(c) ASO/ letour.fr

To miał być wielki dzień nie tylko dla sympatyków kolarstwa, ale i całej Francji. Elektryzujący pojedynek na Mont Ventoux, legendarnym Gigancie Prowansji, uświetniający ich narodowe święto. I chociaż eksperci będą się upierać, że nazywanie go wietrzną górą jest etymologicznie nieuzasadnioną reinterpretacją, nie oszukają natury.

Jeden z najbardziej ikonicznych podjazdów Wielkiej Pętli na nowo zapisuje karty swojej własnej historii. Jeśli świątynia sprintu znajduje się w Katowicach, świątynia wiatru góruje nam polami lawendy i wpatrujących się w niebo słoneczników. Tym razem pozostanie niezdobyta.

Porywy wiatru osiągające na szczycie Mont Ventoux prędkość do 100 km/h godzinę zmusiły organizatorów wyścigu do skrócenia czwartkowego etapu, którego meta znajdować się będzie na wysokości słynnego Chalet Reynard.

Oto, co na temat 12. etapu 103. edycji Tour de France mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 12, 14 lipca: Montpellier – Mont Ventoux (184 km)

O Gigancie Prowansji (HC, 15.7km, 8.8%, max. 12%)  napisane zostało już wszystko, a zwycięstwo na jego szczycie to pozycja, którą w CV chciałby zapisać sobie każdy kolarz specjalizujący się w górskich wspinaczkach. A może po prostu każdy kolarz, niezależnie od specjalizacji. Można zatem liczyć na wyjątkowo zaciętą rywalizację, której stawką będzie nie tylko walka jak najlepszą pozycję w klasyfikacji generalnej Tour de France, ale zapisanie swojego nazwiska na kartach historii dyscypliny.

Dobra wiadomość jest taka, że cały czas możemy liczyć na zaciętą rywalizację. Chociaż chętni na zapisanie się na kartach historii będą musieli poczekać co najmniej do kolejnej edycji wyścigu – w której niemal na pewno pojawi się L’Alpe d’Huez – pokonywane dzisiaj 10 kilometrów podjazdu dzielące Bédoin i Chalet Reynard jest jednocześnie jego najtrudniejszym odcinkiem.  Zgadza się, skryte w lesie nie oferuje tak atrakcyjnych walorów krajobrazowych, jak księżycowy szczyt Giganta Prowansji, ale jestem pewna, że realizatorzy transmisji i tak zaprezentują nam jego smagane wiatrem oblicze.

Pierwsze 150 kilometrów trasy jest tak płaskie, jak to zazwyczaj ma miejsce w przypadku kończących się na Mont Ventoux etapów, jednak podobnie jak wczoraj znaczącą rolę mogą odegrać podmuchy północnego wiatru.

tdf 2016 etap 12

CARTE (11)

tumblr_oa9lnmOLHZ1ropreyo1_1280

Nawet bez finałowych 5 kilometrów, zbocza Mont Ventoux ponownie staną się areną walki pomiędzy Chrisem Froomem (Team Sky) i Nairo Quintaną (Movistar). W rozgrywanej obecnie edycji Wielkiej Pętli Brytyjczyk ściga się agresywniej, niż kiedykolwiek wcześniej, jednak przewagę w klasyfikacji generalnej zbudował wyłącznie na płaskich odcinkach i zjazdach, wykorzystując również przyznawane na mecie bonifikaty.

Czy przyjęta strategia wynikała ze świadomości, jak trudnym zadaniem będzie pokonanie drobnego Kolumbijczyka w górach? A może była jedynie elementem wojny psychologicznej i dowodem rewelacyjnej formy dwukrotnego zwycięzcy Tour de France? Powinniśmy przekonać się już dziś po południu.

W rywalizację powinni włączyć się również zawodnicy, którzy pokazali dobrą formę na Arcalis: Richie Porte (BMC Racing), Daniel Martin (Etixx – Quick-Step) i Adam Yates (Orica – BikeExchange), natomiast na kolejny akt batalii o koszulkę w czerwone grochy najprawdopodobniej przyjdzie nam jeszcze poczekać do kolejnego górskiego etapu.