Niedawno pisaliśmy o wyczynie Johana Museeuwa, który przez 24 godziny kręcił na rowerze stacjonarnym, by pomóc organizacjom wspierającym uchodźców. Teraz, na podobny pomysł wpadł Jens Voigt, który ma zamiar wspomóc fundację walczącą z rakiem, wjeżdżając w Berlinie na kolarski Everest.

Niemiecki emerytowany mistrz ma zamiar wesprzeć fundację Tour de Cure, walczącą z nowotworami. Wszystko ma odbyć się 2 stycznia na słynnym berlińskim wzniesieniu Teufelsberg. Podjazd ten liczy sobie około 90 metrów w pionie. Tym samym Voigt będzie zmuszony pokonać go nieco ponad 98 razy, by wjechać na Everest (wykręcić przewyższenie równe 8848 metrów).

Oczywiście słyszałem już głosy, że jestem szalony, ale drodzy państwo, czy ja kiedykolwiek mówiłem, że tak nie jest? Po rekordzie godzinnym, który poprawiłem już jakiś czas temu, przyszedł czas na coś nowego. Podejmę się wyzwania z dwóch powodów. Przede wszystkim chcę wesprzeć organizację Tour de Cure, walczącą z rakiem. Po drugie, dobrze wiecie jak bardzo lubię sprawdzać swoje limity. Tym razem również chce, by był to test mojej wytrzymałości. Jestem pewien, że tym razem wielokrotnie będę mówił sobie w myślach moje motto “shut up legs”. Nie zdziwię się, jeśli będzie to najtrudniejsza próba w moim życiu. – powiedział organizator eventu na oficjalnej konferencji prasowej.

Z pewnością dodatkowym utrudnieniem może być fakt, że Voigt spróbuje swoich sił na rowerze przełajowym.