Fot. www.wesola.waw.pl

Istnieje takie pojęcie, jak „ambiwalentne” i dokładnie takie są moje odczucia, gdy pojawia się temat ścieżek rowerowych. Temat ten działa na zainteresowanych tak, jak muzyka Metalliki na słuchaczy – można kochać lub nienawidzić, nie ma postaw pośrednich.

Ścieżki rowerowe, to temat, który regularnie pojawia się w emocjonalnej diatrybie medialnej – kierowcy samochodów wiedzą swoje, rowerzyści wiedzą swoje, architekci ścieżek najczęściej nie mają pojęcia o jeździe na rowerze, a najgorzej czują się tacy jak ja – będący i kolarzami – amatorami, jak i kierowcami. Rozdwojenie jaźni niemal pewne. Kilka poniższych uwag chciałbym podzielić na dwie części: teoretyczną i praktyczną. Jak łatwo się domyśleć, nie idą one ze sobą w parze.

Kilka słów o teorii. Mając do dyspozycji ściągawkę w postaci Kodeksu Drogowego jasnym się staje, że zgodnie z art. 33 „rowerzysta ma obowiązek korzystać z drogi dla rowerów jeżeli jest ona wyznaczona dla kierunku w którym się porusza”. I tu jest ów przysłowiowy pies pogrzebany, bo jeśli droga wyznaczona dla rowerów jest jednokierunkowa, to rowerzysta zobowiązany jest do poruszania się tą drogą w wyznaczonym kierunku. W przeciwnym, zobowiązany jest do poruszania się jezdnią. To jest pierwszy punkt, powodujący niesnaski między cyklistami a kierowcami – wynika on z braku wiedzy, bo większość wychodzi z założenia, że jak jest ścieżka to MUSZĘ nią jechać, jeśli dysponuję jednośladem. Standardem są sporne sytuacje wynikające z tego – owszem, ścieżka jest, ale znaczenie ma nie tylko gdzie jest, ale i jak jest oznakowana.

Drugą sytuacją jest korzystanie z tzw. ciągu pieszo-rowerowego. W tym wypadku także były wątpliwości, czy zastosowanie tego znaku jest dla rowerzystów obligatoryjne, czy też obowiązkowe. Niestety – bo wiem, że wielu rowerzystów zmartwię – wykładnia jest prosta. Mamy obowiązek jechać ciągiem pieszo-rowerowym, definiuje to Rozporządzenie w sprawie znaków i sygnałów drogowych (§ 40), jasno narzucając taki obowiązek. Wyciąg z rozporządzenia: umieszczone na jednej tarczy symbole znaków C-13 i C-16 oddzielone kreską poziomą oznaczają, że droga jest przeznaczona dla pieszych i kierujących rowerami. Kierujący rowerami są obowiązani do korzystania z tak oznakowanej drogi, jeżeli jest ona wyznaczona dla kierunku, w którym oni poruszają się lub zamierzają skręcić. Ruch pieszych i rowerów odbywa się na całej powierzchni tak oznaczonej drogi.

Tyle z teorii, do której, jako rowerzysta gdzie się da i kiedy się da, staram się stosować. Jeżdżę ścieżkami rowerowymi, bo chcę funkcjonować zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami i nie dawać pretekstu do zaogniania sytuacji między rowerzystami a kierowcami.

Czy dobrze na tym wychodzę? Nie.

Kwestia pierwsza – z czego są budowane ścieżki (pomijając kwestię, że ma być z założenia najtaniej)? Najczęściej jest do zwykła płyta chodnikowa, czasami kostka Bauma, a z projektów unijnych – może być to i asfalt.

Płyta chodnikowa, ułożona na utwardzonym piasku traci swoje właściwości po kilku pierwszych opadach deszczu. Jadąc takim wytworem, istniejącym w próżni między ścieżką a chodnikiem, na ruszających się w sposób niezsynchronizowany płytach, łatwo o rozwalenie koła. Próg ryzyka podnosi się wraz z pogarszającymi się warunkami atmosferycznymi – takie ruszające się płyty jesienią, lub zimą mogą być po prostu zabójcze.

Kostka Bauma; to kolejne z ciekawych rozwiązań. Już dwa miesiące po uroczystym przecięciu wstęg przez wszystkich włodarzy danego miasteczka, taka ścieżka staje się klasycznym torem przeszkód, a różnice poziomu między kolejnymi kostkami sięgać mogą kilku centymetrów. Kostka też błyskawicznie się wykrusza, pozostawiając niebezpieczne dla kół krawędzie. Jazda po zniszczonej kostce Bauma to stąpanie po cienkim lodzie.

Asfalt; to najnowszy, najczęściej dotowany unijnie projekt. Tu, jeśli jest odpowiednio ułożony, nie ma się do czego przyczepić; a to, że nie ma się do czego przyczepić łatwo udokumentować w następujący sposób: w każdym miejscu, gdzie równolegle wzdłuż starszego chodnika biegnie nowsza ścieżka, to na właśnie tą ścieżkę przenosi się cały ruch z równoległego, odległego o pół metra chodnika. Efekt jest łatwy do przewidzenia; gdy nad chodnikiem hula co najwyżej wiatr, nanosząc nań opadające z drzew symbole jesieni, równocześnie ścieżka tętni życiem, poruszają się nią kolejno: piesi, kierowcy, parkujące samochody, matki z wózkami, babcie wracające ze szkół z wnuczkami, spacerowicze z pieskami na kilkumetrowych smyczach. Niestety, na rowerzystów miejsca często brak.

Ostatnia rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę, to absurdy, wynikające ze – śmiem twierdzić – czystej i przewrotnej złośliwości architektów tychże ścieżek. Korci, by w tym miejscu ogłosić konkurs, kto podeśle zdjęcie większego absurdu zauważonego na ścieżkach rowerowych, a sam miałbym w tym względzie znaczne pole do popisu. I tak, kolejno, z czym możemy się na nich zetknąć. Drzewa bądź słupy, rosnące koniecznie pośrodku ścieżki. Słupki, montowane przy przejazdach, ale nie z boku ścieżek, tylko wprost na nich. Tradycyjne przejazdy „donikąd” kończące się na płocie, jakby ścieżkę projektował wielbiciel Harrego Pottera, znikającego w ścianie. I krawężniki, te krawężniki, które co dzień pilnują, bym przed pracą nie musiał spożywać kawy; o podniesione ciśnienie dbają właśnie krawężniki. Koniecznie układane w poprzek, i nigdy najazdowe. Kładzione koniecznie w każdym możliwym miejscu, a najlepiej przy każdej bramie przy drodze.

Podejrzewam, że każdy z Was, poruszających się ścieżkami rowerowymi takimi przykładami może sypać jak z rękawa.

Fot. www.mapa.targeo.pl
Fot. www.mapa.targeo.pl

I rzecz ostatnia, związana już bardziej z moimi osobistymi doświadczeniami. Kogo obawiam się najbardziej, jeżdżąc na rowerze? Nie, wcale nie kierujących samochodami (tu przynajmniej można domniemywać, że skoro ktoś prowadzi samochód, to raczej ma do tego niezbędne przeszkolenie), a rowerzystów właśnie. Zdaję sobie sprawę, jak przykra jest to uwaga, ale codziennym standardem na ścieżkach rowerowych jest: niesygnalizowanie manewru, jeżdżenie od prawej do lewej, brak jakiegokolwiek oświetlenia roweru, stosowanie manewrów, nie mających żadnego uzasadnienia oraz zatrzymywanie się i zmienianie kierunku jazdy bez żadnej, dającej się dostrzec, przyczyny. Potwierdzeniem tego jest fakt, że nigdzie indziej, jak właśnie na ścieżce rowerowej rowerzystka zafundowała mi połamanie ręki w trzech miejscach. Miła pani jadąca z telefonem przy uchu zajechała mi drogę tak, że nie chcąc jej pokiereszować, wykonałem gwałtowne salto, wykonane skądinąd z gracją, ale z mniej udanym lądowaniem. Na cztery miesiące starty w wyścigach poszły w odstawkę. Rowerzystka z miejsca oczywiście uciekła.

To jak to jest u Was z tymi ścieżkami? Jeździcie nimi?

Poprzedni artykułZmarł Zenon Czechowski
Następny artykułOcena grup World Tour 2016 – Orica – BikeExchange
"Master of disaster" Z wykształcenia operator saturatora; brak możliwości pracy w wyuczonym zawodzie rekompensuję jeżdżąc rowerem i amatorsko się ścigając, bardzo lubię też o tym pisać. Rytm tygodnia, miesiąca i roku wyznacza mi rower. Lubię się ścigać, i gdy jakiś wyścig mi nie wyjdzie, to wśród kolegów-kolarzy mówię, że jestem redaktorem sportowym, a gdy jakiś tekst mi nie wyjdzie, wśród redaktorów mówię, że jestem kolarzem-amatorem. I tylko do teraz nie rozgryzłem, czy bardziej lubię się ścigać, czy też pisać o tym, dlatego nadal zamierzam czynić i jedno i drugie, póki starczy sił.
guest
9 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Mariusz
Mariusz

Ten artykuł pokazuje, że jego Szanowny Autor jest hurraoptymistą lub zwyczajnym marzycielem.
To tak, jakby czołgiście zwrócić uwagę, żeby nie jechał jezdnią a polami, bo zniszczy gąsienicami asfalt.
Tak mniej więcej widzę edukację naszego społeczeństwa, by korzystali z wybudowanej w naszym kraju infrastruktury w sposób przewidziany w obowiązujących w naszym kraju ustawach i rozporządzeniach.
Tzw. ścieżki czy ciągi pieszo-rowerowe wybudowane na miejscu zwężonych w tym celu chodników to istna głupota. Z punktu widzenia kierowcy NIE WIDAĆ jadącego wprost obok takiego rowerzysty, dojeżdżamy do skrzyżowania i nagle rowerzysta wyskakuje nam z tyłu z prawej jak z procy. Cóż z tego, że ma pierwszeństwo?! Kierowca patrzy w lewo, tzn, czy może wjechać na rondo. Zanim spojrzy w prawo często jest za późno. Większość, szczególnie niedzielnych rowerzystów, to kierowcy samochodów, traktujący “z góry” rowerzystów zwyczajnie boi się jeździć po ulicach, bo wie, co na nich tam czeka. Jeśli boją się jeździć rowerem po jezdni niech jeżdżą po lesie.
Co należałoby zrobić, żeby to zmienić?
Propozycji jest kilka, wiem, że kosztowne, ale życie ludzkie droższe:

1. Likwidacja ścieżek rowerowych, bo zwyczajnie się nie sprawdziły, szczególnie te na chodnikach.
2. Przy ciągach pieszo-rowerowych należy przebudować całość tak, by z prawej strony jezdni wydzielić pas ok. 1,5 m pobocza TYLKO DLA ROWERÓW. Takie rozwiązanie znakomicie funkcjonuje we Francji i Hiszpanii, ale jest jeden warunek: szeroka kampania społeczna pod tytułem: POBOCZE JEST ŚWIĘTE! TYLKO DLA ROWERÓW, może być z asfaltu koloru czerwonego, zielonego albo zwyczajnie odmalowane białą linią, ale wjazd samochodem na nie (jest kilka dróg krajowych z takim poboczem i służy ono głównie do wyprzedzania “na trzeciego”) byłby karany wysokim mandatem.
3. Poszerzenie dróg wojewódzkich i krajowych w perspektywie np następnych 10 lat o pobocza odmalowane linią.
4. Niestety – jeśli już ścieżka, ciąg czy droga dla rowerów przebiega przez skrzyżowanie to należy ABSOLUTNIE wprowadzić nakaz PRZECHODZENIA PIESZO dla rowerzystów. To częściowo chociaż ochroni ich przed nadjeżdżającym od lewej samochodem. Jeżdżę rowerem od 40 lat, samochodem od niecałych 30 i uwierzcie – za każdym razem zbliżąjąc się do takiego skrzyżowania lub ronda zdecydowanie zwalniam. Ja, ale czy inni mają świadomość tego zagrożenia?!

Od 30 lat trenuję kolarstwo. 🙂 Gdyby ktoś pytał…

Rafał nie-Majka
Rafał nie-Majka

Podpisuję się pod powyższym artykułem w całej rozciągłości. Dodam jeszcze, że niestety przy zatwierdzaniu projektów infrastruktury rowerowej (pasy, droga dla rowerów) często rządzi niekompetencja i nieodpowiedzialność. Czasem na ddr(droga dla rowerów) lub ciągu pieszo-rowerowym nie ma jak zjechać – brak połączenia z jezdni (barierki, trawniki itd.). Często ddr zaczyna i kończy się na chodniku a nie na jezdni. Na skrzyżowaniach ddr czasem przewidują jeden kierunek ruchu a nie możliwość skrętu w ulicę w lewo, w prawo oraz jazdę prosto. Błędy popełniane 10-20 lat temu w 95% nie są eliminowane, co oznacza, iż obecni zarządcy dróg wogóle nie monitorują pod kątem rowerów całej przestrzeni drogowej. Tam, gdzie nie ma owej infrastruktury, oznakowanie drogowe w znacznej większości nie jest przystosowane dla ruchu rowerów. To powoduje, że kierując się własnym bezpieczeństwem rowerzyści albo muszą dalej jechać jezdnią albo czując zagrożenie na drodze jadą chodnikiem. Piszę o Warszawie.

Marcin
Marcin

w 100% zgadzam się z autorem. sam na co dzień dojeżdżam do pracy na rowerze korzystając ze wszystkich możliwych rodzajów dróg (ulica, pas rowerowy, ddr, cpr). mam jedna prośbę do autora tego tekstu i do innych osób piszących na ten temat, abyśmy używali poprawnej nazwy – nie ścieżka tylko droga dla rowerów, na której to obowiązują takie same przepisy jak na drodze po której poruszają się samochody. wówczas może z biegiem czasu trafi to do coraz większej liczby uczestników ruchu, że należy właśnie poruszać się po tej drodze zgodnie z przepisami. pozdrawiam Marcin

Yanev
Yanev

Jednych wypędzili z rowerami z miejskiej dżungli w pola i lasy … a dokąd muszą usunąć się kolarze szosowi? Już obecnie w większych aglomeracjach mają gorzej niż dzikie zwierzęta, dla których budują m.in. przejścia pod autostradami. Czy ci, do których należy podejmowanie decyzji, wiedzą chociaż, że po zdecydowanej większości tych tzw. ścieżek rowerowych szosówką nie da się ani nie ma sensu jeździć? Kiedyś o sile polskiego kolarstwa stanowiły kluby LZS – czy teraz znowu będą się liczyć głównie kolarze z prowincji?

orstes
orstes

Dokładnie, jak pisze Yanev, biedni kolarze szosowi, nawet jeśli amatorzy, są skazani na życzliwość policji i braki w kreatywności drogowców. Gorzej gdy trafi się na nieżyczliwych policjantów i kreatywnych drogowców (włodarzy miasta) i zostaniecie skierowani na drogę rowerową najeżoną korzeniami i nawierzchnią z piachu. W mieście niemożliwe? Zapraszam do Piły, gdzie miałem wątpliwą przyjemność odbyć rozmowę z dumnymi ze swego miasta Policjantami, którzy skierowali mnie na drogę rowerową, a która to droga na odcinku 3 km była li i jedynie pustynią. Na szczęście za miastem nie starczyło gotówki na oznaczenie dróg rowerowych i mogłem wrócić na dziurawą ale jednak szosę.

paser
paser

Niestety to wszystko prawda. Najpoważniejsze wypadki ostatnich lat, a w zasadzie jakie w ogóle miałem (mój syn również), to właśnie na ścieżkach rowerowych, po których łazili piesi (i psy) – i to jest najgorsza zaraza. Mimo wszystko na jezdni jest bezpieczniej, kierowcy są bardziej zdyscyplinowani. No, ale skoro do jazdy rowerem nie są potrzebne żadne uprawnienia, to mamy efekty. Ponieważ garnitur pasuje dopiero w którymś tam pokoleniu, to cywilizowanie polaczków trochę jeszcze potrwa, aczkolwiek przez ostatnie lata zauważam duży postęp. Nie do końca zgodzę się w kwestii ścieżek asfaltowych. Zauważyłem, że jeśli ścieżka jest asfaltowa to piesi rzadziej na nią wchodzą, chyba bardziej zwraca uwagę i może kojarzy się z jezdnią.

asedio
asedio

Potrzebujemy reprezentanta, który powalczy o nasze prawa i z głupotą urzędników, którzy żeby tylko kasę z UE wyrwać pchają nas na te słupy korzenie i smycze dla psów.
Czesław Lang byłby najlepszy.

eliza
eliza

bardzo ciekawe i niestety słuszne uwagi. Z perspektywy ponad 200,000 przejechanych rowerowo kilometrów oceniam, że najbardziej niebezpiecznym miejscem dla rowerzysty jest niestety właśnie ścieżka. Nie tylko z racji na wspomniane mankamenty nawierzchniowe (btw ścieżki asfaltowe też są nagminnie wykonywane wadliwie, są garbate i pofalowane vide Most Północny) ale głównie z uwagi na ich nędzną szerokość. Bo niestety są to właśnie ciągle ścieżki a nie drogi rowerowe. Bogate w zaskakujące zakręty, uskoki i przejazdy. Unikam jak mogę, tworzę mapę dróg BEZ ścieżek rowerowych i jeżdżę nimi często mocno nadkładając drogi (a i tak szybciej jestem u celu).
Osobne zagadnienie stanowi sytuacja, kiedy ścieżka owszem jest wzdłuż jezdni, ale do jazdy się nie nadaje: http://kochamrower.net/zmuszona-przez-policje-do-jazdy-po-lodzie

issa
issa

być moze ścieżki rowerowe mają swoje mankamenty, choc jako (także) rowerzystka, rekraacyjna, aż tak nie narzekam. Natomiast to jeszcze nie jest powod, żeby zjeżdżać ze ścieżki na jezdnię, wbrew przepisom.
Ja samochodem też nie wjeżdżam na ścieżke rowerową, czy chodnik, kiedy spotkam dziurę w jezdni.
I tyle w temacie.