Fot. Astana

Zwycięstwem Miguela Angela Lopeza zakończył się jednodniowy wyścig Milano – Torino.

Środowy klasyk liczył 186 kilometrów. Ponad 2/3 trasy prowadziły po zupełnie płaskim terenie, lecz w końcówce kolarze mieli do pokonania dwukrotnie podjazd pod Superge, z czego drugi prowadził prosto do mety.

W ucieczce dnia znaleźli się Peter Kennaugh (Sky), Alessandro De Marchi (BMC) i Eduard Grosu (Nippo). Trójka zdołała zdobyć kilka minut przewagi, lecz u podnóża pierwszej wspinaczki różnica wynosiła już tylko 2 minuty.

Z prowadzącej grupki podczas pierwszej wspinaczki zdołał oderwać się Kennaugh. Brytyjczyk wjechał na szczyt z niewielką przewagą nad atakującym z peletonu Eduardo Zardinim (Bardiani) i bardzo mocno uszczuploną grupą zasadniczą prowadzoną przez kolarzy Astany. Wszystkie akcje zostały jednak skasowane 9 kilometrów przed kreską.

Dość nieoczekiwanie kazachski zespół w pewnym momencie przestał pracować, co sprowokowało kolejne ataki. Na czele znalazło się 12 zawodników, wśród których był Przemysław Niemiec (Lampre – Merida). Czołówka też jako pierwsza rozpoczęła finałową wspinaczkę.

Na ostatnich kilometrach jako pierwszy na czoło wysunął się Michael Woods (Cannondale), za którym pognał Miguel Angel Lopez (Astana). Za duetem znajdowała się już jednak spora grupka mocnych górali.

Około 2 kilometry przed metą w pogoń rzucił się Romain Bardet (Ag2r), który nieco zmniejszył różnicę i zerwał z koła wielu rywali. Jego akcja nie przyniosła jednak skutku.

Ostatecznie, po ataku na ostatnim kilometrze po zwycięstwo sięgnął Lopez. Na drugim stopniu podium stanął Woods, a trzeci rywalizację zakończył Rigoberto Uran (Cannondale).