Rabobank-Liv

Francuzka została mistrzynią świata w trzech dyscyplinach w 12 miesięcy, jednak nie potrafiła kontynuować pasma sukcesów.

Pauline rozpoczęła podbój kolarskiego świata w 2014 roku. Najpierw zdobyła tytuł w Ponferradzie, a potem powtórzyła sukcesy w kolarstwie przełajowym i górskim. Sezon 2015 na szosie był jednak dość nieudany (tylko jedna wygrana w tęczowej koszulce), ale był to dopiero początek kłopotów. Kontuzje i choroby popsuły również obecny rok, w którym Ferrand-Prevot celowała w Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Na szosie zajęła 26. miejsce, a wyścigu MTB nie ukończyła. O swoim koszmarze zdecydowała się publicznie powiedzieć w L’Equipe.

Dni po Igrzyskach były straszne. Przez dwa tygodnie byłam w Paryżu, w domu mojej najlepszej przyjaciółki i z nikim się nie widziałam. Myślę, że to najgorsze dni życia. W dniu wyścigu byłam jedynie niezadowolona ze swojego występu, ale potem, pomimo unikania sieci społecznościowych, słyszałam o sobie bolesne rzeczy.

Francuzka zdecydowała się na przejście do Canyon-SRAM, gdzie będzie kontynuowała połączenie kolarstwa górskiego i szosowego. Początkowo nie będzie jednak presji.

Motywuje mnie do tego różnorodność, ale muszę to robić w swoim rytmie. Od bardzo młodego wieku zawsze robiłam jedną rzecz po drugiej, bez odpowiedniego odpoczynku. Powinnam się cieszyć zwycięstwami, bo może się zdarzyć, że kolejnych już nie będzie.

27 listopada Ferrand-Prevot wystartuje w Megavalanche na rowerach górskich, ale nie wróci do oficjalnej rywalizacji przed marcem-kwietniem 2017.

Megavalanche daje mi jakiś cel, bo nie mogę odbyć całego, zimowego bloku treningowego bez tego. Nie ma jednak presji. Na razie mam jeździć i trenować “na wyczucie”, bez zobowiązań. Jak poczuję się gotowa, to wrócę do ścigania w marcu lub kwietniu. Jeśli nie, to poczekam tyle, ile będzie trzeba. Podpisałam jednak czteroletni kontrakt z Canyon-SRAM i nie sądzę, żeby chcieli mi płacić za niestartowanie.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments