Analizując profil dzisiejszego etapu można dojść do mylnego wniosku, że czeka nas krótka i pozbawiona jakiejkolwiek dramaturgii przygoda z łatwym do przewidzenia finałem. Następnie coś każe przypomnieć nam sobie lekcje geografii i tajemnicze nazwy południowych wiatrów: sirocco, levante, mistral, tramontane… To ten ostatni zatańczy dziś wśród barwnego peletonu Tour de France i tchnie weń nowe życie, lub porwie go na strzępy. 

Żaden z pretendentów do odniesienia zwycięstwa w tegorocznej edycji Wielkiej Pętli nie zdołał jeszcze dowieść swojej supremacji w górach, a różnica między pierwszym i dziesiątym uczestnikiem wyścigu po pierwszym dniu przerwy jeszcze nigdy nie była tak mała. Jednak tam, gdzie zawiodły pirenejskie przełęcze, z pomocą może przyjść porywisty i zimny północny wiatr.

Wielu sympatyków dyscypliny z pewnością pamięta jeszcze 13. etap Tour de France 2013, podczas którego silny wiatr podzielił peleton na wiele grup, a straty czasowe na linii mety były kolosalne. To było wtedy, kiedy Alejandro Valverde przydarzył się wyjątkowo pechowy defekt, a Movistar oddelegował do pomocy Hiszpanowi wszystkich swoich zawodników poza jednym – wówczas 23-letnim Nairo Quintaną…

Według informacji podanych przez organizatora imprezy, na trasie o bardzo podobnym przebiegu sam Fausto Coppi przegrał niegdyś wyścig, tracąc w upale i wietrze aż 33 minuty.

Oto, co na temat 11. etapu 103. edycji Tour de France mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 11, 13 lipca: Carcassonne – Montpellier (163 km)

Po tym, jak poprzedniego dnia humory najprawdopodobniej popsuli im dzielni uciekinierzy, sprinterom wynagrodzone zostaną ich męki na pirenejskich podjazdach. Będzie krótko, płasko i bez niespodzianek.

Nie zamierzam odbierać sprinterom szans na odniesienie sukcesu. Przeciwnie – drużyny posiadające w swoim składzie najszybszych kolarzy są jednocześnie najbardziej doświadczonymi w kontekście radzenia sobie w wietrznych warunkach.

Brak niespodzianek najprawdopodobniej można włożyć między bajki, chociaż niczego nie mogę w tej sprawie zagwarantować. Wiatr u normandzkiego wybrzeża również miał odegrać kluczową rolę podczas otwierających wyścig etapów i nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań.

Innymi atrakcjami na trasie są dwa wzniesienia 4. kategorii, spośród których żadne nie powinno wzbudzić zainteresowania Rafała Majki czy Thibauta Pinota. Finish w Monpellier – drugim największym mieście odwiedzanym podczas tegorocznej edycji Tour de France – pozbawiony jest większych trudności.

tdf 2016 etap 11

CARTE (10)

Niezależnie od tego, czy północne wiatry okażą się litościwe, klucz do dzisiejszego etapu dzierżą drużyny sprinterów. Zapowiada się, że ponownie będziemy świadkami pojedynku pomiędzy Markiem Cavendishem (Dimension Data) i Marcelem Kittelem (Etixx – Quick-Step), z którego ten pierwszy kolejny raz może wyjść zwycięski. Brytyjczyk dysponuje jednak mniej doświadczoną drużyną i stracił swojego najbardziej zaufanego pomocnika, dlatego trudne warunki atmosferyczne mogą sprzyjać jego niemieckiemu rywalowi.

Rywalizacja w porywistym wietrze powinna przypaść do gustu również Edwardowi Theunsowi (Trek – Segafredo), Dylanowi Groenewegenowi (LottoNL – Jumbo) czy Peterowi Saganowi (Tinkoff). Polecam również obserwować poczynania drużyny Movistar, która w takich warunkach przegrywała w ostatnim czasie wyścigi znacznie częściej, niż w górach.