Faworyt jest tylko jeden. Pochodzi z krainy żółtych traw i gibkich gepardów, a u jego boku stanie niezawodna armia mężczyzn w czerni. Zmierzy się z nim młody szaman o nieprzeniknionym obliczu, andyjski kondor, którego domem są najwyższe górskie szczyty. Do walki stanie również doświadczony Hiszpan, który na rowerze jeździ jak tancerz i zawsze słucha serca oraz syn tej ziemi, który przezwyciężył lęk przed spadaniem. Strzeżcie się także wojowników w błękitnych szatach, barwą przypominających wody otulające ich rodzinne strony.

Od malowniczego wybrzeża, którego rytm odmierzają przypływy i odpływy, przez lawendowe pola i smagane wiatrem przełęcze, aż po miasto świateł. Walka o najwyższą stawkę rozpocznie się już jutro i nie zakończy się przed upływem 21 dni. Kto okaże się jej zwycięzcą?

Dlaczego wygra Chris Froome?

Chociaż nie imponuje stylem ani charyzmą, przez niektórych ekspertów uważany jest za najlepszego górala w zawodowym peletonie. Można z tą hipotezą dyskutować wskazując na fakt, że umiejętności w zakresie jazdy na czas stanowiły istotny składnik jego dotychczasowych sukcesów. Nie da się jednak zaprzeczyć, że Froome co najmniej raz zdecydowanie pokonał w górach wszystkich innych pretendentów do tego tytułu.

Po stronie urodzonego w Nairobi 31-latka stoi doświadczenie (dwa zwycięstwa w klasyfikacji generalnej: 2013 i 2015, pięć zwycięstw etapowych: La Planche des Belles Filles, Ax 3 Domaines, Mont Ventoux, La Pierre St. Martin, Chorges ITT), zaawansowana myśl taktyczna i niewiarygodnie silna drużyna. Dwukrotny zwycięzca Tour de France sam przyznał, że dobierając skład na tegoroczną edycję wyścigu wybrał pomocników, którzy doskonale radzą sobie w górach. Świadomość, że zawodnicy jak Mikel Landa, Mikel Nieve, Geraint Thomas, Sergio Henao czy Wout Poels występują w tych samym barwach, w tym samym wyścigu i przyświeca im jeden cel sprawia, że zaczyna się kręcić w głowie.

Dlaczego nie wygra Chris Froome?

Ponieważ co drugi sezon ma zwyczaj dopadać go pech. Czasami występuje on pod postacią Bradleya Wigginsa, innym razem widma zbliżających się kocich łbów Roubaix. Pierwszy tydzień tegorocznej edycji Wielkiej Pętli zapowiada się mniej nerwowo niż miało to miejsce w ostatnich latach, jednak Brytyjczyk zdążył już udowodnić, że najczęściej przewraca się wtedy, kiedy nikt się tego nie spodziewa.

Ponieważ trasa sprzyja zawodnikom o innej charakterystyce. Strategią realizowaną jak dotąd przez Team Sky było budowanie olbrzymiej przewagi jednym mocnym uderzeniem w górach oraz – jeśli istniała taka możliwość – występem w jeździe indywidualnej na czas, a następnie mniej lub bardziej desperackie dowożenie tejże przewagi pod łuk triumfalny. Przeładowana górskimi etapami trasa 103. edycji Tour de France prawdopodobnie nie pozwoli na ponowne wprowadzenie w życie tego typu rozwiązania, a ponadto uwypukli największą słabość 31-letniego Brytyjczyka: kryzys formy, jaki zazwyczaj przechodzi w trzecim tygodniu rozgrywania wielkiego touru.

Ponieważ Team Sky brakuje wyobraźni. Chcąc wywrzeć dodatkową presję na rywalach, Team Sky mogłoby wysłać w góry w zasadzie losowo wybranego członka swojej ekipy – istnieje podejrzenie, że nawet ich masażyści wspinają się lepiej, niż większość kolarzy Fortuneo. Zamiast tego będą niestrudzenie pedałować w rządku, odpowiadając na niezliczone ataki powołanych w tym celu cwanych lisów jak Nibali i Valverde.

Ponieważ Nairo Quintana miał sen…

Dlaczego wygra Nairo Quintana?

Ponieważ urodzony na wysokości 2825 m n.p.m. Kolumbijczyk JEST najlepszym góralem w zawodowym peletonie. Czuje się tym lepiej, im wyżej wznosi się droga, a jego forma wydaje się zawsze wzrastać wraz z upływem kolejnych dni rywalizacji. Dopiero zbliża się do wieku, w którym osiąga się maksimum wydolności fizycznej, a mimo tego już dwukrotnie stanął na podium klasyfikacji generalnej Tour de France, przy okazji zwyciężając w klasyfikacji młodzieżowej (2013, 2015) i górskiej (2013).

Ponieważ sprzyja mu trasa. Spokojny pierwszy tydzień rywalizacji i aż 10 górskich etapów – w tym blok czterech alpejskich etapów w ostatnim tygodniu rozgrywania Wielkiej Pętli – to scenariusz, który Quintana sam mógłby sobie wymarzyć. Nie będzie bruków czy wiatrów znad wybrzeża Morza Północnego, na których mógłby ponownie stracić tak istotne w ostatecznym rozrachunku minuty. Zamiast tego mnóstwo trudnych podjazdów i absolutna specjalność 26-latka – niemal niespotykana w tym wyścigu “górska” czasówka.

Ponieważ ma Alejandro Valverde. Drużyna Movistaru być może nie jest aż tak silna, jak Team Sky, jednak Daniel Moreno, bracia Izagirre, Jesus Herrada czy Winner Anacona wystarczająco dobrze znają się na tym, co robią. Kluczowa natomiast będzie postać Valverde, który przy wykazaniu odrobiny dobrej woli może swoją przebiegłością taktyczną i doświadczeniem zrekompensować nad wyraz oczywiste niedostatki Nairo w tym zakresie.

Dlaczego Quintana nie wygra?

Ponieważ ma Alejandro Valverde. Oficjalna wersja prawdy prezentowana przez drużynę głosi, że zachwycony wywalczeniem podium w zeszłorocznej edycji Tour de France, Alejandro z radością poświęci swoje własne cele i ambicje celem wspierania młodego lidera. Na to samo musiał liczyć przed niespełna trzema laty Joaquim Rodriguez, w strugach deszczu pokonując kolejne rundy wokół Florencji…

Ponieważ straci zbyt wiele czasu przed rozpoczęciem trzeciego tygodnia. Zakładając, że rywalizacja o najwyższy stopień podium rozegra się między Froomem i Quintaną, na samych tylko etapach jazdy indywidualnej na czas Kolumbijczyk może stracić 1-2 minuty. Doliczyć do tego należy TEN DZIEŃ w górach, na który Team Sky wiele miesięcy temu zaplanowało swój miażdżący atak. Robią się z tego co najmniej 3 minuty. Czy trudne alpejskie etapy w kombinacji ze słabnącą formą Brytyjczyka wystarczą, by to odrobić? Być może, ale tu płynnie przechodzimy do ostatniego punktu…

Ponieważ zbyt późno decyduje się na atak. A skoro już mówimy o tych, którzy nie boją się atakować wcześnie…

Alberto Contador. Czy ma szanse?

Już sam fakt, że Alberto nie jest wymieniany jako faworyt czy jego główny oponent, jest znamienny. Rolę musiał odegrać zarówno wiek Hiszpana, jak również rozczarowujący zeszłoroczny występ w Wielkiej Pętli, na którym swoje piętno odcisnęło – o czym bardzo łatwo zapomnieć – wyszarpane Astanie zwycięstwo w Giro d’Italia.

Stając na starcie 103. edycji Tour de France, 33-letni Hiszpan będzie zdecydowanie najbardziej utytułowanym pretendentem do zwycięstwa, mając na koncie 2 triumfy w klasyfikacji generalnej Wielkiej Pętli (2007, 2009, 2010), 2 w Giro d’Italia (2008, 2015) i 3 we Vuelcie (2008, 2012, 2014).

Czasy największej świetności z całą pewnością ma już za sobą, dlatego obecnie nie jeździ na czas lepiej od Froome’a, ani nie wspina się lepiej od Quintany. Mimo całego serca, które z pewnością odda mu Rafał Majka, nie dysponuje również silniejszą drużyną od Brytyjczyka i Kolumbijczyka. Czy oznacza to, że nie ma żadnych szans na odniesienie kolejnego zwycięstwa?

Nie, a przypadek Vincenzo Nibaliego udowodnił, że bycie niedocenianym przez rywali może tylko pomóc. Jednak aby Contador triumfował, muszą zostać spełnione określone warunki. Jeśli rozpoczynająca się jutro edycja Touru okaże się słoneczną procesją, której rytm nadawać będą pociągi Team Sky i Movistaru, Alberto nie będzie miał szans na wykorzystanie swojego głównego atutu. Którym jest: panowanie nad CHAOSEM. Nie tak dynamiczny i silny jak przed kilkoma laty, taktyczną przebiegłością i odwagą Hiszpan cały czas bije na głowę swoich największych konkurentów. Z dziesięcioma górskimi etapami, spośród których wiele ma linię mety usytuowaną na zjazdach, trasa 103. edycji Wielkiej Pętli jest stworzona dla agresywnego kolarza pokroju Contadora. Jeśli do tego sprzyjać mu będzie pogoda – tzn. będzie padało, grzmiało i wiało, wszystko może ułożyć się wyjątkowo pomyślnie.

Niezależnie od ostatecznego rezultatu, obecność Contadora na pewno uczyni wyścig bardziej ekscytującym. On nigdy nie przestaje walczyć. O jak wielu kolarzach możemy to obecnie powiedzieć?

Kto jeszcze powalczy o czołowe lokaty?

Początkowo uważany za górala z krwi i kości, Thibaut Pinot imponująco poprawił swoją jazdę na czas (oraz jazdę z góry), by stać się pełnokrwistym pretendentem do zajmowania najwyższych lokat w wyścigach wieloetapowych. Analizując jego potencjał trudno znaleźć powody, dla których nie miałby walczyć ramię w ramię z Froomem, Quintaną czy Contadorem. Problem Francuza – pomijając znacznie słabszą drużynę – polega głównie na tym, że zdarzają mu się gorsze dni, zaskakująco płynnie przechodzące w gorsze tygodnie. Jeśli jednak trafi z formą i wytrzyma psychicznie trudy trzytygodniowej rywalizacji, powinien ukończyć wyścig w czołowej 5.

Lista pretendentów do zajęcia wysokich miejsc jest oczywiście znacznie dłuższa: Fabio Aru, Vincenzo Nibali (Astana), Richie Porte (BMC), Romain Bardet (Ag2r-La Mondiale), Alejandro Valverde (Movistar), Joaquim Rodriguez (Katusha), Geraint Thomas (Team Sky) itd. Zwycięzcy wielkich tourów, utalentowani górale, niespełnione nadzieje – będą tam wszyscy. Jednak jeśli wcześniej napisałam, że Contador potrzebuje zaistnienia specjalnych okoliczności, by zwyciężyć, wyżej wymienionym zawodnikom pozostaje liczyć na to, że te okoliczności wyeliminują z gry najmocniejszą trójkę.

Kto zwycięży w 103. edycji Tour de France? Miejmy nadzieję, że odpowiedzi na to pytanie nie poznamy aż do karkołomnego zjazdu z Col de Joux Plane!