fot. Zamana Group

15 września kolarskie bóstwo skoncentrowało całą swoją niebiańską uwagę na Mieście Świętej Wieży. Nic dziwnego: to właśnie w Częstochowie tego dnia wyznawców szosowego sportu było najwięcej w całej Polsce. Do zmagań z Jurą ruszyło blisko 400 śmiałków.

Opowieść o Częstochowa Trek Race musi zacząć się od wyznania grzechów i gotowości podjęcia zadośćuczynienia. Występkami najcięższej wagi było zaniedbanie treningów oraz zlekceważenie dietetycznego rygoru. Dopiero uświadomienie sobie swoich słabości oraz mocne postanowienie poprawy pozwalało na przystąpienie do tego kolarskiego wyścigu. Na Placu Biegańskiego przez całe niedzielne przedpołudnie aż kłębiło się od zawodniczek i zawodników, którzy z czystym sumieniem oraz zaprawionymi mięśniami zapisywali się do startu.
Gęsty tłum ludzi na najbardziej reprezentacyjnym placu Częstochowy spowodowany był także wieloma atrakcjami przygotowanymi przez organizatorów oraz partnerów wyścigu. Nie sposób było nie zauważyć pięciu pięknie obrandowanych autobusów, a stoisko Treka i Fabryki Rowerów z dumą rozpychało się w miejskiej przestrzeni. Przedstawione tam najnowsze modele rowerów – w tym światowa premiera najnowszego modelu Domane – mogły wieść na pokuszenie niejednego. Trudno było oprzeć się tym wszystkim cudom prezentowanym sprzętom. Niejednego na Plac Biegańskiego sprowadziła też obecność postaci z kolarskiego panteonu: spotkać tam można było Jensa Voigta, Przemysława Niemca oraz Cezarego Zamanę.

Gdy z upływem kolejnych kwadransów, kolejka chętnych do zapisu nie topniała, a listy startowe zapełniały się w tempie jednostajnie przyspieszonym, organizatorzy poczęli modlić się do opatrzności, by dla wszystkich starczyło chipów. Koniec końców, mimo frekwencji znacznie przekraczającej najśmielsze przypuszczenia wszystkich, każdy ze startujących został sklasyfikowany na podstawie precyzyjnego pomiaru czasu.

Dość jednak technikaliów, których w opowieści o zmaganiach ludzi z pozaziemską mocą powinno być jak najmniej.
W południe, gdy jeden z zakonników w klasztorze na Jasnej Górze wdrapał się na dzwonnicę, a majestatyczny dźwięk popłynął nad całą Częstochową, z Placu Biegańskiego na spotkanie z nieprzewidywalnym losem ruszyły setki zawodniczek oraz zawodników. Przez kolejne godziny mierzyli się oni z niełatwą trasą. Przy kolejnym sztywnym podjeździe lub pokonywanym z dużą prędkością, w głowie niejednego kolarza myśli same układały się w błagalne prośby o pomyślność. Podczas gdy w mijanych przez peleton urokliwych kościółkach z XVII lub XVIII wieku staruszki odliczały kolejne dziesiątki różańca, zawodnicy odliczali kilometry dzielące ich od mety. Ta niezaprzeczalnie musiała kojarzyć się im ze sportowym rajem: dotarcie tam na czołowej pozycji oznaczało nie tylko prestiżowe zwycięstwo, lecz także zgarnięciem atrakcyjnych nagród od sponsorów. Ich wartość sięgała niebotycznych 70 000 złotych.

Pokonywany dystans kosztował utratę sił. Rosnące w peletonie zmęczenie nie oznaczało jednak spadku ambicji. Każdy walczył do końca – nawet jeśli ostatnie kilometry trzeba było pokonać niemalże na kolanach, dając z siebie wszystko. Ostatecznie, na dystansie Pro triumfował Adam Adamkiewicz ze Strefy Sportu, pokonując 100 kilometrów w czasie 2:28:09.46 i minimalnie wyprzedzając Przemysława Niemca (Trek Masters Team, 02:28:10.09) oraz Piotra Nowackiego (Ośka Warszawa, 02:28:51.43).
Na dystansie ½ Pro bezkonkurencyjny okazał się Michał Nabiałek (Fabryka Rowerów, 1:22:10.52), który pokonał Cezarego Mullera (Fabryka Rowerów, 1:22:14.91) oraz Mikołaja Szewczyka (BodyiCoach Cycling Team, 1:22:40.19). Spośród kobiet rywalkom szans nie dała Katarzyna Brewińska (Polart Nutraxx Team, 01:24:10.81), zostawiając za sobą Angelikę Tiołkę (JAS-KÓŁKA, 1:26:30.86) oraz Magdalenę Chmielewską (NaSzosie Team, 1:30:16.61).

Podczas całego Częstochowa Trek Race nie brakło kolarskich uniesień. Wchodząc na wysoką kadencję i przemierzając surową jurajską krainę, można było poczuć mistycyzm kolarstwa – ten szczególny rodzaj wtajemniczenia charakterystyczny dla szosowej dyscypliny. Każdy z blisko 400 startujących wracał do domu z bogatym pakietem wspomnień, których dostarczył mu wyścig. Można być niemal pewnym, że za rok powrócą oni tutaj znowu, czyniąc Miasto Świętej Wieży miejscem swojej kolarskiej pielgrzymki.

Organizatorami Częstochowa Trek Race byli Zamana Group oraz Fabryka Rowerów i Trek Bicycle. Partnerem wydarzenia było miasto Częstochowa, którego prezydent Krzysztof Matyjaszczyk objął wyścig swoim honorowym patronatem.

Ostatni w tym roku wyścig cyklu Road Tour to Skierniewice Road Race – czyli weekend kolarskich wyzwań (28-29 września). Zawodnicy zmierzą się w jeździe indywidualnej na czas, miejskim kryterium oraz w wyścigu ze startu wspólnego.