tajemniczej paczki i systemu TUE, ale nam udało się zapytać także o polskie trio, czyli Michałów Kwiatkowskiego i Gołasia oraz Łukasza Wiśniowskiego. 

Popularny “Wiśnia” ma wzmocnić drużynę w wyścigach klasycznych. Znany z elokwencji Brailsford umieścił Polaka w dwóch stworzonych przez siebie kategoriach kolarzy – takiej, w której zawodnik uczy się, jak odnosić sukcesy na własne konto, oraz tej, w której pomaga zwyciężyć innym. W takich rolach szef Sky widzi Łukasza Wiśniowskiego.

Obserwowaliśmy go długo. Ma znakomitą moc, jest bardzo silny. Mogę porównać jego charakterystykę do Iana Stannarda lub Luke`a Rowe` a. Myślę, że będzie dla nas dużym wzmocnieniem w wyścigach jednodniowych – odpowiedział Brailsford zapytany przez nas, czego oczekuje od Wiśniowskiego.

Pierwszy sezon Michała Gołasia i Michała Kwiatkowskiego w Team Sky Dave Brailsford uważa za udany, choć wyraził nadzieję, że “Kwiato” uwolni swój potencjał, bo co do wielkości jego talentu i umiejętności nie miał najmniejszych wątpliwości.

Michał Gołaś to fantastyczny facet, nie tylko na rowerze, ale także poza nim. Ma świetny charakter i wiele wnosi do drużyny. Cenię sobie także jego doświadczenie i wiedzę, która jest nieodzowna w pełnieniu roli kapitana drużyny podczas wyścigów. Kwiatkowski miał dobry początek sezonu, ale potem chorował i nie miał szczęścia, to wielki talent, tylko musimy go trochę z niego wydobyć. Generalnie Polacy w Sky to znakomici kolarze – odparł Brailsford, gdy zapytaliśmy go, czy jest zadowolony z polskich kolarzy w Team Sky.

Dave Brailsford poruszał się po hotelu uśmiechnięty, jednak wydawało się, że była to w większym stopniu dobra mina do złej gry niż rzeczywiście dobry nastrój założyciela i szefa Team Sky. W rozmowie z brytyjskimi dziennikarzami zachowywał spokój i znany wszystkim styl sprawnego retoryka, ale momentami popadał w zakłopotanie.

Wydawało się, że najtrudniejszym pytaniem, jakie zadał mu jeden z brytyjskich dziennikarzy, było to, czy wobec ostatnich kontrowersji zamierza ustąpić z pełnienia funkcji szefa “niebiańskich”.

Wyznaczyłem sobie wysokie standardy, i gdyby okazało się, że nie mogę ich spełniać, wówczas rozważyłbym tę opcję. W pełni akceptuję to, że odbiór mojej osoby może być nienajlepszy, ale ja wiem, że robię wszystko właściwie i koncentruję się na przyszłości. Myślę o tym, co będę robił za rok, dwa, a nawet później. Zamierzam kontynuować to, co robię od wielu lat – powiedział Brailsford.

Brytyjczyk musiał odpowiedzieć również na pytanie o relacje z Chrisem Froomem, który w jednym z ostatnich wywiadów nie udzielił mu poparcia i zdystansował się od tego, co dzieje się teraz wokół Brailsforda.

Nasza komunikacja polega na tym, że rozmawiamy, w jaki sposób raz jeszcze wygrać Tour. Dużo dyskutujemy o tym, co zrobić, by pokazać się w tym wyścigu z jak najlepszej strony. Ważne jest także to, by Chris umocnił swoją i tak już znakomitą pozycję kolarza specjalisty od wielkich tourów, a zwłaszcza Tour de France. W tym sensie nasza relacja jest taka sama jak przedtem – dyplomatycznie wytłumaczył Brailsford.

Mimo że sposób wypowiadania się Dave`a Brailsforda nie zmienił się i pewnie nigdy się nie zmieni, to nie da się pozbyć wrażenia, że okoliczności towarzyszące rozmowie z dziennikarzami były zgoła odmienne niż w zeszłym roku. Nas jednak powinno cieszyć przede wszystkim to, że polska grupa w Team Sky trzyma się dzielnie i zasłużyła sobie na szacunek i zadowolenie szefostwa ekipy.

Z Majorki, Marta Wiśniewska