Po mniej i nieco bardziej ekscytujących dniach podróży z północy na południe Francji, Pireneje witają nas jednym ze swoich najbardziej ikonicznych wzniesień. Col d’Aspin, który zostanie dzisiaj pokonany przez uczestników Wielkiej Pętli po raz 72. w historii, nie należy do najtrudniejszych podjazdów, jednak dokładnie to samo można było powiedzieć o wygasłych wulkanach Masywu Centralnego. Prognozowane burze i niebezpieczny zjazd w samej końcówce powinny wykreować ekscytujące widowisko. 

Chociaż wszyscy po cichu mieliśmy nadzieję, że pretendenci do zajęcia najwyższych miejsce w klasyfikacji generalnej Tour de France zaczną szczerzyć zęby i prężyć muskuły już podczas środowego etapu, nikt chyba nie spodziewał się aż tak dramatycznej rywalizacji wśród soczystych wzgórz Masywu Centralnego.

Obok miażdżącej siły Movistaru, rozegrany przedwczoraj etap uwypuklił przede wszystkim chorobę toczącą od wewnątrz ekipę Tinkoff, w której osobiste ambicje nazbyt wyraźnie zaczęły przesłaniać wspólny cel. Chociaż Col d’Aspin jest jednym z najłatwiejszych podjazdów w Pirenejach, jest jednocześnie pierwszym wzniesieniem 1. kategorii na trasie tegorocznej Wielkiej Pętli i spodziewam się, że już tam najsilniejsze drużyny spróbują zadać ostateczny cios jednemu z najniebezpieczniejszych rywali.

Czy właśnie w Pirenejach, tak blisko domu, legenda współczesnego kolarstwa na zawsze rozstanie się z największym marzeniem?

Oto, co na temat 7. etapu 103. edycji Tour de France mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem etapu:

Etap 7, 8 lipca: L’Isle-Jourdain – Lac de Payolle (163 km)

Tegoroczne Tour de France brawurowo łamie przewidywalną regułę naprzemienności, już drugi sezon z rzędu rozpoczynając zasadniczą część rywalizacji w górach od Pirenejów. Nieregularne szczyty francusko-hiszpańskiego pogranicza nie wybaczają nawet najmniejszych niedostatków formy, a ich zdobywanie rozpoczniemy od podjazdu, którego nikomu nie trzeba przedstawiać: Col d’Aspin (kat. 1, 12km, 6.5%). Chociaż meta etapu nie znajduje się na szczycie wzniesienia, krótki zjazd w kierunku mety powinien zagwarantować wiele emocji.

O natężeniu tych emocji najprawdopodobniej zadecyduje przede wszystkim forma dnia Alberto Contadora i pogoda, a prognozy dotyczące żadnego z powyższych nie są optymistyczne.

Nieregularny Col d’Aspin można podzielić na dwa odcinki, z których drugi jest dłuższy i bardziej stromy – nachylenie na ostatnich 5 kilometrach nie spada poniżej 7.5%, a relatywnie wąskie i kręte pirenejskie szosy wymagają wysokich umiejętności w zakresie zjeżdżania na rowerze – szczególnie, kiedy zrosi je deszcz.

Jeśli zwycięzca nie dotrze na metę solo, wisienkę na torcie stanowić będzie sprint na niewielkim podjeździe o nachyleniu ok. 4%.

tdf 2016 etap 7

CARTE (6)

PROFILCOLSCOTES_1 (2)

Już pobieżna analiza trasy tegorocznego Tour de France pozwalała dojść do wniosku, że będzie to jeden z dni zakreślonych w kalendarzu przez najwytrawniejszych harcowników. W kombinacji z faktem, że obowiązek kontroli wydarzeń na trasie spoczywać będzie przede wszystkim na barkach drużyny BMC Racing sprawia to, że kandydatami do odniesienia etapowego zwycięstwa będą właśnie uczestnicy odjazdu. Zgadza się, ekipa Van Avermaeta ma w składzie zaprawionego w jeździe godzinnej Rohana Dennisa, jednak nie wydaje się, aby już na tym etapie chcieli poważnie naruszyć swoje zasoby energetyczne celem obrony żółtego trykotu – który tak czy inaczej w najbliższych dniach stracą.

Pierwszy dzień rywalizacji w Pirenejach wieścić może powrót Rui Costy (Lampre – Merida) do tego, w czym spełnia się zdecydowanie najlepiej, czyli wygrywania etapów ze stromymi zjazdami w roli głównej. Ostatnie dwa lata Portugalczyk spędził boleśnie przekonując się, że nie wspina się ani nie jeździ na czas wystarczająco dobrze, by kiedykolwiek wywalczyć podium klasyfikacji generalnej Wielkiej Pętli. Ma jednak coś, czego brakuje nawet największym gwiazdom wyścigów etapowych: instynkt. Prawdziwy siódmy zmysł.

Stało się to nad wyraz widoczne podczas 100. edycji Tour de France, kiedy to Costa odniósł dwa etapowe zwycięstwa u podnóża Alp, na trasach o bliźniaczo podobnym profilu i rozgrywając je według identycznego scenariusza. Odstający wytrzymałością od pretendentów do wysokich miejsc w klasyfikacji generalnej, a jednocześnie zdecydowanie zbyt inteligentny i silny dla jakichkolwiek towarzyszy ucieczki, były mistrz świata już dawno znalazł swoją niszę. Będzie tylko cieszyć, jeśli po dwóch latach toczenia nierównej walki z przeznaczeniem zacznie ponownie wygrywać.

Innymi kandydatami do odniesienia zwycięstwa z odjazdu będą dzisiaj Ion Izagirre (Movistar), Ilnur Zakarin (Katusha), Tom Dumoulin, Simon Geschke (Giant – Alpecin), Steven Cummings, Serge Pauwels (Dimension Data), Jarlinson Pantano (IAM Cycling), Ruben Plaza czy Michael Albasini (Orica – BikeExchange).

Za ich plecami Movistar i Team Sky rozkręcą na pewno szalone tempo celem dokończenia działa dezintegracji ekipy Tinkoff. Jeśli przy okazji doprowadzi to do zlikwidowania ucieczki, kandydatem do odniesienia zwycięstwa automatycznie stanie się jeszcze sprytniejszy i wszechstronniejszy od Costy Alejandro Valverde (Movistar).

Jeżeli sprawdzą się prognozy pogody i zawodnikom przyjdzie się ścigać w deszczu, bardzo istotna okaże się umiejętność zjeżdżania w trudnych warunkach. Każe to dodatkowo wskazać na takich śmiałków, jak Romain Bardet (Ag2r – La Mondiale) czy Daniel Martin (Etixx – Quick-Step).